°°°°
Jimin stał przed drzwiami z ciemnego drewna. Widniał na nim grawerowany numer 67 i Park nie mógł się zdecydować czy ma zapukać, czy zadzwonić dzwonkiem. Czas mijał nie ubłaganie i sterczenie na klatce jak ostatni idiota nie wpływało dobrze na jego reputację. Paru mieszkańców bloku wychodząc z domów obrzucili go już podejrzliwymi spojrzeniami. Idiota, idiota, idiota.
-Długo będzie pan tu jeszcze stał? Chciałabym zamieść.
Jimin krzyknął słysząc za sobą nowy głos. Przełknął nerwowo ślinę zdając sobie sprawę, że to sprzątaczka
-Przepraszam.- zrobił krok w bok.
-No ale może pan wejść do domu.
-To nie jest mój dom.
-No to zapukaj.
Zamiast tego przyłożył palce do dzwonka i nacisnął. Drzwi otworzył Min poprawiając koszulę.
-Myślałem, że już nie wejdziesz. Dzień dobry pani Yang.- ukłonił się w pas. -Wchodzisz?
-Tak.. tak. Do widzenia.- on także ukłonił się sprzątaczce.
-Aż tak trudno było się zdecydować? Dobrze, że już dotarłeś. Soomin przysypia na stojąco w łazience. Jest już ubrana i spakowana, musisz tylko zrobić jej coś do jedzenia. Masz prawo jazdy?
-Tak.
-To trzymaj.- wyszarpnął z kieszeni kluczyki i podał je młodszemu. Jego palce na dłużej zatrzymały się na dłoni Jimina. -Przed blokiem stoi drugi samochód. Soomin pokaże ci drogę. Resztę instrukcji znajdziesz na żółtych karteczkach przylepionych do lodówki.
-Rozumiem. Mam się też zabawić w służącego?- bardziej stwierdził niż zapytał. -Nie zgadzam się na żadne uniformy.
-Bez przesady, taki szalony jeszcze nie jestem. Chociaż... Nieźle wyglądałbyś w stroju pokojówki.- otaksował go wzrokiem z miną znawcy. W tym czasie młodszy zaczerwienił się. -Soomin, tata wychodzi!
Brunet nie wiedząc co ma zrobić otworzył usta ale po chwili zamknął je i prychnął widząc jak jego nowy pracodawca szczerzy się w triumfie.
-Paaaaa- z głębi mieszkania wyszła dziewczynka i przytuliła się do Mina. Na końcu pomachała mu.
-Cześć.- przywitał się speszony Jimin.
-Dzień dobry, oppa. Zrobisz mi kanapki?
-Jasne, jasne. Jakieś konkretne życzenia?- zdjął plecak z ramienia i ruszył do kuchni. -Ile mamy czasu?
-Pół godziny i poproszę z serem.
-A drugie śniadanie do szkoły masz?
-Tata zawsze daje mi pieniądze. Mówiłam, że Appa nie umie gotować.
-Nie jest ci z tego powodu przykro? Teraz dzieciaki sobie z tego powodu chyba dokuczają, no nie?
-Niee.- pokiwała głową przeżuwając jedną z kanapek. -Appa zawsze się dla mnie stara. Raz prawie spalił kuchnię, więc poprosiłam go żeby się nie martwił. Jin Oppa czasami mi je robi ale ja ich nie lubię.
-Powinnaś być wdzięczna, że Oppa ci je robi. Są specjalnie dla ciebie.- postanowił ją pouczyć składając jeszcze drugą kanapkę.
-Nie chcę ich. Oppa robi je w różowych pudełkach i całość jest bardzo dziewczęca.
-No ale to chyba nie jest nic złego...
-Nie zrozumiesz Oppa.
-Hyung. Nie lubię gdy ktoś tak mnie nazywa.
-Czyli mamy ze sobą coś wspólnego... Hyung! Dzisiaj też się ze mną pobawisz?
-Jak będzie czas, to czemu nie.- wzruszył ramionami z bliska przyglądając się żółtym karteczką. Oblepiały prawie całe drzwi lodówki. -Twój tata chyba je lubi.
-Ummm.- przełknęła. -Appa ma ich pełno. Pisze tam różne ważne rzeczy. Wiesz.. mój tata projektuje ubrania, w jego pokoju tych kartek jest tysiące.- zrobiła w powietrzu bliżej nie określony ruch ręką i zaśmiała się.
-Projektuje ubrania?- spytał sam siebie marszcząc brwi. -Pierwsze słyszę.
-Bo nazywa się SUGA. Ja to wymyśliłam, tata mi pozwolił.- wypięła dumnie pierś.
-O.. oh! Już wiem. Mam chyba nawet parę rzeczy od was. Naprawdę robi to twój tata?
-Tak. Ale ja często mu pomagam, koloruje. Jak wrócę ze szkoły to ci pokaże.
-Mhfp już nie mogę się doczekać.
°°°°
-Jeśli do czwartku na moim biurku nie znajdą się te podpisane dokumenty po prostu cię zwolnie. Katrine dopilnujesz, go? Świetnie. I do tego czasu nie wchodźcie mi w drogę, bo nie ręczę za siebie.
Yoongi przemkną jak burza przez korytarz omal nie wpadając na swoich pracowników. Ciskał piorunami z oczu jak wściekły Zeus na Here. Wyminął windę i wbiegł po schodach na następne piętro, które całe zarezerwowane było dla jego krawcowej.
-I jak ci idzie, skończyłaś już?
-Tak. Projekty są na manekinach za tym parawanem.- wymamrotała kobieta trzymając wargami szpilki. -Teraz zajmuję się korektą ostatniego.
-Przynajmniej ty masz wszystko na czas.
-Mhh. Nie siadaj tam! To suknia ślubna dla mojej siostry!
-Więc marnujesz tkaniny należące do mojej firmy?
-Tak. Och, nie ruszaj się!- kobieta uderzyła modelkę w gołe udo. -Ruszasz się jak glizda w świeżym nawozie, na następny raz poproszę o kogoś innego. Złaź mi stąd.
-Ale..
-Robimy przerwę, no złaź.- popędziła ją ruchem głowy. - Masz pięć minut i zrób coś ze sobą.
Dziewczyna posłusznie zeszła ze stołka i ze spuszczoną głową minęła Mina.
-Są co raz gorsze.- pokręcił głową spoglądając za stażystką.
-Żebyś wiedział. Przysyłają mi takie coś - chude jak szkapa, trzęsące się jak osika, z wielkim wytrzeszczem i brakiem piersi. I weź tu twórz!
-Czyli nic nowego.- poklepał jej ramię. -Powinnaś wziąć męża i wyjechać gdzieś na urlop.
-Czy ty chcesz mnie zwolnić?- uniosła podejrzliwie brwi.
-Oczywiście, że nie. Jesteś tutaj drugą najlepszą pracownicą. Premii teraz nie mogę rozdać ale parę dni wolnego da się załatwić.
-Dobrze się czujesz?- przyłożyła dłoń do jego czoła. -Nie długo jest pokaz a ty chcesz wysłać mnie na wakacje?
-Wiem, wiem ale ty jak zawsze wyrobiłaś się wcześniej. Uznaj to za prezent i nie rób już takiej miny.
-Dzięki ale nie wyjadę. Na pokazie musi być cała ekipa. A co jeśli coś pójdzie nie tak?
-Nie kracz!
-Po za tym zawsze byłam z tobą na pokazach. To nasza tradycja.
-Ty i Jirin, racja.- pokiwał głową ze zrozumieniem. -Byłyście ze mną za każdym razem. Doceniam to, naprawdę.
-Jesteśmy z tobą. O i podeślij mi w tygodniu Soomin mam dla niej sukienkę do przymiarki.
-Mhh.. przyjdzie z nią nowa niania.
-No właśnie, Ji mówiła mi coś o tym. Podobno to jakiś chłopaczek.
-Nie napalaj się, masz męża.
-Przystojny chociaż?
-Całkiem, całkiem.- odpowiedział zdawkowo.
-A tak na serio?
-Dobra, dobra przystojny w cholerę. Dopiero wczoraj jak już wróciłem z pracy miałem czas żeby mu się przyjrzeć.- przyznał nieco speszony uciekając spojrzeniem w bok. -Tylko nie mów tego Jirin bo od razu cała firma się dowie.
-Przysięgam. Dobra czas wracać do pracy.- zaklaskała radośnie. -Młoda, wracaj tu!
-Powodzenia.
-Tobie bardziej się przyda. Chociaż wiesz... po pokazie to ja gdzieś chętnie wyjadę.
°°°°
-Jestem skończony.
-Mhh? Coś się stało?- Hoseok oderwał się od przeglądania gazety.
-Yoongi mnie zabije. Zgubiłem oryginał umowy.- załamał ręce.
-Teraz ci się o tym przypomniało?- luknął na zegarek. -Jest za piętnaście ósma.
-Wczoraj byłem pewny, że ją mam. Cholera!
-Echh gdybyś ty w ciągu dnia choć raz czegoś nie zapomniał albo nie rozwalił, to był to by dzień stracony.- westchnął czarnowłosy. -Wstawaj, pomogę ci szukać.
-Za chiny ludowe nie zdążymy.- Namjoon pokręcił głową zrezygnowany. -To szukanie igły w stogu siana.
-To się pośpiesz, no dalej.- złapał go za dłonie i pociągnął w swoją stronę. -Na końcu dostaniesz nagrodę.- zachęcał.
-Taak? Niech więc będzie.
-Daj ten swój neseser. Jestem pewny, że masz to gdzieś na wierzchu. No, i proszę. Na samym wierzchu.- Hoseok podał mu wygniecioną, ale wciąż w jednym kawałku, kartkę.
-Jesteś aniołem.- westchnął Namjoon cmokając go w usta.-Muszę iść na jakiś kurs nie gubienia rzeczy. Myślisz, że coś takiego istnieje?
-Nawet jeśli nie, to założą to dla ciebie. Zarobią na tobie krocie.
-Dzięki.- zaśmiał się lekko składając starannie kartkę i chowając ją do teczki.-Mój ty aniele wyproś u Boga spokojny dzień dla mnie.
-A co za to dostanę?
-Dostaniesz prezent, ale najpierw odbiorę swoją nagrodę.
-Nagroda jest nie ważna, znalazłem to zaledwie po sekundzie.
-Cóż.. Wezmę ją czy ta będzie chciała czy nie.- mrugnął do niego okiem i z sexownym uśmieszkiem na ustach ruszył w stronę drzwi wyjściowych. -Do zobaczenia póź...
Nastąpił huk a potem cisza i niepewny głos Kima. -To nie ja.
-A idź rzesz.- przeklną go Jung a Kim uciekł schodami w dół. Został sam na sam z drzwiami leżącymi przed wycieraczką. Sąsiadka z naprzeciwka patrzyła się na niego wielkimi oczyma z wściekle szczekającym ratlerkiem pod pachą.
-Chłopak ma krzepę.- uśmiechnął się przepraszająco i zabrał do naprawy drzwi.
Życie z Namjoonem nie było nudne.
°°°°
Jimin siedział za kierownicą bmv niepewnie operując sprzętem. Oczywiście cudnie było siedzieć za kierownicą tak wspaniałego i drogiegu samochodu ale, zawsze jakieś cholerne ale - samochód nie był jego. Należał do niejakiego Min YoonGi, projektanta mody, jego pracodawcy i zadziwiająco sexownego mężczyzny. Jimin zastanawiał się jakim cudem wylądował w tym miejscu. Godziny szczytu w Seulu, które w zasadzie trwały non-stop, ułatwiały mu rozmyślania nad swoimi dotychczasowymi dokonaniami. Bo w życiu każdego dwudziestoparolatka przychodzi czas na zastanowienie się nad sensem życia. Brunet nie miał się nad czym zastanawiać, plan był prosty - być sobą i żyć pełnią życia. Idiotyzm, ale zdawał egzamin.
Siedem żółtych, samoprzylepnych karteczkę leżało na fotelu pasażera z listą zakupów. Początkowo miał być tylko nianią a wylądował w zakorkowanym centrum Seulu w drodze do supermarketu. Los sobie z niego kpił.
Gdy wreszcie znalazł się w środku sklepu pchając wózek z nosem w karteczkach, poczuł się znów jak nastolatek, którego matka wysłała po zakupy. Uśmiechnął się pod nosem na takie wspomnienie.
O tej porze w sklepie znajdowały się głównie kobiety z dziećmi, które korzystały z uroków urlopu macierzyńskiego. Jimin skrzywił się widząc jak mały bobas niechybnie zaczyna chlipać. Skręcił ostro w następną alejkę za nim syrena alarmowa rozbrzmiała na całego. Małe dzieci są jak domino - jeśli jedno ryczy, reszta za nim. Czysty Armagedon.
°°°°
Blat zawalony był siatkami a Jimin padł na krzesło ledwo żywy. Powoli zaczął wyciągać zakupione produkty i segregować je. Zegar wybił kolejną godzinę i Park przeraził się - czy zdąży zrobić obiad za nim Soomin wróci?!
Taehyung wyśmiałby go, co go obchodzi czy jakaś tam córka projektanta dostanie jedzenie ciepłe, tysiące dzieci nawet nie mają co jeść. Jimin coś sobie jednak postanowił - poderwie swojego nowego pracodawcę choć by świat miał się zawalić a zajmowanie się Soomin nie było na razie takie złe. Tylko pytanie czy Yoongi był gejem...
Nie zostało mu nic innego niż zabranie się do robienia spagethi.
°°°°
Soomin pochłaniała spagethi z prędkością światła. Parujący kubek z herbatą stał po jej lewej stronie.
-No i mówię ci hyung.. tylko ja znałam odpowiedź i dostałam piątkę! I Yonnji była zazdrosna. Pierwszy raz to ja dostałam dobrą ocenę z angielskiego a nie ona!
Dziewczynka ekscytowała się, brudząc przy tym twarz sosem. Makaron leżał dookoła miski. Dziewczynkę przywiózł jeden z jej wujków, jednak został na parkingu i tylko upewnił się, że Soomin weszła do bloku.
-To wspaniale!- Jimin pogratulował jej ścierając resztki z blatu. -Twój tata się ucieszy.
-Ale Appa wróci pewnie późno.- oklapła odkładając widelec do miski.
-Twój tata pracuje żebyś miała fajne życie. Musisz to przeboleć, po za tym masz teraz mnie.
-A będziesz hyung cały czas? Moje wszystkie nianie zawsze chciały tylko Appę a jak nie udawało im się tego dostać to odchodziły. Żadna tak naprawdę nie chciała się ze mną bawić.
-To chodź.- wyciągnął do niej rękę uśmiechając się. -Miałaś mi coś pokazać, no nie?
-Och, projekty moje i tatusia!- zerwała się z miejsca. -Chodźmy się pobawić.
-A lekcje?
-Zrobiłam w świetlicy.
°°°°
Yoongi westchnął po cichu zdejmując buty. Zrzucił płaszcz i leniwie ruszył w stronę kuchni. Przystanął na chwilę przy uchylonych drzwiach do pokoju córki. Park Jimin siedział na krześle obok łóżka Soomin i czytał jej książkę, naprawdę się w to wczuwając. Min oparł się o framugę drzwi i w ciszy obserwował ten obrazek. Gdy młodszy zobaczył go zamilkł na chwilę i wtedy obaj zdali sobie sprawę, że Soomin zdążyła już zasnąć.
-Hej.- mruknął na powitanie.
-Dobry... czy coś... Herbaty?
-Niee.- ziewnął. -Zaraz idę spać. Rozliczymy się pod koniec miesiąca, okej?
- Dobrze... W takim razie.. dobranoc.
-Mhhm, dobranoc.- zbliżył się do Jimina na niebezpiecznie bliską odległość i powolnymi ruchami, z mętnymi oczami jakby już spał, założył pasemko włosów za ucho chłopaka i złożył na jego czole mokry pocałunek. - Buona notte, bambino.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz