
Od Autorki: Zacznijmy od tego, że ja kompletnie nie znam się na farbowaniu włosów. Nigdy tego nie robiłam, więc nie bądźcie zbyt krytyczni czytając fragment o tym. Po za tym informacje o spirytyzmie wzięłam z wikipedi i google. Miłego czytania xx
Liczba słów: 7291
Moment, w którym zorientował się, że coś jest nie tak był zaledwie sekundą. Następnie w jego mieszkaniu pojawił się nieznany mu dotąd chłopak z wielkim hukiem. Spadając na podłogę zrzucił z pułki parę drobiazgów i kartonów. Przestraszony Taehyung krzyknął i wskoczył na materac leżący na podłodze, który służył mu za łóżko.Gdy kurz z półek osiadł już na ziemi a w pomieszczeniu na nowo zapanowała cisza, chłopak naprzeciwko niego uniósł głowę do góry. Ich oczy spotkały się ze sobą a Kim nie mógł uwierzyć,że choć widzi nieznajomego to wciąż może zobaczyć ścianę zanim. Jego oczy powiększyły się do granic możliwości a w gardle urosła gula strachu. Na ziemi, tuż przed nim, znajdował się człowiek, który wcale człowiekiem nie był i spoglądał na niego ciekawie. Miał czarne włosy ułożone w nieładzie, błyszczące dziwnym blaskiem brązowe oczy oraz czarne spodnie i białą koszulkę. V spojrzał się do góry aby znaleźć w suficie dziurę,przez którą ten mógł wlecieć ale nic takiego nie znalazł.Jedynie łuszcząca się biała farba i pajęczyny. Jeżeli Kim mógłby się ruszyć, na pewno już by go tu nie było.
-Hej.- wszystkie włosy na ciele bruneta stanęły dęba gdy usłyszał głos chłopaka. Po jego plecach przebiegł przeraźliwy dreszcz a serce przyśpieszyło swoje bicie. -Kim jesteś?
-Ttt..yy –Taehyung nie potrafił się wysłowić. Jego umysł wciąż próbował uchwycić sylwetkę czarnowłosego ale gdy zdawać się mogło oczy już odnalazły ją, ta rozpływała się i tworzyła na nowo.
-To twój pokój?-spytał się ponownie, tym razem jednak przy okazji rozglądając się po pomieszczeniu.
-Cczym ty jesteś?!-choć nie chciał aby jego głos brzmiał aż tak piszczą co nie wyszło mu.
-Jestem człowiekiem.- odpowiedział jakby nie zrozumiał pytania. -Tak jak ty.
-Nie!- oczy nieznajomego ugrzęzły w jego sylwetce. -To znaczy... nie jesteś człowiekiem.- V walczył ze strachem. Wstał mając nadzieje, że w ten sposób poczuje się choć odrobinę lepiej.
-Nie? Przecież..-zaczął oglądać swoje ciało z każdej strony. - Coś jest nie tak...
-Jesteś duchem?
-Na to wychodzi. -odpowiedział nagle się garbiąc. - ale nie mam pojęcia jak to się stało...
-Nie wiesz?-zdławiony głos V rozbrzmiał w pokoju.
-Noo nie. Przed chwilą byłem u siebie w pokoju a teraz...- westchnął garbiąc się lekko. -Nie wiem. Przepraszam za to nagłe najście. Będę już szedł.
-Czekaj!- tamten odwrócił się w jego stronę unosząc brwi do góry. - Nie możesz tak wyjść na ulicę! Jeszcze kogoś przestraszysz, możesz spowodować jakiś wypadek czy coś. - Taehyung odzyskał rezon.Wciąż jednak znajdował się w bezpiecznej odległości.
-Więc co mam zrobić? Nawet nie wiem gdzie jestem i kim ty jesteś.
-Jestem Kim Taehyung a znajdujemy się w najbiedniejszej części Seoulu.- sam nie wiedział czemu mu odpowiada. Po mimo strachu czuł, że powinien z nim rozmawiać.
-Jung Hoseok.-uśmiechnął się tamten.
-Możesz tu zostać tak długo dopóki nie wymyślimy czegoś, okej?
-Naprawdę? Dziękuję! - wykrzyknął Hoseok rzucając się na chłopaka.Przeleciał jednak przez niego, powodując zimny dreszcz u Taehyunga.
-Nigdy więcej nierób tego.- wycedził tamten opatulając się ramionami. -To nie jest przyjemne.
-Przepraszam. Wciąż nie przywykłem do tego ciała. Więc co będziemy robić?
I Taehyung już żałował, że pozwolił mu zostać. Czuł, że to nie skończy się dobrze ale wypuszczanie go wolno także było złą decyzja. Choć raz chciał zrobić coś dobrego. W końcu jeśli jest duchem czy czymś tam innym, to nie trzeba go karmić, no nie? Jego rodzina nie ucierpi.
。。。
Brunet jadł akurat obiad z rodziną. Była on skromny, każdy miał mała miseczkę ryżu ale nikt nie narzekał. Jego matka, młoda kobieta, wyglądająca jednak na zmęczoną życiem siedziała na szczycie stołu obserwując swoje dzieci. Krzesło na drugim końcu stało puste, przykryte czarną płachtą na znak żałoby bo mężu i ojcu. Był to wielki cios dla całej rodziny Kim, Mungsoo był jedyną osobą pracującą i tylko on przynosił pieniądze do domu. Ich życie nigdy nie było pełne luksusów, żyli przeciętni, ciesząc się jednak życiem.Nigdy jednak nie mógł sądzić, że pewnego dnia w ich domu zabraknie jednej osoby. Wtedy też wszystko zaczęło się psuć.Ojciec zginął w wypadku samochodowym, przez jakiegoś świra, który wyjechał zza zakrętu na czerwonym świetle. Taehyung nienawidził tego człowieka całym sercem, odsiadywał on jednak swoją karę w więzieniu, więc brunet nie mógł się z nim policzyć. Matka popadła w pewną nostalgię, wciąż widziała gdzieś obecność ojca, pozbyła się więc wszystkich pamiątek a młodsze rodzeństwo tęskniło. Płakali i pytali się mamy kiedy wróci tata, ona odpowiadała, że niedługo ale ten moment nigdy nie nadchodził. Z czasem ich sytuacja zaczęła się pogarszać, choć ich matka poszła do pracy zarabiała zbyt mało, żeby utrzymać całą rodzinę.Sprzedali większość mebli ze swojego domu, pozbyli się nawet drobiazgów a na końcu nawet się przeprowadzili. Jednak to wciąż nic nie dawało. Taehyung rzucił więc szkołę i zaczął szukać pracy. Jednak nie skutecznie. Choć jego matka wierzyła, że posiada jakąś posadę, nie mógł powiedzieć jej prawdy, on po prostu kradł udając, że nic się nie stało.
-Tae... pobawisz się ze mną?- spytała się Seiko. Najmłodsza z rodzeństwa.
-I ze mną też!-krzyknął jego braciszek.
-Dziś nie mogę--
-Ty nigdy nie masz dla nas czasu. - burknęła Luna zaciskając małe dłonie w piąstki.
-Luna, dobrze wiesz, że twój brat pracuje.- do rozmowy wtrąciła się matka.
-Pobawię się zwami jutro okej?- spytał chcąc udobruchać rodzeństwo.
-Nie kłamiesz?-spytał się SeokJun.
-Oczywiście, że nie! Nawet bym nie śmiał was okłamywać.
-Na mały paluszek?- Seiko wystawiła w jego stronę swój mały paluszek, który V owinął swoim.
-No widzisz, Luna?Braciszek się z nami pobawi!
-Jasne...
-Więc dziś ja się z wami pobawię.- stwierdziła matka zbierając puste już miseczki.W tym samym momencie Taehyung zobaczył jak Hoseok wychodzi z jego pokoju. Poderwał się przerażony z krzesła, przewracając je i tym samym zwracając na siebie uwagę rodzicielki. Jego rodzeństwo pobiegło już po swoje zabawki.
-Taehyung? Co ty wyprawiasz?- spytała wychylając się w jego stronę.
-Nicc mamo.- jęknął pchając chłopaka do swojego pokoju. Stracił przy tym parasolkę.
-Znów demolujesz mieszkanie. Czy choć raz możesz spróbować być ostrożny?-westchnęła pojawiając się w progu jego pokoju. Omiotła pomieszczenie znudzonym spojrzeniem aby następnie spojrzeć na syna.-No i co się tak tajniaczyłeś?
-Mamo to nie tak..-wyjąkał nie wiedząc jak ma wytłumaczy matce to, że w jego pokoju znajduje się duch. Zgromił wzrokiem Hoesoka. -Ja ci wszystko wytłumaczę.
-Co ty mi chcesz tłumaczyć? Że jesteś sam w pokoju a odstawiasz sceny jakbyś sprowadził tu jakąś młodą damę?
-Nie widzisz go?!
-Kogo? Czy ty się dobrze czujesz synu?
-Tak! Zdecydowanie tak. - uśmiechnął się krzywo i uniósł kciuk do góry.
-Niech ci będzie.- zmarszczyła czoło wychodząc z pokoju.
Tae zamknął drzwi i oparł się o nie czołem wzdychając. O mało co nie wyszedł na świra przed swoją matką, jeszcze ta pomyślałaby, że ma wymyślonego przyjaciela. Odwrócił się w stronę Hoseoka z żądzą mordu w oczach. Czarnowłosy siedział po turecku na środku pokoju i spoglądał na niego skruszony.
-Przepraszam.-wyszeptał pochylając głowę.
-Ja cię zabije!Nie ważne, że już jesteś martwy! Wskrzeszę cię a następnie poćwiartuje na kawałki.- warknął zbliżając się do niego.
-Ja..
-Nie przerywaj mi!Nie mam bladego pojęcia co chciałeś zrobić ale na następny raz tego nie rób, jasne?! Pozwoliłem ci zostać, okej, mój błąd ale to nie oznacza, że możesz się szwendać gdzie ci się żywnie podoba. Masz siedzieć w moim pokoju. Zrozumiano?
-Tak jest, Sir.-zasalutował. -Chciałem tylko zobaczyć, która jest godzina. Nie masz tu zegarka.
-To już nieistotne, wiemy przynajmniej, że widzę cię tylko ja. To jakiś plus.- pokiwał głową szukając czegoś w kartonowym pudle leżącym pod ścianą. -W takim razie... możesz iść ze mną do biblioteki.
-Mówiłeś, że nie mogę wychodzić.
-Ale teraz idziesz ze mną, więc będę cię pilnował. Gdy jesteś sam ryzyko jest zbyt wysokie, że stanie się coś złego a ja jednak mam sumienie.
-Nie do końca.
-Słucham?- zdziwił się tamten.
-Po prostu mam przeczucie, że coś z tobą jest nie tak.- wzruszył ramionami wstając.
-No wielkie dzięki,stary.- sarknął.
-Nie w tym sensie... zresztą nie ważne. Prowadź.- Hoseok zrezygnował z dalszych tłumaczeń.
Ruszył tuż za brunetem idąc do wyjścia z jego mieszkania. Po drodze obserwował puste ściany z łuszczącą się farbą, w koncie sufitu rósł grzyb. Taehyung pożegnał się z matką poprzez krótkie ,,wychodzę"i zatrzasnął drzwi nie czekając na czarnowłosego. Jung stał przez chwile w miejscu nie wiedząc co ma począć – nie był pewny czy da radę przejść przez drzwi jak to zawsze pokazywano w filmach, a co jeśli wpadnie na nie i narobi hałasu? Spróbował więc złapać klamkę ale jego ręka po prostu przez nią przepłynęła. Rozmyła się aby po chwili znów tworzyć kształt dłoni i Hoseok nie był w stanie oderwać od niej wzroku. To było zarówno niepokojące jak i fantastyczne, jednak ponowne otworzenie drzwi przez bruneta sprawiło, że Hoseok stał na pół przecięty drzwiami.
-Idziesz czy nie?-warknął zirytowany. Czarnowłosy skiną głową, na złość Taehyungowi, przechodząc przez niego. -Kiedyś cię trzasnę!
-Nie możesz, każdy przedmiot prze zemnie przelatuje. Po co właściwie chcesz iść do biblioteki, uczysz się tam?
-To nie istotne.Chce się dowiedzieć czegoś o tobie.- wskazał na niego palcem. -Po pierwsze duchy nie istnieją, więc nie możesz istnieć. Po drugie, dlaczego pojawiłeś się u mnie w domu a nie na przykład u sąsiadki piętro wyżej?
-Nie mam pojęcia, po prostu coś mnie do ciebie przyciągnęło.
-Przyciągnęło.
-Tak. To tak jakbyś przyciągał jakaś część mnie do siebie i przez to też mam wrażenie, że coś z tobą jest nie tak. To trochę tak jakbyś to ty mnie tu ściągnął.
-O ile pamiętam,ostatnio nie odprawiałam żadnych czarnych mszy, nie gwałciłem kotów ani nie zjadałem dziewic. Nie rysuję na ulicach pentagramów i nie modle się do odwróconego krzyża. Na pewno ja nie mam nic wspólnego z twoim pojawieniem się tutaj. Nie zwalaj na mnie winy.-oburzył się Tae. Ignorował zdziwione spojrzenia przechodniów,którzy tak jak jego matka nie widzieli Hoseoka. W tym momencie wyglądał dla nich jak wariat.
-Przecież o nic cię nie podejrzewam. Po prostu powiedziałem to co czuję.- wzruszył ramionami. - Jeszcze nigdy nie poznałem tak zakręconej osoby jak ty. Nie wiem co mam o tobie myśleć, poza tym ja też nie rozumiem tej sytuacji i chce znać odpowiedź na te same pytania co ty.
-Przynajmniej w tym jesteśmy zgodni. Oto i kopalnia wiedzy, do której zmierzaliśmy.Postaraj nie przechodzić się przez ludzi, okej?- uzyskał w odpowiedzi jedynie kiwnięcie głową.
Wchodząc do holu Taehyung musiał przepchnąć się przez tłum uczniów, którzy także wpadli na genialny pomysł odwiedzenia biblioteki. Dla Hoseoka był to mur nie do przejścia, więc chcąc czy nie musiał skorzystać z udogodnień jakie oferuje mu postać duchopodobnegoczegoś. Miał tylko nadzieję, że naprawdę nikt oprócz bruneta gonie widzi. Wzbudzenie sensacji w bibliotece, wśród tłumu świadków to nie najlepszy pomysł. Po drodze zdążył zgubić swojego towarzysza i chcąc znaleźć go ponownie musiał go zawołać.Zdziwiło go to, że nagle wszyscy zakryli uszy dłońmi, jakby chcieli uchronić swoje uszy przed świdrującym dźwiękiem. Długo nie musiał czekać na Taehyunga bo ten znalazł go od razu, karcąc wzrokiem.
-Cokolwiek przed chwilą zrobiłeś, nigdy już tego nie rób. To brzmiało jakbyś jeździł pazurami po tablicy. - jego ciało przeszły dreszcze na samo wspomnienie.
-Przepraszam.
-Choć, musimy znaleźć dział z mitologiami czy coś.
-A nie lepiej o spirytyzmie?
-A co to?
-Książki, których tematyką jest świat duchów jak i reinkarnacja, życie po życiu.
-Ja widzę, że jednak coś tam jest w tej twojej głowie. Na pewno to nie ty zrobiłeś z siebie ducha? - lawirując między rzędami półek, Taehyung cały czas odwracał się aby i tym razem nie zgubić Hoseoka. -Masz już w tym jakieś doświadczenie.
-W szkole o tym mówili. Tak właściwie... ile ty masz lat? Nie powinieneś być w szkole czy coś?
-Opcja ostatnia.Pracuję na stacji paliw, małe zarobki ale zawsze coś. Po za tym co cię interesuje mój wiek? O ile pamiętam, nie chwaliłeś się swoim.
-Mam osiemnaście lat i chodziłem do Liceum. Pytam się z ciekawości.
-Więc ci nie odpowiem. Znajdźmy jakieś zaciszne miejsce, wtedy i ty będziesz mógł czytać nie martwiąc się, że ludzi przestraszą samo przewracające się kartki. - z naręczem książek Kim poszedł szukać wolnego stolika.
-Tam.- Jung swoją rozmywającą się ręką wskazał stolik w kącie sali. Osłaniany był z trzech stron regałami.
-Idealnie.
Stos książek zrzuconych na drewnianą powierzchnię stolika spowodował, że drobinki kurzu uniosły się w powietrzu tworząc niezidentyfikowane wzory. Ciało Hoesoka rozwiało się na wysokości brzucha, wirując jak drobinki, po czym znów wrócił do dawnych kształtów. Taehyungu siadł na krześle, wiercąc się przez chwilę próbując znaleźć idealną pozycje i sięgnął po pierwszą, ze stosu, książkę.
-Jak ja niby mam przewracać te kartki, skoro przenikam przez praktycznie wszystko?
-Jakoś siedziałeś u mnie w pokoju na podłodze. Teraz też siedzisz na krześle, nonie? Może to zależy od tego czy bardzo chcesz. Spróbuj chociaż.
-Niech ci będzie.-wyciągnął rękę po jedno z tomisk ale jego ręka przeleciała przez nią. -Nic z tego.- pokiwał głową z rezygnacją w głosie.
-To chociaż mi nie przeszkadzaj, okej? Ten stos sam się nie przeczyta.
Hoseok patrzył więc jak jego nowy kolega sunie wzrokiem po czarnych literkach. Jego gałki oczne obracały się z boku na bok a między brwiami powstała mała zmarszczka. Czarnowłosy przypuszczał, że Taehyung nie wiele rozumiał z tekstu ale nie chciał mu tego powiedzieć. Na razie nie zostało mu nic innego jak kontemplowanie w oczekiwaniu na jakikolwiek odzew od bruneta. Nie przypuszczał, że nadejdzie on szybko, więc pozwolił sobie na opadnięcie powiek.
Stan, w którym się znajdował był dziwny. Sam miał wrażenie, że jego ciało jest normalne – czuł jak bije mu serce, skóra wydawała się taka jak zawsze nawet napięcie skóry i mięśni było takie jak czół kiedyś. Nie zgadzało się tylko to, że kiedy próbował coś złapać albo dotknąć jego ciało rozpływało się, przechodząc przez obiekt i mieszając się z otaczającym go powietrzem. Cieszył się jednak z tego, że później znów formowały się na poprzednim miejscu. Było to urzekające w sposób, którego nie potrafił nazwać. Widział jak cząsteczki tlenu mieszają się z tymi, które tworzą jego ciało, tak jakby każdy pierwiastek miał własny kolor. Nie pamiętaj jednak w jaki sposób to wszystko się stało. Jak on stał się tym czymś. Pamiętał każdy moment swojego życia, cholernie bolesnego ale pamiętał, dopiero w momencie, w którym miał opowiedzieć jak wylądował w pokoju Taehyunga, pojawiała się czarna dziura. Wielka czarna dziura wyssała jego wspomnienia z tamtych wydarzeń powodując, że czuł się zagubiony i przytłoczony. Nie rozumiał dlaczego brunet tak go przyciąga, nie pozwalając odejść od siebie za daleko. Czuł się jak na smyczy, co wcale go nie pocieszało.
.....
-Dobra, koniec tego dobrego. Pobudka. - Hoseok podskoczył ze strachu słysząc głos bruneta przy swoim uchu, o ile to w ogóle było możliwe.
-Nie spałem.Znalazłeś coś?
-Stek bzdur i parę rzeczy, których nie rozumiem.
-Dajesz.
-Według jednej książki duchy to tak zwane odciski człowieka, który kiedyś żył. Zaledwie ułamek z tego co wcześniej istniało. Piszą, że istnieją po prostu ludzie, którzy nie są w stanie przedostać się na tą drugą stronę. - tu zrobił cudzysłów. -Błąkają się więc oni po świecie, szukając odpowiedzi.
-To można wykluczyć – ja żyję i nie przypominam sobie abym nie był wstanie przez coś przejść.
-Dobra... według spirytystów i w folklorze duch to ludzka istota, żyjąca po śmierci fizycznej ciała, przebywająca w świecie niematerialnym. Spirytyści twierdzą, że przebywają one poza czasoprzestrzenią będąc równocześnie wszędzie i nigdzie. Jeden z ruchów, który był także religią w XIX wieku, twierdzi, że duchy są na wyższym poziomie świadomości i mogą być przewodnikami dla zwykłych śmiertelników. Są one też, według nich, pośrednikami między Bogiem a człowiekiem. W obu przypadkach jednak maja komunikować swoją obecność poprzez dotyk, hałas, pismo czy poruszanie przedmiotów. Nie ma tu wzmianki o tym, że są widoczne dla ludzi.
-Masz coś jeszcze?
-W jakiejś mitologi pisało, że duchy to dusze męczenników albo zdradzonych kobiet, które po śmierci mają okazję do zemsty. Chcesz się na kimś mścić?
-Nie wiem...-Taehyung nie musiał wiedzieć o wszystkim. Brunet uniósł brwi jednak nic nie odpowiedział.
-Moje pytania wciąż nie mają odpowiedzi ale szczerze powiedziawszy, tu już raczej nic nie znajdziemy. Nie pasujesz do żadnego z opisów a sądzę, że o ile jeszcze jakieś są to ich definicje podobne są do tych. Pytanie brzmi co ty zrobiłeś?
-Nic. Mam jedną wielką czarną dziurę a następnie pojawiam się u ciebie. Gdybym coś wiedział to bym ci powiedział.
-A wcześniejsze życie? Nie wiesz co mogło spowodować, że teraz jesteś duchopodobnym czymś?
-Naprawdę nic nie pamiętam. To męczące. - westchnął.
-Czyli moje poszukiwania na nic.- stęknął Taehyung rozkładając się na blacie stolika. - Padam na twarz. Nigdy nie myślałem, że czytanie jest aż takie męczące.
-Ale mogę u ciebie zostać, tak? Nie będę ci przeszkadzał?- chciał upewnić się Hoseok.
-Jeśli myślisz,że pozwolę ci się włóczyć po mieście to jesteś w błędzie.Jednak musimy ustalić pewne zasady – będziesz przebywać TYLKO w moim pokoju. Nigdzie beze mnie nie wychodzisz, jasne? No i nie strasz mnie specjalnie wyskakując mi zza rogu. Jeśli będzie ich przestrzegał, myślę, że się dogadamy. Jeszcze nigdy nie mieszkałem z duchem pod jednym dachem.
-Zawsze musi być ten pierwszy raz. Dziękuję. - ucieszył się skacząc na bruneta aby go przytulić. Przeleciał jednak przez niego lądując pod krzesłem.
-I umówmy się –tego też już nie rób.
-Przepraszam, po prostu cieszę się, że mnie przygarnąłeś.- uśmiech z jego ustnie schodził nawet wtedy gdy szli już ulicą w stronę domu.
-Nazywaj to jak chcesz.- Taehyung nie słuchał go zbyt uważnie. Szedł z rękoma w kieszeni rozmyślając nad jutrem. Czy jego mama będzie miała co włożyć do garnka? Czy choć raz nie zawiedzie Luny i będzie mógł pobawić się z nimi? Nie wiedział. Nigdy tego nie wiedział.
。。。
Taehyung przewracał się z boku na bok, nie mogąc znaleźć wygodnej pozycji do spania. Poduszka zdawała się posiadać miękkość kamienia a kołdra dusiła go w swych objęciach. Za oknem widniała duża tarcza księżyca, wisząca złowieszczo na niebie, swoimi mackami błądząc po pomieszczeniu.Długie, białe pasma plątały się po ścianach przypominając witki robaków, które zamknięte w słoiku, próbują uciec.Groteskowość obrazu dopełniał Hoseok, mieniący się różnymi barwami. W dzień, gdy promienie słońca osnuwały postać, którą stał się czarnowłosy, wyglądał jak przeciętny mieszkaniec kuli ziemskiej. Dopiero po zmroku, gdy Luna wzeszła na nieboskłon,okazało się, że ciało Jung'a składa się z czegoś zupełnie innego. Kim mógł podziwiać jak kolorowe powietrze drga i przemieszcza się w obrębie, w którym powinno znajdować się ciało chłopaka. Jarzyło się przy tym przeróżnymi barwami a Tae miał wrażenie, że siedzi na karuzeli. Jego ciało wciąż rozmywało się i powracało do stanu wcześniejszego.
-Zrób z tym coś, bo mnie szlak trafi!- brunet w końcu nie wytrzymał. Jego poduszka przeleciała w powietrzu aby zdzielić Hoseoka w twarz. Jednak rozmyła ją tylko i trafiła w ścianę. Zsunęła się na ziemię z cichym pac.
-Niby co mam uczynić? Toż nie moja wina, że świecę się jak latarka.
-Nie mogę przez to zasnąć. Zrób cokolwiek.
-Jakoś światło księżyca ci nie przeszkadza.- zaperzył się czarnowłosy.
-Bo on przynajmniej nie zmienia co chwila barw, jak jakaś kula dyskotekowa!- warknął siadając na materacu. Nogi skrzyżował a głowę oparł na dłoniach.
-Skąd niby miałem o tym wiedzieć?
-Nie wiem. Sorry, po prostu jestem zmęczony. Momentami zastanawiam się za jakie grzechy jest to wszystko.
-Co masz na myśli?
-To życie, ten świat. Sam już nie wiem, wszystko jest jakieś nie takie, jakie być powinno. Mam wrażenie, że coś ciągle mi umyka a ja nie mogąc dowiedzieć się co. Staczam się.
-Nie myślałeś czasem aby wydać jakąś książkę? Walisz teksty jak nie powiem kto. Jednak pocieszę cię, nie tylko ty masz taki problem. Na świecie jest mnóstwo osób, które wciąż zadają sobie te pytanie. Co siedem sekund na świecie umierają ludzie – ze starości, z wygłodzenia, z zatrucia chemikaliami czy wodą, bądź zakatowani na śmierć. Niech ludzie mówią sobie, że żyjemy w XXI wieku, mentalnie wciąż jesteśmy w średniowieczu. - Jung spoglądał na Taehyunga zastanawiając się czy jego życie jest do dupy, tak samo jak jego. Czy on także ma dość....
-Nie mam czasu aby bawić się w pisarza. Zresztą raczej bym się nie nadawał. To musi być męczące siedzieć tak długo na tyłku i pisać. - Kim na nowo ułożył się w łóżku.
Jedna z jego nóg znajdowała się na kołdrze, tak, że tylko częściowo był nią zakryty. Zrezygnował jednak z pójścia po poduszkę i teraz jego głowa miała spotkanie trzeciego stopnia z materacem.
-Są też autorzy, którzy wciąż są w biegu i do pisania przysiadają tylko na chwilę. Zawsze możesz spróbować swoich sił.
-No dobra, załóżmy,że pisałem książkę i zanoszę ją do jakiegoś wydawnictwa... i co dalej? Co się stanie jeśli jej nie zechcą opublikować?
-Przede wszystkim jest jeszcze internet, to też miejsce, w którym możesz udostępniać swoje powieści. Po za tym, my wciąż uczymy się upadać.
-Nie rozumiem cie.
-Trenowałeś kiedyś judo? Nie? W każdym razie, tam też najpierw uczysz się upadać a potem walczyć. Życie też takie jest – najpierw zrzuca ci cytryny, ucząc cię przy tym wytrwałości a później dorastasz do tego aby walczyć o swoje.
-Czy ty czasem aby nie jesteś jakimś poetą? Może jesteś duchem jakiegoś filozofa,jak Sokratesa czy coś. Już drugi raz walisz taki teks, że zmuszasz ludzi do refleksji.
-Może jestem.Zabawnie by było, być na przykład nowym wcieleniem Juliusza Cezara albo Kolumba. A ty, kim chciałbyś być jeśli mógłbyś wybrać?
-Hmm może jakim cesarzem albo miliarderem.- rozmarzył się brunet.
-A co ty na Brada Pitta?
-Gdybym miał drugą poduszkę, już byś nią oberwał.- sarknął.
-Rozumiem aluzję.
-Mam nadzieję, że wiecznie nie będziesz duchem, bo spanie w jednym pokoju z kulą dyskotekową nie jest zabawne.
-Rozumiem twój ból ale weź już tak nie narzekaj, tylko skup się na spaniu. Twoje zrzędzenie staje się nudne.
-Ja nie zrzędzę.
-W ogóle.-zironizował Hoseok poprawiając swoją pozycję, na tą bardziej wygodną.
-Siedź już cicho, kretynie.
-Czuję się urażony.
-I tak ma być. Dobranoc. - Taehyung obrócił się do ściany, zaciskając powieki. Sen jednak nie nadszedł tak szybko, jak chciał.
Czarnowłosy w tym czasie kontemplował jego sylwetkę, zastanawiając się co z tym chłopakiem jest nie tak.
。。。
Taehyung jęknął słysząc alarm, sygnalizujący pobudkę. Naciągnął kołdrę nagłowę, uporczywie chcąc dalej spać. Skoczna melodyjka jednak nie dawała o sobie zapomnieć, wwiercając w jego mózg bolesne igiełki.Wstał więc wzburzony z zamiarem wyłączenia go, gdy jego spojrzenie zatrzymało się na Hoesoku. Krzyknął przestraszony, nie wiedząc do końca dlaczego i chwycił swój telefon.
-Wyłączysz wreszcie ten wkurzający dźwięk? Zrobiłbym to sam ale nie za bardzo mogę.
-Nie strasz mnie tak więcej!- głos Taehyung drgał lekko ale chłopak posłusznie wyłączył budzik.
-Przecież nic nie zrobiłem. Jesteś po prostu strachliwy. - wzruszył ramionami, nic nie robiąc sobie z karcącego wzroku bruneta. Wstał z ziemi,przeciągając się. -Co dziś robimy?
-My? Chyba ja. Idę do pracy a ty siedzisz tutaj, wrócę późno.
-Pracy? Gdzie? Poza tym co ja mam sam robić? Dobrze wiesz, że nie mogę nawet kartek w książce przewracać.
-No i? Jakoś się sobą zajmiesz.- wzruszył ramionami, wyciągając z szafki ubrania.- I nie interesuj się tak.
-Jesteś nie miły.Najpierw mnie przygarniasz a potem traktujesz jak...
-Zamknij się. Nie chcę cię słuchać. Po prostu zostań tu i czekaj na mnie.- mówiąc to wyszedł z pokoju, wraz z telefonem i kluczami.
Czarnowłosy stał z niedowierzającym spojrzeniem skierowanym w drzwi. Po chwili usłyszał jeszcze głos Kim'a, mówiący, że wychodzi a następnie głuchy trzask drzwi i cisza.
-Co za prostak.-warknął Hoseok, zły na bruneta. Usiadł ponownie, klnąc pod nosem na wszystkie bóstwa jakie znał.
Każdy kogo udało mu się w życiu poznać, traktował go z pogardą. Nie ważne jak bardzo starał się aby tak nie było – na końcu i tak obrywał od wszystkich wyzwiskami. Miał już dość tych wszystkich kpiących spojrzeń i śmiechów, które sprawiały, że czuł się jak na karuzeli. W snach, które prześladowały go wielokrotnie, widział powykrzywiane twarze ludzi nabijających się z niego. Czasami rzucali w niego przedmiotami, krzycząc zaciekle różne obelgi.Nawet w nocy nie mógł uwolnić się od tego wszystkiego. Pytanie jednak wciąż miał takie samo – co się z nim właściwie teraz stało? Pamiętał, że szedł do łazienki ale co potem? - nie ma bladego pojęcia. Skłamał jednak przed brunetem, nie chcąc opowiadać mu o swoim życiu. Czuł, że nie powinien go tym obarczać, bo chłopak sam ma problemy, które przygniatają go swym ciężarem. Hoseok miał też wrażenie, że to sytuacja w jakiej się znajduje, przyciągnęła tu jego. Podświadomie czuł, że musi mu pomóc ale wciąż nie wiedział w czym, i przede wszystkim jak.
-To wszystko naprawdę jest do bani.
。。。
Taehyung przeciskał się przez tłum ludzi zmierzający w kierunku metra, z którego sam przed chwilą uciekł. Zatłoczony transport publiczny to nie było to, o czym marzył codziennie. Raczej starał się go unikać, chodząc wszędzie na piechotę. Jednak czasami sam zmuszał się do pojechania metrem, gdyż czas naglił a on nie miał innego wyjścia. Więc teraz lawirował w wielkim, wciąż zmieniającym kształt, labiryncie stworzonym przez ludzkie ciała. Obijając się o nie i z rozbieganymi oczami wypatrując swoją ofiarę. Czy to zajętą rozmową przez telefon czy zwykłym noszeniem siatek ze stertą zakupów, najważniejszy był portfel w tylnej kieszeni spodni. Jakby nie patrzeć, duża część Koreańczyków była roztargniona i zabiegana, ich portfele często zostawały w sklepach czy też lądowały w nie zapiętych kieszeniach. Kim korzystał z nieostrożności tych ludzi, zakradając się do nich i niezauważony,kradnąc zdobycz. Pamiętał pierwszy dzień, w którym zdecydował się ukraść portfel po raz pierwszy. Emocje jakie w nim wtedy buzowały, nie pozwalały mu normalnie myśleć a on sam miał wrażenie, że nad nim unosi się czerwony napis „złodziej". Stres zżerał go od środka powodując przyśpieszone bicie serca i nienaturalne drżenie rąk. Zmusił jednak sam siebie do stawiania kolejnych kroków, i zrobił to. Wyjął czarny skórzany portfel z otwartej kieszeni torebki. Nigdy też nie myślał, że uda mu się biec tak szybko jak wtedy. Oczywiście na jednej próbie się nie skończyło a sporadyczne okradanie ludzi, stało się dla Taehyunga jedynym wyjściem z trudnej sytuacji rodzinnej. Z czasem Kim przestał odczuwać strach, że ktoś go przyłapie. Wyćwiczył się w tym zawodzie i nawet najgorsze sytuacje znosił ze spokojem na twarzy.
Jego wzrok przykuła grupka młodych dziewcząt, będąca na wagarach.Chichotały cicho między sobą, wzrokiem błądząc po mężczyznach przechodzących przed nimi. Sączyły kolorowe bubble tea i nie zwracały uwagi na resztę otaczającego ich świata. Uśmiechnął się kpiąco, po czym z kamienną twarzą podszedł do nic. Stanął bokiem, udając, że ogląda bilboard, reklamującym kolejny, jeden z wielu w tym sezonie, girls bandów. Poprawił czapkę z daszkiem i jeszcze bardziej przybliżył się do dziewczyn. Te, dalej zaabsorbowane młodymi mężczyznami, w ogóle nie zauważyły tego ruchu. Żadna z nich nie zauważyła także, jak Taehyung pewnym ruchem wyjął portfel i powolnym krokiem zaczął od nich odchodzić. Nikt nie śledził go także wzrokiem, nikt nie sądził, że mógł, w biały dzień, tak perfidnie kogoś okraść. To właśnie była jego zasłona dymna, bowiem ludzie nie sądzili, że znajdzie się ktoś na tyle odważny aby robić coś tak trywialnego w dzień. Taehyung był po prostu zdesperowany. To jednak nie zmieniało faktu,że on także był ślepy na otoczenie. Nie zauważył Hoesoka, który przyczaił się w tłumie.
。。。
-Wiedziałem. - Hoseok wpatrywał się w śpiącego chłopaka. Jego klatka piersiowa unosiła się powoli a twarz, dzisiejszej nocy nie była zmarszczona w zdenerwowaniu. Brązowe włosy tworzyły aureolę na szarej poduszce. -Muszę ci pomóc, no nie? Po to tu jestem?-zadawał pytania w ciemność jednak sam znał już odpowiedź.Wspomnienia, które uderzyły w niego podczas śledzenia chłopaka sprawiły, że omal nie skoczył z mostu do wody. Zrezygnował tylko dlatego, że najprawdopodobniej rozmyłby się i części jego ciała wylądowałyby po innych stronach globu. Musiał mu pomóc za wszelką cenę, tak aby Taehyung nie skończył jak on.
。。。
Taehyung czuł, że coś jest nie tak. Jung patrzył się na niego dziwnie, milcząc przy tym tajemniczo a on wciąż nie wiedział o co chodzi. Zastanawiał się co takiego mogło się wydarzyć ale nic nie przychodziło mu do głowy. Przecież Hoseok nie mógł widzieć jak pracował. Bo nie mógł, prawda?
Po tym jak zachwycił i udobruchał swoje rodzeństwo wspólną zabawą,jego matka postanowiła wyjść na spacer z maluchami. Te próbowały zaciągnąć ze sobą starszego brata ale brązowowłosy odmówił, tłumacząc się bólem głowy. Siedział więc teraz naprzeciwko drugiego chłopaka i zastanawiał się jak wyciągnąć z niego prawdę.
-Gadaj o co chodzi. Cały czas masz minę jak srający kot, aż mi rzygać się chce.-walną prosto z mostu, samemu krzywiąc się na ostatnie słowa.
-Więc twierdzisz, że nie wiesz o co chodzi?- Hoseok pochylił się do przodu i oparł brodę o splecione dłonie.
-Daruj sobie. Widzę, że co coś jest nie tak.- wściekł się.
-Jeśli dalej nie wiesz, to zastanów się co wczoraj robiłeś.
-Byłem w pracy.-wzruszył ramionami, udając głupiego.
-To w takim razie kto okradł tamte plotkujące dziewczyny? A tamta starszą panią na bazarze? I tego biznesmena na przejściu? O ile pamiętam, to portfele nie mają nóg.
-Chyba sobie żartujesz, nic takiego nie zrobiłem!
-Bujać to my, nie nas. Widziałem to na własne oczy, kłamco. Od początku mówiłem ci, że coś z tobą jest nie tak i szydło wyszło z worka.-wzruszył ramionami, prostując się.
-Śledziłeś mnie?!- wzburzył się. -Przecież kazałem zostać ci w domu!
-To nie istotne,ważne jest to, że właśnie przyznałeś się do winy.
-Co cię to obchodzi, moją sprawą jest to co robię i jakie decyzję podejmuje.
-Ale ja właśnie jestem tu po to aby zmienić twoje życie.
-Nie pieprz głupot.- Taehyung wstał z rozmachem.
-Nie wiem kogo ty pieprzysz, i czy bierzesz za to pieniądze czy nie. Możesz posłuchać tego co mam ci do powiedzenia? To zajmie tylko chwilę.
-Nie ma opcji. Wynoś się stąd.- warknął idąc do swojego pokoju.
-Czy ty...--
-Powiedziałem,wynoś się stąd!
-Z A M K N I J S I Ę.- Hoseok krzyknął, powodując tym samym ostry pisk i roztrzaskanie żarówek. Brunet zasłonił uszy nie mogąc znieść tego dźwięku.
-A teraz posłuchasz co mam ci do powiedzenia.- Taehyung jeszcze nigdy nie widział tak wkurzonego chłopaka. -Dobrze wiem, że okradasz ludzi, nie mam tylko pojęcia dlaczego. Czuję, że jestem tu po to aby ci pomóc. To co mnie do ciebie przyciągnęło to właśnie to. Mam ci pomóc.
-Głupoty gadasz.-mruknął.
-Czemu? Skąd to możesz wiedzieć? Oni wszyscy też tak twierdzili, więc chociaż ty nie bądź taki sam.
-Taki sam jak kto?
-Nie ważne.... po prostu... co masz do stracenia?
-Nic ale to nie zmienia faktu, że chcę wiedzieć kto.
-Informacja za informację. Powiesz dlaczego robisz to co robisz a ja odpowiem na nurtujące cię pytanie.
-Cóż to za wielka tajemnica. Rozejrzyj się, jesteśmy biedni.
-Dlatego też musisz kraść? Wystarczy, że ty naprawdę znajdziesz pracę albo twoja mama.
-Ona nie może pracować.
-Dlaczego? Twoje rodzeństwo nie jest aż takie małe, nie strach zostawić je same w domu.
-Mama szukała pracy jako sprzedawczyni...--
-I to wszystko?Ppff jeśli naprawdę zależy jej na rodzinie, to czy nie powinna szukać ofert nawet jako sprzątaczka? Czy nie na tym to polega?
-Nie wiem..
-Rozumiem, że jako najstarszy chcesz ją odciążyć samemu pracując ale, cholera jasna, ty sam nie jesteś pełnoletni a ona jako wasza opiekunka prawna powinna pracować. Oczywiście, zdarzają się przypadki gdzie nie może pracować, bo choruje ale twoja rodzicielka jest całkowicie zdrowa a nie pracuje, bo co? Stwierdziła, że jeśli nie ma ofert pracy dla sprzedawczyń to nie szuka gdzie indziej. To wszystko co dzieje się wokół nas... to bierze się nawet od małych czynników. Nawet ludzie na drugim krańcu świata mają wpływ na twoje życie.
-Niemożliwe.-pokręcił głową na nowo siadając.
-Tak to właśnie wygląda. Pozwolisz mi sobie pomóc? Może wtedy zniknę.....
-A kto... kto cię nie słuchał?
-Ludzie, którzy żyli wokół mnie. Rodzina, nauczyciele, uczniowie szkoły.
-Przez nich jesteś duchem?
-Nie wiem.-wzruszył ramionami. -Chciałbym jednak wiedzieć, ale jeżeli nie zgodzisz się na moja pomoc...
-Niech ci będzie. Nie jestem złym charakterem, jeśli to ma pozwolić ci znów stać się człowiekiem, to działaj.
-Dziękuję. -Hoseok rozpromienił się, już rozkładał ramiona aby go przytulić, ale udało mu się potrzymać przed uściskiem pamiętając co mówił ostatnio brunet.
-Niechaj więc tak będzie. Tylko nie zawracaj mi teraz głowy, bo muszę wymienić żarówki, które rozwaliłeś.
-Nie chciałem.-speszył się.
-Spoko. Na żarówki mnie jeszcze stać. - zaśmiał się. -Idziesz ze mną?
。。。
-Więc... co zamierzasz robić?- Taehyung patrzył jak Luna, SeokJun i Seiko bawią się na placu zabaw. Mała piaskownica była teraz ich pustynią, a oni sami udawali odkrywców szukających skarbu. Co jakiś czas zniekształcone zdanie ich trójki docierało do niego, ale on sam wciągnięty w rozmowę z Hoesokiem jedynie ich obserwował.
-Cóż... myślę,że po prostu wyperswaduje ci pomysł okradania ludzi i dam ci kopa w dupę, abyś znalazł pracę.- wzruszył ramionami. Siedział na oparciu ławki ale Kim odnosił wrażenie, że dobrą odpowiedzią było by, że jego tyłek zlał się z drewnianym oparciem.
-Ambitnie jak widzę.
-Nie jesteś takim trudnym przypadkiem, jeśli mam być szczery.
-Bawisz się w doktora Hous'a? Kiepsko ci to wychodzi.- pociągnął ostatni łyk soku z plastikowej butelki.
-Pff.. odezwał się... I tak już osiągnąłem mały sukces.
-Mhhy?
-Siedzisz tu teraz ze mną a nie łazisz po mieście, udając, że jesteś w pracy.
-Zamknij się.
-To postęp.
Między nimi zapanowała cisza. Dochodziła osiemnasta, ruch na ulicach malał a słońce wciąż znajdowało się wysoko na nieboskłonie. Ciepły wiaterek bujał zielonkawą trawą na boki a dzieci z parku ubywało.Matki wołały swoje pociechy, obiecując, że jutro także tu przyjdą i odchodziły trzymając za ręce małe potworki.
-Nie chciałbyś wrócić do szkoły?
-Mówisz serio?-zdziwił się brunet.
-Tak.
-Ja.. chyba bym chciał. Nie wiem.- odwrócił twarz w drugą stronę, patrząc teraz na znak drogowy. -To raczej nie możliwe...
-Ale czysto retorycznie – chciałbyś, no nie?
-Myślę, że tak.
-Okej, w takim razie mam już plan!- rozpromienił się Jung. -Jednak z racji tego, że nie mogę w taki stanie trzymać przedmiotów, jak wrócimy stworzysz listę.
-Jaką znów listę?
-Punktowaną.-sarknął. -Punkty od jeden do iluś tam, z rzeczami, które robić będziemy po kolei.
-Echh, mogłem na nic się nie zgadzać.- westchnął. -Wstawaj, moja mama będzie się martwić, że młodych nie ma jeszcze w domu.- podniósł się z ławki i rozprostował kości. Wywalił butelkę do śmietnika i ruszył w stronę kupki piasku w czterech plastikowych murkach.
-Na dziś już koniec tej zabawy!- krzyknął do nich. -Jak dobrze pójdzie, jutro też tu przyjdziemy.
-Już? Dlaczego?!-Seiko i SeokJun posłusznie wyszli z piaskownicy ale byli zawiedzeni.
-Robi się późno.I to nie moja wina, mama tak ustaliła.- uniósł ręce w obronny mgeście. -Jak dziś grzecznie pójdziecie spać to może jutro mama pozwoli wam bawić się dłużej.
Poszli przodem obrażeni na cały świat, z kolei Luna zrównała swój krok z Taehyungiem.
-Dlaczego ty rozmawiasz sam ze sobą?
-Wydaje ci się.
-Nie udawaj greka.-warknęła, chwytając go za rękaw bluzy. -Dobrze wiem, że ostatnio gadasz do ścian. Do końca już zwariowałeś?
-Nie interesuj się, Lu.
-Nie mów tak do mnie!
-Jak będziesz wkładała ten swój nochal w moje życie, to i owszem, będę cię tak nazywał.- Luna warknęła coś pod nosem i pobiegła do reszty rodzeństwa.
-Taa, nad tym też będzie trzeba popracować...
。。。
-Powinieneś szczerze porozmawiać z mamą. Ona musi zrozumieć, że ty też masz własne życie, które ona ci w tym momencie niszczy.
-Nie pierdol, tylko dyktuj tą swoją listę.- brunet ziewnął potężnie. Siedział na ziemi, plecami opierając się o ścianę, na kolanach miał blok rysunkowy a w dłoni czerwony mazak. Na samej górze, wielkimi literami, bo Hoseok wykłócał się jak dziecko i krzyczał niczym kobieta przy porodzie, widniał napis: RZECZY, KTÓRE MUSZĘ ZMIENIĆ W SWOIM ŻYCIU, i Taehyung poważnie zaczął się zastanawiać co z nim jest nie tak.
-Zmienić fryzurę.
-Co proszę?!
-Wybacz ale w blondzie będziesz wyglądać lepiej. Pisz dalej. Punkt drugi –przestać kraść.
-Hmm...- Kim pisał drukowanymi literami to, co dyktował mu czarnowłosy.
-Trzy –porozmawiać z mamą, na poważnie, o tym, że chcesz wrócić do szkoły. Następnie, uświadomić matkę, że powinna znaleźć pracę. No i ostatnie, przestać być takim chamskim.
-Chyba śnisz.-zakpił.
-Codziennie i o tobie.- uśmiechnął się rozbrajająco, patrząc jak oczy Taehyunga roziskrzyły się i parsknął cichym śmiechem.
-Nie chcę wiedzieć, zboczeńcu. Ty wcale nie jesteś takim niewiniątkiem.
-Chciałbym.
-Dziwny jesteś. Ustalmy, że jak już mi tam pomożesz to zajmiemy się tobą i twoim życiem, okej?
-Sądzę, że to rozsądne ale moje życie jest raczej nudne.
-To ja już ustalę, czy faktycznie tak jest. A teraz podnoś swoje zgrabne cztery litery i idź do salonu. Nie zamierzam po raz kolejny spać z ciągle włączoną kulą dyskotekową.
-Jestem chodzącą lampką. Mógłbyś poczytać jakąś książkę... ty w ogóle czytasz?- zapytał przeciągając się.
-Oczywiście, że tak. Średnio jednak za tym przepadam.
-Uznajmy, że tak jest naprawdę. Wyśpij się, bo jutro idziemy farbować twoje włosy.- nucił wychodząc z pokoju. Kim rzucił w niego poduszką ale ta uderzyła tylko w ścianę, przez którą przed chwilą przeszedł Hoseok.
。。。
-To miał być blond a nie platyna!- wydzierał się brunet, machając opakowaniem przed twarzą Junga. Zupełnie nie zwracał uwagi na to, że wygląda jak idiota.
-Przecież jeszcze jej nie kupiłeś.- wywrócił oczami, idąc z powrotem w stronę regałów. -Teraz ty wybierasz.
-Na tobie nie można polegać. Jakbym kazał kupić ci jajka, to ty przyniósłbyś pory.-mruczał pod nosem. -Ile wynosi twoje IQ?
-Skąd mam wiedzieć. Czy ja ci wyglądam na chodzącą informację obywatelską?Nic nie mów.- warknął widząc, jak Kim otwiera usta z chytrym uśmieszkiem. -Po prostu już nic nie mów, bo załamię się całkowicie.
-Pff.. odezwał się.
-Ja przynajmniej nie wkręcałem żarówki w drugą stronę i dziwiłem się dlaczego to nie działa.
-Wielkie mi halo! A teraz patrz i ucz się. To jest blond.- wskazał na nowe pudełko, które trzymał w dłoni.
-Kiedy już przestanie się pan drzeć w przestrzeń, zapraszam do kasy.-podeszła do niego blondynka w firmowej bluzce i z lekkim uśmiechem poszła.
-O cholera.-Taehyung stanął dęba, dopiero teraz orientując się, że nie znajduje się w sklepie sam. -Wyglądam jak idiotę. - stęknął załamany, ruszając za kobietą.
-Nie zaprzeczę.-powiedzieli w tym samym momencie zarówno Hoseok jak i blondynka.
-Zamknij się.-warknął do chłopaka.
-Słucham?!
-Do nie do pani! -zawstydził się.
-Nom, okej.-usiadła na krzesełku i przyjęła od brunet opakowanie z farbą. Przejechała nim po czytniku i zapakowała do foliowej torebki. -Dwadzieścia złotych się należy.
-Proszę.- wręczył jej zwinięty banknot, uśmiechając się krzywo. Hoseok obok niego śmiał się pod nosem trzęsąc się.
Wychodząc ze sklepu czuł na sobie ciekawskie spojrzenia. Zły na cały świat szedł u boku Jung'a, wracając do domu.
-Nie gadaj do mnie więcej w miejscach publicznych.
-To ty mnie zaczepiasz.- wzruszył ramionami czarnowłosy. -Teraz też to robisz.
Brunet zachmurzył się. Siatka w jego dłoni bujała się na boki a on sam szedł szybciej niż zazwyczaj.
。。。
-Czekaj,czekaj... No stój!- wrzasnął Taehyung widząc jak ciemnowłosy rozgadał się. -Boże. Ty jesteś cholerną gadułą!
-Raczej nie.
-Raczej tak! Od..-tu spojrzał się na zegarek. - Od dziesięciu minut pierdolisz o wyższości farby do włosów nad piankami barwiącymi. Nawet dziewczyny w moim liceum nie były w stanie wymienić tych wszystkich plusów. Poważnie, jesteś zupełnie inny niż na początku.
-Może to dlatego, że jednak mnie słuchasz. Pamiętasz co ci mówiłem o sobie? Nie miałem przyjaciół.
-Teraz robi się depresyjnie. Jak.. ktoś taki jak ty nie miał nawet żadnych kolegów? Od kiedy tu jesteś rzucasz ciętymi ripostami i tekstami niczym z rozpraw filozoficznych. Po twoim humorze wnioskuję, że nie jesteś wstydliwą dziewicą, a całkiem niezłą partią.
-Gdybym mógł pić wyplułbym na ciebie wodę. Nikt, przez całe moje życie nie nazwał mnie niezłą partią.
-Wiesz, że właśnie przyznałeś się do tego, że pamiętasz swoje życie?-spytał szczerząc się. -Luźno. Już zrozumiałem, że po prostu nie chcesz o tym mówić.
-Jesteś... jesteś niewiarygodny. Oszukiwałem cie przez cały ten czas a ty...
-Przyzwyczaiłem się do tego. Życie nigdy mnie nie oszczędzało ale zdaje sobie sprawę, że ty też nie miałeś łatwo. Po prostu wiem, że od początku chcesz dla mnie dobrze. Jesteś tu już od niemal miesiąca i cały czas starasz się mi jedynie pomóc. Sądzę, że.. oczywiście jeśli będziesz chciał..- potarł niezręcznie kark. -To ja, no wiesz, jak już mi pomożesz to i ja mogę pomóc tobie.
-Proszę cię, nie rzucaj słów na wiatr. Moje życie to bagno, z którego już nie da się wyjść.
-Więc cię wyciągnę.
-Najpierw to może zajmijmy się tobą i twoimi sterczącymi kudłami.- pokręcił głową.
-Sam masz sterczące kudły. Po za tym nie ufam temu.- dotknął opakowanie palcem.
-A ufasz mi? Nie odpowiadaj, to pytanie czysto retoryczne.- sarknął, widząc jego minę. -W środku jest instrukcja. Zresztą znam się na tym, bo sam farbowałem włosy.
-Nie wyglądasz jakbyś miał odrosty.
-Czarny to mój naturalny kolor. Farbowałem się na brąz ale później przestałem. Odkręć tą tubkę i całą zawartość wylej do tej miseczki. O właśnie tak.- pochwalił go. - I rozmieszaj to tym pędzlem. Teraz nakładać warstwami.
-Partiami?
-Jeden pies.Odgarnij włosy na jedną stronę, teraz jest dobrze – i nałóż farbę.
-Dobra to wydaje się proste.
-Teraz tą wąską końcówką pędzla przełóż cienką warstwę włosów na te co dopiero je pomalowałeś. Teraz pomaluj i te. I tak w kółko.
-Z tyłu pisało, że to mi zniszczy włosy.- zmarszczył nos czując ostry zapach.
-Spokojnie, nie wypadną jeśli o to ci chodzi. Faktycznie rozjaśnianie dosyć niszczy włosy ale uwierz mi – w blondzie będziesz wyglądał jak chodzący seks.
-O ile pamiętam miałeś zajmować się moim życiem a nie kolorem moich włosów.
-Jak już mówiłem, wiele małych czynników składa się na nasze życie.
-Tak, tak. Pamiętam. Jak tu kichnę to gdzieś na świecie jakiś przeciętny Smith oberwie piorunem. I teraz co?
-Od początku tylko włosy zgarniasz na drugą stronę. A jutro będziesz rozmawiał z mamą.
-Ale..
-Będziesz z nią rozmawiał.- powiedział dobitnie patrząc jak brwi Taehyunga marszczą się w złości. - Ja zbyt długo zwlekałem aby rozmawiać ze swoją matką, a potem... ona mi już po prostu nie wierzyła, nie ufała.- spuścił głowę. -Może to jest właśnie to. Mam szansę uratować cię przed tym co stało się ze mną.
-Po prostu nie sądzę, że dam radę. Wiesz, moja mama bardzo tęskni za ojcem a ja nie powinienem być egoistą.
-Czasami trzeba nim być. Po za tym ty masz prawo do uczenia się, masz prawo do własnego życia. To, że ona przeżyła ciężkie chwile nie oznacza, że ma podcinać ci skrzydła za każdym razem. Jeśli kochasz pozwól odejść, no nie?
-Mogę nazywać cię Sokrates?- odpuścił sobie drążenie tematu.
-Czuję, że jeśli teraz ci nie pomogę to ktoś jeszcze na tym ucierpi.
-To znaczy?
-Nie wiem.-wzruszył ramionami. -Gdzieś tam czeka na ciebie miłość, która także potrzebuje pomocy.
。。。
-No dalej, nie bądź tchórzem.- przekonywał go Hoseok. -Chociaż spróbuj. Raczej nie chcesz skończyć tak jak ja, prawda?
-Jeśli chodzi ci o to, że i ja stałbym się chodzącą kulą dyskotekową, to nie. Wielkie dzięki ale nie.
-No nareszcie gadasz z sensem.
-Znowu gadasz do siebie?
-Co?! Luna?-Taehyung nie spodziewał się zobaczyć akurat jej.
-Nie, święty mikołaj.- zirytowała się.
-To po co podsłuchujesz?
-Żeby głupi miał zagadkę.
-Co w ciebie wstąpiło.
-Duch babci.-wzruszyła ramionami zbliżając się do niego. -Pomalowałeś włosy?- spytała przypatrując się bratu.
-Pofarbowałem, to jest poprawne słowo. Po za tym stawiałbym raczej na ducha dziadka. Babcia zawsze była dla mnie miła.
-No idź.-ciemnowłosy odezwał się ponownie patrząc na dziewczynkę. -Będę tu cały czas a jak coś pomogę ci.- Taehyung pokiwał jedynie głową wchodząc do pokoju.
-Mój brat już dawno nie miał przyjaciela. Tak, mówię do ciebie.- sprostowała widząc zdziwiony wzrok Hoesoka. -Widzę ciebie.
-Jak?
-Dzięki, że starasz się mu pomoc. Jesteś fajny.
-Czekaj, czekaj. Odpowiedz mi na pytanie!- krzyknął za nią nie przejmując się tym co to oznaczało.
-Jesteś chodzącą choinką. Jak można by było cię nie zauważyć?
Hoseok nie miał czasu aby dłużej zastanawiać się nad zaistniałą sytuacją. Jego rozmyślania przerwał krzyk matki Kim'a.
-Myślisz, że nie próbowałam?! A właśnie, że próbowałam.
-Mamo...
-Wiem, wiem.Jestem żałosna, kochanie, ale zrozum ja naprawdę się starałam.Nie wiem, może masz racje. - załamała ręce siadając na krześle.-Nigdy nie chciałam aby to tak się skończyło. Naprawdę nie chciałam abyś rzucał szkoły ale.. ale ja się chyba po prostu nie nadaje.
-Mamo co ty mówisz?
-Depresja?-podsunął Hoseok.
-Próbowałam,naprawdę próbowałam ale za każdym razem łapało mnie zniechęcenie, znużenie. Dochodziłam do wniosku, że nie dam rady,że może poszukam czegoś innego. Ale tak było za każdym razem aż w końcu ty poszedłeś do pracy. Zamiast ci pomagać rzucałam w ciebie cytrynami..
-Mamo, czemu nie powiedziałaś wcześniej?- bliski łez Taehyung ukucnął przy jej nogach. Złapał ją za rękę i pocałował w policzek.
-Nie chciałam cię martwić jeszcze bardziej. Najpierw odszedł twój ojciec, bałam się, że przez to mogę stracić też ciebie. Przepraszam.- spuściła głowę.
-Pozwolisz sobie pomóc?
-Tak... tak. Dalej nie mogę tak żyć.- wyszeptała. -Tak bardzo przepraszam.- padła na kolana obok Taehyunga i ponownie zaniosła się płaczem.
Cień uśmiechu przebiegł po twarzy Hoesoka a dziwne uczucie ścisnęło go w dołku. Patrzył jak blondyn płacze z ulgi w mocnym uścisku rodzicielki a jego rodzeństwo nieśmiało zagląda do pokoju. Wychwycił uśmiech i nieme dziękuje z ust Luny, a potem już tylko rozpłynął się w powietrzu.
Złodziej z Seoulu już nigdy nie będzie kraść.