Tekst

sobota, 4 października 2014

Część Pierwsza: Miłość, którą można nienawidzić


Cup of Black Tea [ 1 ]



  Zakochać się jest łatwiej a trudniej odkochać. Mówi się, że granica między nienawiścią a miłością jest cienka. Z tym się zgodzę, sam nie mam pojęcia kiedy zdążyłem się zakochać bez pamięci w Tej jednej, jedynej osobie. Nie mam pojęcia kiedy zacząłem patrzeć na niego inaczej, od zawsze przecież uważałem go, po mimo wszytko, za kogoś pięknego więc kiedy To uczucie nabrało na sile? Kiedy przestałem patrzeć na niego jak na idiotę, kiedy jego brązowe oczy stały się niesamowicie czekoladowymi oczami pełnymi radości, kiedy jego kpiący uśmiech zmienił się dla mnie w przepiękny i promienny z nutą egoizmu , kiedy jego wkurzający blond włosy stały się niesamowitą fryzurą, w której wyglądał jak młody bóg seksu, kiedy przestał być dla mnie Tylko przyjacielem z zespołu....?

  Na te pytania, po mimo tylu minionych lat, nadal nie znam odpowiedzi ale patrząc wstecz, na to wszystko co razem przeżyliśmy, nie mam pojęcia czy chce je znać skoro znalazłem szczęście w czarnej herbacie.


~*~

  ~Zapamiętać, nigdy nie wstawaj o tak zabójczej porze tylko po to by zrobić sobie herbatę.~ Xiumin mentalnie dał sobie w twarz. Po co wstawał? Bo zachciało mu się tej cholernej herbaty, której i tak nie lubi! O tak! A teraz Xium siedział na podłodze w kuchni patrząc się na zbite szklanki i przeklinając swój wzrost i zwinność, której nie posiadał. Powinien panować nad tym a nie robić nie wiadomo co tylko dlatego, że tęsknił. Przecież to nic nie znaczyło. Westchnął próbując pozbierać się z kafelek ale nie wychodziło mu to. Spróbował kolejny raz, jednak teraz złapał się lewą ręką blatu chcąc się na czymś oprzeć. Jednak i ta próba zeszła na niczym i tylko syknął z bólu opadając na ziemie. Spojrzał się na prawą nogę skierował dłoń w jej stronę. Nawet w egipskich ciemnościach mógł zauważyć, że jego kostka jest spuchnięta. Czół powoli rozchodzący się ból. ~No i co teraz?~ myślał zrezygnowany. Po chwili z nudów zaczął bawić się kawałkami szkła. Chwytał je ostrożnie w palce, uważając na to aby się nie zranić. Nie chciał zepsuć tego co kiedyś obiecał sobie samemu. Musiał być ostrożny. Chciał westchnąć po raz kolejny ale zamiast tego wstrzymał tylko powietrze kiedy ktoś zapalił w kuchni światło. 

  Xiumin nie miał odwagi się odwrócić, zdawał sobie sprawę z tego jak to wszystko wygląda. Po za tym co by miał powiedzieć? Że tęskni i potrzebuje czarnej herbaty? Bezsens i totalna bzdura! Wiedział jednak, że milczenie nie ułatwia niczego jemu i jego przyszłemu rozmówcy. Otwierał już usta chcąc cokolwiek powiedzieć ale uprzedziła go osoba za nim.

-Co ty wyczyniasz?- na ten głos odwrócił się zdziwiony nie zwracając uwagi na to co dalej trzyma w ręku. Zapomniał nawet o spuchniętej kostce. -Cholera jasna! Xiumin, co to ma znaczyć?!- zszokowany chłopak podbiegł do drugiego wyrywając z jego ręki kawałek szkła i przytulając najmocniej jak umiał.

-L..Luh..an! Przestań bo mnie udusisz.- mruknął dalej zdziwiony tym, że śpioch stulecia jest na nogach o takiej porze i to w dresie od biegania. 

-Nie uduszę Cię.- odpowiedział, jednak i tak poluźnił uścisk. - Powiedz mi co ty robisz? Na mózg już Ci padło?- spytał zdenerwowany odsuwając go na wyciągnięcie ramion. 

-Nic sobie nie myślę. To po prostu mi spadło!- poskarżył się nadymając policzki przez co wyglądał jeszcze bardziej uroczo nisz zazwyczaj. 

-Słucham?- 

- No... no to spadło, poleciało na mnie! Nie moja wina, że jestem taki niski a te szafki są tak wysoko zawieszone! To wina Suho i Krisa oni to zrobili. Zrobili to specjalnie!- nakręcał się chłopak.

-Hej, mów normalnie. Powiedz mi co tak naprawdę się stało.-

-Ugrh... obudziłem się i chciało mi się pić. Nie chciałem Cię budzi, bo i po co, więc poszedłem do kuchni i chciałem sięgnąć po herbatę ale okazało się, że to nie ta szafka i tak jakoś się stało, że te szklanki po prostu zaczęły spadać. Nie mam pojęcia kto je tam tak poupychał. No a ja chciałem się chronić i tak jakoś wyszło, że spadłem z tego stolika i się przewróciłem. No i chyba coś mi się z kostką stało.-

-Idioto, mogłeś mnie obudzić. Przecież wiesz, że bym Ci pomógł.- blondyn pokiwał głową na znak rezygnacji i wyjął z jego ręki odłamek szkła, rzucił go za siebie i wyciągnął rękę do chłopaka.

-To trzeba posprzątać, bo ktoś się jeszcze pozabija.- stwierdził przyjmując pomoc i stając na jednej nodze. Wzrok Luhana przeniósł się z jego osoby na podłogę a następnie posadził niższego na krześle. Ostrożne zaczął zbierać odłamki szkła, uważając aby się nie zranić. Wystarczył jeden poszkodowany.

-Lu, daj spokoju. Nie sprzątaj tego co ja zniszczyłem.-

-Siedź tam gdzie siedzisz i nawet mi się nie waż wstawać. Zrozumiano? Posprzątam to sam a potem zabiorę Cię do szpitala.- jedyną odpowiedzią Xiumina na ten monolog było głośne westchnięcie i ponowne opadnięcie na krzesło. Drżącą ręką przeczesał włosy, skupiając swój wzrok na zegarku.

-Myślisz, że przyjmą nas od razu?-

-Jeśli pójdziemy na ostry dyżur, to może tak.- mówiąc to chłopak wyprostował się, wrzucając odłamki do śmietnika. Otrzepał kolana z tylko sobie widzialnego kurzu i także spojrzał się na zegarek. Nie ważne, że nie chodził. Każdy z nich widział taką godzinę jaką chciał.

-Jeśli przyniosę Ci buty, dasz radę ubrać je sam?- ciemne oczy Luhana spoczęły na Xiuminie, wwiercając się w jego własne spojrzenie, Rudowłosy chłopak odwrócił wzrok w duszy przeklinając się za słabość do tego koloru oczu. Po chwili oceniania swojej sytuacji pokiwał tylko głową a już po chwili leżały przed nim jego buty. - Załóż je a ja pójdę po dokumenty i kluczyki do samochodu.- kolejne przytaknięcie ze strony drugiego chłopaka.

Xiumin po prostu nie czuł się na siłach aby odpowiadać. Czasami Luhan był tak strasznie troskliwy i pomocny w jego stronę, że nie wiedział już co miał z tym zrobić. Zdawał sobie sprawę, że Luhan miał już wiele dziewczyn. Był dorosły, mógł robić co chce ale po zerwaniu wyglądał jakby mu nawet nie zależało na tej dziewczynie. Więc jaki tak naprawdę był Luhan? Miły? Słodki? Uprzejmy? Bezuczuciowy? Chamski? Xiumin też tego nie wiedział. Jedyne czego był pewny na sto procent to fakt, że chłopak kocha czarną herbatę...

Kiedy Xiumin kończył wiązać sznurówki usłyszał szybkie i zdecydowane kroki na schodach. Nie musiał się odwracać żeby wiedzieć, że to Luhan. Tylko on tak chodził - szybko i energicznie jakby nie miał na nic czasu, wiecznie się spieszył.  Poczuł jak chłopak chwyta jego ramię i przerzuca je przez swoje, swoją rękę kładąc w pasie. Rudowłosy odwrócił twarz po raz drugi przy blondynie, nie chcąc żeby ten zobaczył jego rumieńce. Już po chwili obaj byli w pionie.

Oboje mieli wrażenie jakby droga do szpitala trwała wieczność. W samochodzie panowała cisza przerywana jedynie radiem i rzadkimi pytaniami Luhana czy wszystko w porządku. Rudowłosy myślał, że oszaleje i gdy kątem oka zobaczył, że blondyn otwiera już usta szybko zasłonił mu je ręką.

-Jeszcze raz usłyszę to samo pytanie a będziesz biec za tym samochodem.- jedyną odpowiedzią chłopaka był śmiech i zdjęcie ręki przyjaciela  z ust.

-Uspokój się, Xiumin. Co w tym złego, że chcę wiedzie czy wszystko w porządku?- spytał z uśmiechem splatając palce ręki z tymi rudowłosego. Nie puszczał jej nawet w tedy gdy chłopak lekko nią szarpnął.

Xiumin opadł zrezygnowany na siedzenie nadymając policzki. Nigdy nie rozgryzie Luhana, za cholerę. Skapitulował i już po chwili mocniej złapał dłoń blondyna kątem oka widząc jak tamten się uśmiecha.

~*~

Twój uśmiech jest taki piękny...
Tylko dla tego pozwolę Ci się dotykać...


~*~

  W Dormie unosił się zapach upieczonego ciasta, które poprzedniego dnia udało zrobić się D.O. Okna były otwarte wpuszczając do pomieszczeń jeszcze zimny wiosenny wiatr i delikatne promienie słońca, które wyglądało zza chmur. Jedynym dźwiękiem, który z łatwością można było usłyszeć w panującej ciszy, był zegarek. Stary zegarek z kukułką i wahadłem, który EXO dostało w prezencie od rodziców Krisa. Masywna i ciemna obudowa zegara sprawiała, że w oczach stawał się starszy i wysłużony. Jego wahadła w niektórych miejscach zaczynały już rdzewieć a farba z tarczy zegarowej łuszczyła się.  Zegar nie koniecznie był punktualny ale nikt nie chciał się zgodzić na wyrzucenie go. Przyzwyczaili się do niego.

  Był to typowy wolny dzień z życia EXO, którego członkowie aktualnie próbowali stoczyć swoje, niekoniecznie, zgrabne cztery litery z łóżka i zacząć nowy dzień. Pierwszymi osobami, którym udało dotrzeć się do kuchni byli Tao i Kris. Oboje zaspani, z rozczochranymi włosami i ubraniami w nieładzie. Ich gołe stopy stykały się z zimnymi kafelkami. Oboje usiedli przy stole z zamiarem czekania na przybycie kogoś kto będzie chciał im zrobić śniadanie. Byli zbyt leniwi, szczególnie o tak zabójczej porze jaką była jedenasta aby cokolwiek zrobić. Wsłuchiwali się w ciszę przerywaną jedynie tykaniem zegara a wiatr wiejący z okien chłodził ich zgrzane od spania twarze. Żadne z nich nie myślało o tym by wstać zrobić coś do jedzenia czy obudzić resztę zespołu. Wiedzieli, że mogą czekać nawet godzinę na przyjście kogokolwiek jednak jakoś specjalnie nie śpieszyło się im. Wystarczyło, że mogli pobyć razem, w ciszy, ciesząc się sobą nawzajem.

   Jednak ich cisze przerwało zejście kolejnych osób do kuchni. Rozmowę Lay'a i Suho było słychać już na schodach. Spierali się o to, kto dziś robi śniadanie. Żadne z nich nie chciało gotować, woleli dostać jedzenie już zrobione. Bo po co się wysilać? Wchodząc do kuchni nawet nie spojrzeli się w stronę dwóch blondynów po prostu usiedli do stołu kończąc rozmawiać. Ich spojrzenia skrzyżowały się z tymi chłopaków i już cztery osoby wiedziały, że żadne z nich nie zamierza zrobić śniadania dla całej dwunastki. Kolejnymi osobami, które były już w stanie zaszczycić kuchnie byli Sehun, Kai i D.O. Tak samo zaspani jak reszta jedynymi wyjątkami byli Chen i Chan, którzy zaraz za nimi wpadli roześmiani do kuchni od razu informując resztę o niechęci do robienia czegokolwiek jadalnego. Tak samo zrobił Baekhyun rzucając wszystkim spojrzenie, które  miało świadczyć o niechęci, tym razem do wszystkiego.  Teraz wszyscy patrzyli się z wyczekiwaniem w drzwi. Ten kto przyjdzie ostatni będzie gotował, więc kto przyjdzie teraz? Zaczęła się przyciszona rozmowa czy to Luhan zejdzie szybciej czy Xiumin? Obaj byli takimi samymi śpiochami i żadnego z nich nie dało się zerwać bez problemów przed dwunastą z łóżek.

-Może chodźmy ich obudzić? Nie mam zamiaru wieczność czekać na śniadanie.- spytał Sehun, naprawdę nie kwapiło mu się robić śniadania dla całe dwunastki. Wolał już wstać i obudzić Hyungów po czym sprintem wrócić do stołu. Jedyną odpowiedział jaką uzyskał było przytakiwanie głowami. Wstał więc od stołu i zamaszystym krokiem wszedł na górę. Chwycił klamkę od drzwi i otworzył je na oścież chcąc już krzyknąć aby wstawali ale zastygł z otwartymi ustami.

Przed nim rozciągał się widok idealnie czystego pokoju z nie pościelonymi dwoma łóżkami. Sehun nie miał pojęcia co ma zrobić. Mógł stać tylko w szoku, z wciąż otwartymi ustami i z dłonią na klamce nie dowierzając temu co widzi. Jak to możliwe aby dwóch największych śpiochów EXO nie było w łóżkach o tej porze, a co najważniejsze w dormie. Tęczowo włosy odwrócił się na pięcie i zbiegł po schodach na dół w ekspresowym tempie. Stanął w drzwiach kuchni a dziewięć par oczu spojrzało się na niego z wyczekiwaniem.

-Nie ma ich.- wysapał a w kuchni zaległa cisza.

-Czekaj, możesz powtórzyć?- nie dowierzał Suho.

-Nie ma ich ani w łóżkach ani w dormie. Nie mam pojęcia gdzie są.- mówiąc to usiadł pomiędzy Kaiem i Chanyeolem

-Nie uwierzę Ci.- powiedział Kris i pobiegł zobaczyć czy to prawda. Już po chwili widzieli wracającego go z otwartymi ustami. Usiadł powoli na krześle mówiąc coś w stylu - Jak to możliwe?!- po czym przytulił się do Tao.

-Cóż teraz mamy chyba ważniejsze pytanie od tego kto zrobi śniadanie. Gdzie jest Luhan i Xiumin?- spytał Lay nie oczekując odpowiedzi jednak doczekał się jej.

-W korytarzu! I jedyną osoba, której zrobię śniadanie jest Xiumin!- na krzyk Luhana wszyscy się poodwracali. Ich oczom ukazał się Luhan, który podtrzymywał w pasie Xiumin, którego kostka była zabandażowana. A sam rudowłosy miał minę jakby się obraził.

-Boże, Xiumin coś ty Sobie zrobił?!- Suho szybko podszedł do nich oglądając ich dookoła aby sprawdzić czy to jedyne obrażenia.

-Nie ja tylko ten chor...mnn!- wypowiedź została zagłuszona przez dłoń Luhana, który teraz uśmiechał się od uch do ucha szczerząc przy tym zęby.

-Spadł z taboretu i skręcił kostkę.- odpowiedział za niego blondyn pomagając usiąść mu na krześle w kuchni.

-Z taboretu? Naprawdę?- Chanyeol zaczął się śmiać ze starszego a reszta poszła w jego ślady.

-Dobra, nie śmiejcie się i róbcie Sobie śniadanie.-

-Ale ty przyszedłeś ostatni i ty robisz śniadanie.- Kai okręcił się dookoła własnej osi siedząc na krześle, niczym dziecko.

-Powiedziałem, że jedyną osobą, której zrobię śniadanie jest Xiumin. Wy sami ruszcie swoje dupy, nie będę wam usługiwać.- warknął Luhan przeczesując grzywkę palcami i posyłając im jedno ze swoich wściekłych spojrzeń, tym samym przypominając im, że tylko z wyglądu jest aniołkiem. Ci od razu posłuchali i już po chwili kuchnia była zajmowana tylko przez dwójkę najstarszych członków EXO.

  -Nie musiałeś ich od razu wyganiać- stwierdził Xiumin spadając przy stole.

-Musiałem.  Ci idioci czekali na nas jak książęta na służbę abyśmy zrobili im śniadanie.  Teraz mają karę i niech chodzą głodni. - mówił wyjmując warzywa z lodówki.

-Przecież wiesz, że oni już tacy są.  Chyba nic ich nie ustawi do pionu choć czasami mają jakieś przebłyski. - parsknął śmiechem przypominając Sobie jak Sehun próbował ugotować coś dla swoich hyungów. -Tylko efekt końcowy nie jest najlepszy.

-Nawet mi nie przypominaj. - Luhan zmarszczył nos krojąc warzywa i wrzucając je na patelnie.Ryż podgrzewał w mikrofali. Pamiętał jeszcze jak Sehun, maknae zespołu próbując gotować spalił patelnie a on potem musiał sprzątać,  bo najmłodszego wygonili bojąc się o swoje życie. 

Oczywiście to nie tak, że cały dorm głoduje bo nikt nie umie głosować. D.O. to mistrz wypieków, Lay posiada talent do wszystkiego co związane z gotowaniem, Chanyeol został nawet okrzyknięty patelnianą wróżką. Jednak zdaniem Xiumina to Luhan był mistrzem gotowania. 

-Ale przynajmniej się starał.- mruknął stukając palcami w stół

-Smacznego- w momencie, w którym wypowiadał te słowa przed Xiuminem pojawił się talerz z cieplym ryżem, smażonymi warzywami i metalowymi paleczkami na wierzchu. Uniusł wzrok patrząc jak  Luhan siada na przeciwko niego z identycznie wyglądający talerzem i chwycił pałeczki w rękę. Xiumin patrzył to na talerz to na rówieśnika chłonąc niesamowity zapach jedzenia.  Przełknął ślinę, której jakby nagle pojawiło się więcej. Luhan uniósł brew przestając jeść i patrząc na niego.

-Czemu nie jesz?- wyprostował się na krześle odkładając pałeczki 

-Nie musiałeś dla mnie gotować.-

-Ale to zrobiłem, więc jedz. No chyba, że twierdzisz, że nie potrafię gotować?-

-Nie! To nie to! Po prostu...

Jak dla niego to właśnie Xiao był mistrzem gotowania. Choć to Lay miał talent i jego dania były cudne to Xiumin miał wrażenie,  że dania Luhana mają po prostu "to coś". I niechętnie musiał przyznać, że uważa tak przez głupie uczucie zwane miłością. 

-Xiumin po prostu jedz, przecież wiesz, że nie otrułbym Cię.- uśmiechnął się patrząc prosto w oczy rudowłosego. 

I Xiumin to wiedział,  wiedział bardzo dobrze. Tak samo jak wiedział,  że Luhan nie pozwoli go skrzywdzić. Po prostu wiedział.

Minseok szybko schylił się próbując zakryć rumieńce, które powstały na jego policzkach przez Luhana. ~Co to uczucie robi ze mną?!~

Schylając się nie mógł zobaczyć jak w oczach Luhana pojawia się troska a uśmiech poszerza.

~*~

Chcę robić dla Ciebie każde śniadanie aż do końca życia.  Choć bym miał wstawać nawet w nocy. To wszystko dla Ciebie, dla twojego uśmiechu... 

     ~*~

  Czasami możemy równocześnie coś kochać i nienawidzić. To tak jak jakby mieć swoją ulubioną książkę ale nie lubić głównego bohatera. Bądź na odwrót. W każdym razie to na dłuższą metę tak czy siak nie ma sensu. No bo jak można równocześnie kochać i nienawidzić?  Dla Xiumina to też nie miało sensu, nie rozumiał tego ale i tak dalej to robił. Od zawsze, tak daleko jak sięgał pamięcią nie lubił herbaty z czasem nawet ją znienawidził a teraz zaczął ją pić jak nałogowiec. Czarna herbata na ten moment była jego narkotykiem. Czymś czego nienawidził z całego serca i do czego wracał utęskniony. Minseok z czasem sam przed Sobą przyznał, że wszystko zaczęło się w tym samym momencie co zauroczenie Luhanem. Po prostu ktoregoś razu jego serce zabiło szybciej na widok Lulu i w tedy musiał wypić herbatę. Czarną herbat, bo taką właśnie pił Xiao Lu. Tamtego dnia Xiumin klęczał przed toaletą wymuszając wymioty i nie rozumieją Siebie samego. A potem poszedł spać zmęczony płaczem, który w cale nie powinien się pojawić. Dopiero po pewnym czasie dopuścił do Siebie prawdę i poddał się uznając, że na miłość nie ma mocnych. 

  Jedną z rzeczy, które Xiumin kochał nieprzerwanie z całego serca to kwiaty. Kwiaty zaistniały w jego życiu już wieki temu. Jego rodzina prowadziła kwiaciarnie od dawien dawna i właśnie w tym miejscu spędził większość swojego dzieciństwa. Między kwiatami różnej barwy i zapachów. Dzięki temu zakochał się w nich tak jak jego matka w ojcu a dziadek w babci. Nawet się nad tym nie zastanawiał uważał to zawsze za fakt oczywisty. Nie potrzebował integracji z ludźmi wystarczyły mu kwiaty.

  Kiedy rudowłosy chłopak upijał kolejnego łyka z białego kubka na horyzoncie właśnie pojawiało się słońce a noc odchodziła w zapomnienie. Xiumin  odstawił kubek na bok i wpatrywał się w niebo zacięcie myśląc. O pierwszej w nocy, kiedy raptem się obudził stwierdził, że już nie zaśnie i kulejąc zszedł na dół naprawdę starając się tym razem nikogo nie obudzić. Nienawidził tego gdy w nocy miał ogromną ochotę na herbatę. Zszedł więc do kuchni i ostrożnie zrobił to co musiał. W tamtym momencie potrzebował świeżego powietrza i chwili tylko dla Siebie. Bez wrzeszczących maknae, zmartwionych liderów czy natarczywych chłopaków. Usiadł na drewnianych schodach tarasu w ogrodzie i tak został aż do teraz. Korzystał z chwili spokoju jaką udało mu się zaznać i oddychając pełną piersią wpatrywał się w otoczenie. W pewnych momentach trząsł się z zimna, w końcu miał na Sobie tylko spodnie dresowe i bokserkę a lata już nie było ale uznał, że nie ma to znaczenia i siedział dalej. Kiedy na niebie wisiała już cała tarcza słońca Xiumin usłyszał skrzypienie schodów i rozmowy chłopaków ale ani myślał ruszyć się choćby o milimetr. Po prostu tu było mu tak dobrze, że chciał aby było tak już na zawsze. Westchnął jednak słysząc odgłos rozsuwanych drzwi tarasowych i zgarbił się nieco tym razem kierując wzrok w ziemie. Nie miał ochoty na jakąkolwiek rozmowę.

-Co tu tak sam siedzisz? Powinieneś założyć chociaż bluzę albo wziąć koc z salonu.- głos Luhana dźwięczał długo w jego uszach, nawet w tedy gdy ten już siedział obok niego. - Xiumin, słuchasz mnie?

  Minseok miał ochotę schować się pod ziemię, czy jego obiekt westchnięć musiał pojawiać się zawsze kiedy o nim myślał? Luhan musiał mieć wbudowany jakiś cholerny radar, który palił się na czerwono i pikał nie przerwanie dopóki ten go nie znalazł.  

-Tak. Słyszę Cię głośno i wyraźnie.- wymruczał kątem oka widząc, że blond włosy jest zdecydowanie za blisko.

-To czemu nie widzę Cię jak zakładasz bluze?-

-Pezecież wiesz, że zanim doczołgam się do pokoju miną wieki. Po za tym nie jest mi zimno.- Xiumin był pewny Siebie ale jego wypowiedź zepsuł zimny wiatr przrez, który się zatrząsł.

-No właśnie widzę jak Ci ciepło.- zironizował a na ramionach rudowłosego pojawił się ciepły materiał.

-Luh..--

-Zamknij się- na jego twarzy pojawił się uśmiech a ramię ułożyło się swobodnie na jego barkach. -I powiedz mi co ty tu robisz? Wiem, że nie śpisz co najmniej od godziny.

-Siedzę i korzystam... poprawka, korzystałem z okazji, że spaliście i myślałem.-  wzruszenie ramionami miało zbagatelizować jego słowa ale usta Luhana zacisnęły się przez to w wąską kreskę.

-I właśnie po to musiałeś przychodzić tu o znając życie - zabójczej porze? Nie mogłeś pomyśleć w dormie? W ciepłym łóżku?!-


  Xiumin aż odwrócił się w prawo słysząc jego podniesiony głos. Mógł też przysiądz, że w dormie nagle ucichł wszelkie odgłosy. Przełknął ślinę, zastanawiając się co Luhan może teraz zrobić. Przecież nie miał prawa czepiać się o to, że wstał wcześnie i siedział na tarasie, przecież jest wolnym człowiekiem...

-Mogłeś mnie obudzić- fuknął niczym kot po czym wstał i wrócił do dormu. Potem dało się słyszeć coś w stylu "nie stójcie w miejscu tylko się kurwa ruszcie" i w dormie na nowo zapanował chaos. W tym samym momencie Kris postanowił sprawdzić o co chodzi i ruszył w stronę tarasu. Otwierając je wpadł na kogoś i w ostatniej chwili złapał Xiumina i nieszczęsny biały kubek. 

-W porządku?- spytał widząc jego minę.

-Tak.-

-Przecież widzę, że coś się stało. Luhan od tak nue krzyczy a tym bardziej na Ciebie.-

-Wiem.- ciche westchnięcie wydostało się z pomiędzy pełnych ust Xiumina. Jego oczy napotkały te Krisa i pojawiły się w nich łzy. Wyższy zmarszczył brwi oddając mu kubek i nachylając się nad nim.

-Dzisiaj w nocy musimy pogadać. I nie ma, że jesteś zmęczony. Zrozumiano?-

-Ale...

-Zrozumiano?- powtórzył widząc próbę wymigania się Minseoka.

-Niech Ci będzie, liderze od siedmiu boleści.- po czym ruszył kulejąc w stronę kuchni wiedząc, że tej nocy Kris wyciągnie z niego wszystko.



     ~*~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz