Tekst

środa, 26 sierpnia 2015

Złośliwość rzeczy martwych #3

EDIT: 31.12.2015

A/N: Oto trzecia i zarazem ostatnia część ZRM. Chciałabym podziękować każdemu kto znalazł choć chwilkę czasu na przeczytanie tego ff oraz każdemu kto dał gwiazdkę. To naprawdę dużo dla mnie znaczy. Choć największe podziękowania i tak należą się ArisunaiDziękuje Ci za każdy komentarz, za każde miłe słowo w nich zawarte, oraz za krytykę. Bez Ciebie druga część nie wyglądałaby tak, jak w istocie wygląda teraz. No i oczywiście dziękuję też Iswedwolf, nie tylko za okładkę, która swoją drogą jest cudna, ale i za miłe opinie na twitterze.




— Do cholery jasnej, Baekhyun! Czy ty nie masz do roboty nic innego, tylko ciągle chcesz się pieprzyć?!

— Przecież to dobry pomysł na spędzenie wolnego czasu.- wzruszył ramionami, dalej pisząc sms'a.


— Czyli rozumiem, że każdą wolną chwilę swojego życia spędzasz na włażeniu facetom do łóżka? To jest chore.


— Sam jesteś chory, Jakoś dotychczas ci to nie przeszkadzało.
   wykpił go.

— Ta relacja między nami jest chora.  Nie robimy nic innego, niż kochanie się po kątach, nasze rozmowy dotyczą pornoli, klubów i tego, czy w danej chwili jesteśmy na tyle podnieceni aby zrobić to jeszcze raz. My inaczej nie umiemy ze sobą rozmawiać. 


— I o to tyle krzyku? Daj na luz, jak chcesz z kimś gadać to idź do znajomych a nie trujesz dupę. Po za tym, co złego jest w seksie?


— A to, że robimy to non stop!
  czarnowłosy myślał, że zaraz skoczy przez okno. Właśnie tak wyglądały rozmowy z Baekhyunem -  rzucanie grochem o ścianę.

— Nie moja wina, że masz problemy z potencją.


— Nie pierdol.
   wycharczał i nachylił się nad nim, uniemożliwiając mu ucieczkę po przez oparcie rąk na biurku, za nim.  Ty nawet nie próbujesz ze mną rozmawiać, jedyne czego ode mnie chcesz to sterczący na baczność penis i chęć do przeruchania cię. Nie na tym polega bycie w związki, a jak pragnę ci przypomnieć - jesteśmy razem od dobrych trzech lat!

— To ty pierdolisz. W głowie ci się coś zaczęło plątać, idioto. Gówno obchodzi mnie to co robisz! Ja mam swoje życie, ty masz swoje życie a łączy nas ostry seks, więc przestań mielić ozorem i chodźmy wreszcie do łózka.
  uśmiechnął się zalotnie, całując go w usta. Chanyeol jednak odskoczył w tył, ciskając z oczu piorunami

— No co? Znów coś ci się nie podoba? —  brunet droczył się z nim, dotykając go.


— Nie dotykaj mnie. 
  powietrze przeszył ostry głos Chanyeola a zaraz potem odgłos upadającego krzesła na podłogę. Czarnowłosy odepchnął z całą siłą mniejszego aż ten wleciał na mebel i przewrócił się razem z nim. Nie patrząc na niego więcej, wyszedł z pokoju. Baekhyun ze skwaszoną miną, przeklinał go pod nosem na na styczniowym niebie właśnie pojawiły się kolejne, ołowiane chmury.
。。。

   Świat wirował mu przed oczami, kiedy on sam stał w miejscu. Starając zatrzymać się tą karuzelę, Jongdae wpadł na szafkę i uderzył się w mały palec. Ból od razu rozprzestrzenił się na całą lewą nogę, powodując zgięcie się ciała chłopaka w pół. Na świecie bowiem nie istniał żaden gorszy ból, niż ten po uderzeniu się w mały palec. Nawet wdepnięcie w klocki lego to mniejsze piekło. Nic więc dziwnego, że Chen siedział pod ścianą, zaciskając zęby w bólu. Dzięki temu Baekhyun z uśmiechem na ustach wyminął go i pierwszy zajął łazienkę.

— Widzisz? Tak właśnie jest, jak nie chodzisz w kapciach.   nad nim pojawił się Kyungsoo, który łapiąc go za ramie ustawił do pionu.  Nawet Chan już się nauczył.

— O matko.. święta   wysapał.  Pieprzona złośliwość rzeczy martwych.

— Już tak nie wyolbrzymiaj. Jakbyś się z nim nie ścigał, to byłoby okej ale oczywiście, wy zawsze swoje.

— Hyung.. bo on tak długo się myje! On robi to specjalnie a ja nie mam czasu, dziś piszę sprawdzian z historii.

— To wejdź mu pod prysznic.- wymamrotał Kai wychodząc z pokoju. - Baek sypiał już z tyloma osobami, że nic sobie nie zrobi.

— Dzień dobry, Jongin. Gotowy na kolejny dzień?   Kyungsoo odwrócił się w stronę młodszego z troską w oczach, ten natomiast stał w drzwiach, ziewając. 

  Chen stojąc obok, mógł obserwować jak Jongin podchodzi do czarnowłosego i przytula się do niego, chowając głowę w jego ramiona. Nie przerywał im, dając chwilę intymności, jedyna, jaką zapewne dostaną tego dnia. Jongin zaczął nowy semestr, co wiązało się z jeszcze większym natłokiem pracy. W studio zmuszali go do dwugodzinnego tańca, bez przerwy, więc po powrocie do domu od razu szedł spać. Kyungsoo starał się jak tylko mógł układać swój czas tak aby, gdy Kai wracał do domu, mógł spędzić z nim jak najwięcej czasu. Jongdae kiedy widział taki moment, milknął od razu, z uśmiechem odchodząc. Nie miał serca kraść im tych chwil.

— Mhh...   spomiędzy splątanych w uścisku ciał, wydobyło się ciche mruczenie.

— To dobrze, bardzo dobrze.   Kyungsoo ułożył swój podbródek na jego głowie, przytulając go mocniej.

  Chen dalej przeklinając pod nosem, ruszył w stronę kuchni chcąc dać tej dwójce chwilę spokoju. Po drodze znalazł czyjeś kapcie, które postanowił podkraść na moment i już w ciepłych papuciach wszedł do pomieszczenia. Ich, na pierwszy rzut oka, małe mieszkanie składało się z czterech pomieszczeń i łazienki. Największy pokój był zarazem salonem, miejscem, w którym wszyscy spędzali czas i kuchnią. Pozostałem trzy pomieszczenia to pokoje, które zajmowali. Baekhyun i Chanyeol zajęli ten najbliżej drzwi wyjściowych, następnie był pokój Jongdae i Kyungsoo i przy samej łazience, swój zakątek miał Kai. Z racji tego, że wciąż się uczył i potrzebował przestrzeni, D.O zgodził się zamieszkać z Chenem. Po latach mieszkania ze swoimi przyjaciółmi, nic już nie było mu straszne i sam zdziwił się gdy Jongdae okazał się pedantem, który wszystko musiał mieć równo. Jednakże paszcza lwa, jak zwykli nazywać część zamieszkaną przez baekyeola, była jednym wielkim pobojowiskiem. Po podłodze walały się ubrania, na komodzie wciąż zalegały puszki po coli i opakowanie po pizzy a kurz był wszech obecny. Oczywiście to nie tak, że nigdy nikt u nich nie sprzątał. Chanyeol często zabierał się za to żmudne zadanie ale po zaledwie dwóch dniach, wszystko wyglądało tak jak wcześniej. Przyczyną śmietnika musiał więc być Baekhyun, który całe dzieciństwo miał własny pokój. Dlatego też do ich pokoju reszta domowników wchodziła jak najrzadziej.

— Dobry.   Jongdae przywitał się z Parkiem jedzącym płatki.

— Baek znów zajął ci łazienkę?   domyślił się po minie Chena, gdy ten usiadł przy stole ze szklanką soku.  Te wasze prześciganie, robi się nudne. Tym bardziej, że ty masz do niej bliżej.

— Uderzyłem się w mały palec, więc siedź cicho.

— To faktycznie nie fajnie. —  pokiwał głową na znak zrozumienia.  Kiedyś też się tak uderzyłem a później okazało się, że jest złamany. Powinni zrobić jakieś ochraniacze na nie.

— Zrób je a zostaniesz miliarderem. Pełno jest takich osób, które opatentowały jakieś głupie rzeczy i teraz śpią na pieniądzach.

— Mhh chcesz resztę?  Chan podsunął pod nos przyjaciela do połowy pełną miskę płatków. Jongdae nie zastanawiając się wyrwał ją z rąk wyższego i zaczął pałaszować.

— Dzięki. Stało się coś? Ostatnio chodzisz jakiś przygaszony...

— To nic, po prostu mam dość zimy.  wzruszył ramionami.  Tak chandra.

— Miejmy nadzieje, że szybko ci ona przejdzie. Przyzwyczaiłem się do tej wesołej i energicznej strony ciebie.

— Wiem, to mnie najbardziej dobija.

— Chan..   Kim patrzył zdziwiony jak czarnowłosy idzie wolnym krokiem do swojego pokoju. Głowę miał dziwnie zwieszoną a całe jego ciało wydawało się jakieś oklapłe. Brakowało także specyficznej aury, która zazwyczaj go otaczała.

— Zostaw go, on i Baek ostatnio mają jakieś problemy.    w kuchni pojawił się Kyungsoo.  Słyszałem już parę kłótni w ich wykonaniu ale nie mam pojęcia o co dokładniej chodzi.

— To dziwne, zawsze wydawało mi się, że pasują do siebie idealnie. Coś jak dwie połówki jabłka...

— Każdemu się zdarza, nawet najlepszej parze. A jak tam twój studencik? Spotkaliście się już?

— Nie, na razie tylko ze sobą piszemy.   Chen strzelił klasycznego buraka na twarzy, przez co D.O zaczął się śmiać.   Ale zamierzam zaprosić go na kolejny występ chóru.

— Świetny pomysł, przy okazji i my go poznamy.  Kyungsoo pokiwał głową z uznaniem.

— Ty chyba przeprowadzisz z nim wywiad środowiskowy a dopiero później zdecydujesz czy jest odpowiedni dla ChenChena.    Kai przywlókł swoje gnaty aż tu, przy okazji wyglądając jak zombi. Usiadł na krześle, zaraz opierając głowę na dłoni aby nie zasnąć. Otrzymał tylko zaspane spojrzenia w odpowiedzi. 
。。。

   Chanyeol szedł do parku z zamiarem odetchnięcia od wszystkie co znajdowało się w ich mieszkaniu. Chciał zostawić to za sobą, bo czuł, że to go dusi a on nie może się wyrwać. Szpony, które wciąż wbijał w niego Baekhyun stawały się męczące a sama jego osoba, irytująca. Dopiero teraz Park zauważył, że to co ich łączyło to nie miłość a zauroczenie. Parę lat temu, gdy spotkali się po raz pierwszy, Chan dopiero odkrywał swoją orientacje i co to oznacza bycie gejem. Na początku liceum był jeszcze głupim dzieciakiem, który myślał, że seks to jedyne co może zaoferować mu drugi mężczyzna. Istotne więc było to, aby to on górował nad kimś. I wtedy pojawił się Baekhyun, chłopak z jego roku, o bladej cerze, brązowych oczach, które umiejętnie podkreślał kredką i o noga lepszych, niż nie jedna dziewczyna. Każdy znał jego dewizę życiową – brać jak najwięcej i do niczego się nie przywiązywać. Dlatego też w ciągu jednego roku, zaliczyła go połowa szkoły a on chodził wciąż dumny jak paw. Z perspektywy czasu Chan zastanawiał się, jak mógł podobać mu się ktoś taki – niby ładny ale z charakterem jak żmija. Zdziwienie było więc ogromne, gdy okazało się, że zgodził się chodzić z Chanyeolem. Cała szkoła śledziła ich życie seksualne, a trzeba przyznać – nie było ono nudne i tak naprawdę stali się parą szkoły. W tamtym czasie Park myślał, że to jest to, na co może liczyć. Nie na romantyczna przyszłość, jak to pary hetero, ale na pełną wulgarności przygodę. Dopiero z czasem zaczął dostrzegać, że wcale tak być nie musi. To Baek dawał dupy na prawo i lewo, to dla niego liczył się seks i pożądanie. A to z kolei nie było to, czego od związku oczekiwał Chanyeol.

  Park wychował się w dobrej rodzinie, która akceptowała go takim jakim jest. Siostra była dla niego wzorem i to ona pomagała mu w trudnych chwilach. Ojciec nie miał nic przeciwko orientacji seksualnej syna, jednak z czasem zaczął protestować przeciwko związkowi Chana z Byunem. Nic dziwnego, skoro to przez, w tamtych czasach, blondyna, wpadał w kłopoty. I teraz nawet ta ucieczka z domu, bo niczym innym nie nazwałby tamtego buntu, zdawała się bezsensowna. Ale to było mu potrzebne aby mógł zobaczyć, że przy boku Baekhyuna wciąż marnuje życie. Rzucił pomysł dotyczący studiowania właśnie dlatego, że Baek chciał być z nim 24h przez siedem dni. Prawda była taka, że pieprzyli się jak dwa króliki i nic poza tym, i właśnie to męczyło Parka. Dlatego też siedział aktualnie na mokrej ławce, pisząc coś w swoim notesie, siedząc przy okazji obok całkiem przystojnego blondyna.

— Masz ładne pismo. Co tam skrobiesz?

— Ahh dzięki. To tylko luźne notatki.   Chanyeol uniósł lekko głowę aby zobaczyć jak nieznajomy blondyn, spogląda na niego. Myśli Chana od razu przyciągnęły jego oczy – stalowe z domieszką ciemnego brązu. Iskrzyły się radośnie, skrywając jednak lekką nieśmiałość, całość była tak urzekająca, że mało brakowała a zachłysnąłby się powietrzem.

— A mi się wydaje, że piszesz książkę. Po za tym, jestem Sehun.   przedstawił się, zaszczycając czarnowłosego uśmiechem. Wciąż jednak, kątem ust sączył swoją bubble tea.

  Chanyeol, i jak powiedziałem – to tylko luźne notatki. Nie piszę nic wielkiego.  wzruszył ramionami, odrywając swoje spojrzenie od niego.

  Jassne.   blondyn zakrył zaraz usta, Chan jedynie uśmiechnął się pod nosem.  Przepraszam, czasami seplenię, to uciążliwe.  jego policzki ciut pociemniały a on sam, odsunął się na ławce i zakrył jeden policzek.

— W zasadzie to całkiem urocze.   Chanyeol sam zdziwił się swoją uwagą, jeszcze nigdy tak jawnie z nikim nie flirtował. Mentalnie jednak pogratulował sobie za odwagę.

 Ddzięki... chyba.   potrząsnął głową, odkładając puste opakowanie na bok.  Więc to książka, tak? Mam nadzieje, że będę mógł przeczytać ją jako pierwszy.

 Nawet nie wiem czy to jest dobre, piszę jak mam natchnienie.   odparł bawiąc się długopisem.  Ale jak chcesz, będę mógł ci dać niektóre notatki do poczytania. Przynajmniej ocenisz je, czy do czegokolwiek się nadają.

 Jak moja babcia mówiła, ten kto ma ładny charakter pisma, ten i dobrze pisze. Na pewno to co tworzysz, jest świetne.

— Niech będzie. Bawisz się w krytyka książkowego?

— Nein. Aktualnie pracuję w barze, wiesz, jestem kelnerem i latam między stolikami. Nic ciekawego ale nieźle płacą.—  założył nogę na nogę a Chan dopiero teraz zauważył, że blondyn ma na sobie białą koszulę i czarne, materiałowe spodnie.

— Du einmal in Berlin gewesen?*

— Ich habe nicht aber auf die Reise zu sammeln.** — uśmiechnął się. — Skąd znasz niemiecki?

— Posso anche parlare italiano.*** —  Park poruszył zabawnie brwiami, chwaląc się swoimi języcznymi umiejętnościami.

— Bist du Lehrer?****

— Nie, po prostu bardzo szybko uczę się języków. A ty, skąd znasz niemiecki?

— Spodobał mi się ten język, jest magiczny. Znasz jeszcze jakieś języki? — zainteresował się.

— Uczyłem się w szkole Japońskiego ale średnio mi się podobał, tak znam tylko włoski, niemiecki i angielski.

— To podniecające, szczególnie z twoim niskim głosem.- odpowiedział patrząc się prosto w jego oczy, przygryzając przy tym wargę. Chanyeol chciał już coś odpowiedzieć ale przerwał mu dzwonek telefonu. Zdziwiony Sehun odebrał połączenie, przytakując przez chwile i kłócąc się z kimś po drugiej stronie.

— Muszę już iść. Wzywają mnie na moją zmianę.—  wstał z ławki, chowając do kieszeni smartfona. — Co do wcześniej...

— You're exciting.***** In the middle is my phone number. As you read, please call.—  puścił do niego oczko, patrząc jak jego blade policzki znów barwią się na różowo. Sehun chwycił notatnik i szybkim krokiem odszedł, jakby chciał schować się przed Parkiem. Chanyeol odprowadził go wzrokiem aż do wyjścia z parku, podziwiając przy tym jego długie, zgrabne nogi. Pokiwał głową z uznaniem, dalej bawiąc się długopisem.

  Sehun, bo tak nazywał się nowo poznany chłopak, był naprawdę przystojny. Szczęka ostro zarysowana dodawała mu powagi ale jego oczy były zbyt ciepłe, by wyglądał na zarozumialca. Wąskie usta nadawały mu uroku, nie były tak pełne jak te Baekhyuna, które odrzucały go od dłuższego czasu, miały w sobie coś tak podniecającego, coś tak erotycznego, że Chan nie mógł powstrzymać brudnych myśli. Równocześnie interesowała go całą osobowość blondyna, pokazał mu, że jest interesująca i ciekawą postacią, oraz że warto zainwestować czas w poznanie go. To było to, czego nie czuł poznając Byuna. Kiedy w liceum zaczął z nim chodzi, interesował go tylko seks, który tylko ten mógł dać mu bez zobowiązań. Chanyeol miał wrażenie, że to jego szansa, jedna na milion. Szansa, której nie mógł zmarnować. Czas przestać być zwykłym dzieciuchem, musi w końcu słuchać swojego serca.

Wstając z ławki, wiedział już co musi zrobić. Z uśmiechem na ustach ruszył w dalszą drogę.

。。。

   Luhan obliczał właśnie tworzącą stożka, gdy jego telefon znów zabrzęczał, informując go o nowej wiadomości. Hyuna co raz bardziej go denerwowała. Po tym jak obiecał udawać jej chłopaka przed agresywnym byłym, nachodziła go coraz częściej. Dlaczego więc zgodził się jej pomóc, ukrywając prawdę przed Xiuminem? Hyun'e poznał na wakacjach we Francji, oboje skorzystali z usług tego samego biura podróży. Stronił od niej jednak, bo ta zachowywała się jak wiecznie nadpobudliwa pięciolatka. Latała z miejsca na miejsce i jawnie z nim flirtowała. Gdy lato się skończyło miał nadzieję odetchnąć, ale pech sprawił, że dziewczyna wylądowała na tym samym uniwerku co on. Obawiał się, że przyczepi się do niego, tak jak to robiła w Paryżu, szczęśliwie jednak okazało się, że brunetka ma chłopaka. Starszego od siebie co prawda, koszykarza, który raczej sławny nie był. Luhan mógł więc żyć spokojnie w związku z Minseokiem, nie wspominając ani słowem o tym dziwnym epizodzie. Problemy zaczęły się w momencie, w którym poprosiła go o pomoc. Początkowo odmówił jej ale po zobaczeniu siniaków nie mógł zostać bierny. Choć nie lubił jej, był mężczyzną i jego obowiązkiem była pomoc kobiecie w potrzebie. Pokazał się więc z Hyuna, w miejscu pracy jej ex i załatwił sprawę po męsku. Chłopak nie nachodził już jej więcej. Jednak po tym wszystkim brunetka nie załapała chyba, że Xi nie chce mieć już z nią nic wspólnego i wysyłała mu setki sms'ów. Blondyn ignorował to, wmawiając sobie, że ta w końcu się znudzi. Ten dzień jednak nie nadchodził. Dodatkowo po tym jak wysłała do niego swoja znajomą a zastała tam jego chłopaka, Xiumin stał się podejrzliwy. Nie wypytywał go o co dokładnie chodziło ale jego wzrok jasno mówił, że obserwuje bacznie jego poczynania. Przez to Luhan nie wiedział już co ma robić. Czy załatwić to po /męsku/ czy zignorować? Każda z opcji była tak samo zła, ale z dwojga złego wybrał tą drugą. Już było widać efekty, bo wciąż brzęczący telefon nie tylko zwracał uwagę Minseoka, ale i denerwował niemiłosiernie. Przestał już nawet odczytywać te sms'y, będąc załamany jej głupotą. Siedział więc teraz przy biurku, robiąc projekt i zastanawiając się jak ma wybrnąć z tego bagna. Jego rozmyślania przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Masując skronie odwrócił się w ich stronę i aż zachłysnął się powietrzem widząc w nich Hyune.

— Co. Ty. Tu. Robisz?— warknął w jej stronę. Nie raz już powtarzał żeby zostawiła go w spokoju.

— Przyszłam się z tobą zobaczyć.—  uśmiechnęła się, zalotnie mrugając.

— To możesz już wyjść.

— Porozmawiajmy.

— Nie mamy o czym.

— Nieprawda, mamy ze sobą tyle wspólnego. Czemu ty wciąż tego nie dostrzegasz? —  Hyuna nic nie robiła sobie ze słów blondyna, była głucha na wszystko co nie dotyczyło ich jako pary.

— To ty wciąż nie widzisz, że ja już kogoś mam! I to jest chłopak, a dokładnie Xiumin, mój współlokator. Zrozum wreszcie, że nie interesujesz mnie w ten sposób. —  zrobił cudzysłów z palców. — Owszem, pomogłem ci pozbyć się tego natręta, ale to nie znaczyło nic więcej. Jestem gejem. Mam ci to przeliterować?

— Och, nie wygłupiaj się. —  machnęła dłonią jak zawodowa lafirynda. — Dobrze wiem, że ci się podoba.—  nie marnując czasu usiadła okrakiem na jego udach.

— Co ty wyprawiasz?!

— Teraz możesz mnie pocałować.— wydęła wargi, eksponując przy tym swój biust, który wprost wypływał z przyciasnej bluzeczki z dużym dekoltem.

— Jak boga kocham, złaź ze mnie! Jesteś jakaś nawiedzona.—  Luhan zgorszony jej zachowaniem, zepchnął dziewczynę na ziemię i szybko wstał. — Idę po ochronę czy coś, niech zamkną cię w psychiatryku. nie patrząc na nią, wyszedł z pokoju i zamknął drzwi na klucz. Odwracając się, uderzył w czyjeś ciało.

— Coś się stało? — właścicielem obcego ciała był nie kto inny jak Minseok, który wracał właśnie z wykładu. 

— Potrzebny nam egzorcysta i stado policjantów. W naszym pokoju jest Hyuna.— chwycił go za łokieć i zaczął ciągnąć w głąb korytarza. Z pokoju dobiegało ich wołanie.

— Coś ty znów zrobił? — podejrzliwie uniósł brwi. 

— Zaraz ci wszystko wytłumaczę ale najpierw stąd wyjdźmy.

  Wybiegając z korytarza, udało im się nikogo nie potracić ale plecak Xiumina wydawał z siebie grzechocący odgłos, więc spojrzenia studentów sunęły za nimi. Na dworze świeciło słońce, topiąc biały śnieg. 


— Więc... zamierzasz się tłumaczyć? — rudowłosy patrzył ja Luhan uśmiecha się, przeciągając.

— Oczywiście. Wiesz, że cie kocham, prawda? Więc nie wściekaj się gdy ci powiem o tym, że zgodziłem się udawać chłopaka Hyuny.

— Co proszę?! — oczy Xiumina wytrzeszczyły się, tworząc przy tym komiczny wyraz twarzy. Czyś ty zgłupiał? Do ciężkiej cholery, o ile pamiętam to ja jestem twoim chłopakiem. No chyba, że przegapiłem moment naszego rozstania.

— Ty jesteś moim jedynym, naprawdę.— złapał go za dłonie, chcąc go tym przekonać. Po prostu, jej były nachodził ją. Na początku ja też się nie zgadzałem ale jak pokazała mi tamte siniaki.— Minseok milczał. — Zgodziłem się, no bo do cholery nie mogłem myśleć o tym, że mogę komuś pomóc w opresji a tego nie zrobię. Tylko ona... ona chyba nie rozumiem, że nie chce mieć już z nią nic wspólnego. Ubzdurała sobie, że powinniśmy być razem.

— Minseok?  Luhan patrzył jak chłopak wyrywa swoje dłonie z uścisku, przerażenie rosło w nim. — Xiumin?

— Cicho siedź.— mruknął i nagle objął go. — Jesteś najlepszym chłopakiem jakiego mogłem sobie wymarzyć.

— Dzięki Bogu. Już myślałem, że mnie znienawidzisz.— oddał uścisk. Trwali tak przez moment, w komfortowej ciszy, każdy z nich oddając się chwili. 

— Nie zmienia to faktu, że chciałbym dostać się do naszego pokoju a ty zamknąłeś tam tą jędze. Dlatego ty teraz ładnie pójdziesz to załatwić a ten czas spędzę u chłopaków z pod 30.

— Ale oni cię podrywają!

— Więc się pośpiesz.— puścił do niego oczko i odszedł z uśmiechem.


。。。

   Zimny, styczniowy wiatr  uderzał o jego ciało powodując drżenie ciała ale Kai wciąż nie mógł uwierzyć, że tuż przed nim stoi we własnej osobie jego matka. Wysoka kobieta, z nienaganną fryzurą i idealnie skrojoną, butelkowozieloną, sukienką. W dłoni trzymała rączkę od czarnej walizki a w jej czarnym lakierze odbijały się nikłe promienie słońca. 


— Witaj kochanie. Zamknij klapę garażu i pomóż mi to wnieść do waszego mieszkania.— rozkazała z kamienna twarzą.

— Mamo ale u nas w mieszkaniu nie mam miejsca... wszystkie pokoje są zajęte. Nie wygłupiaj się.

— To ktoś się wyprowadzi. — wzruszyła ramionami nieprzejęta. 

— Mamo... proszę cię.— Jongin przymknął oczy, chcąc w ten sposób uspokoić swoją narastającą irytację. — Jeśli znów chcesz wmówić mi, że mam zostać prawnikiem to możemy powiedzieć już sobie do widzenia.

— Kim Jonginie, bierz mi tą walizkę i w trymiga masz mi ją wnieść do waszego mieszkania. Pamiętaj, że wciąż nie jesteś pełnoletni.— warknęła odchodząc. Wyglądała jak czarna tyczka, której celem  życiowym było uprzykrzanie życia syna. Mamrocząc pod nosem przekleństwa zrobił co rodzicielka mu kazała i ruszył za nią. 


  Jongin miał dość tej sytuacji, jaką wytworzyli rodzice. Posiadając starsze siostry, brunet był jedynym synem w rodzinie ale to częściej zdanie kobiet liczyło się w rodzinnych potyczkach. Jego ojciec i matka ubzdurali sobie, że jego jedynym miejscem pracy jest sąd motywując to jego talentem do kłótni. Dla chłopaka ten argument był bezsensowny, w takim razie sędzią mógł zostać barman w przydrożnej knajpie, bo umie kłócić się z pijakami o pieniądze za piwo. Nie raz więc ich rozmowy kończyły się wrzaskami na cały dom, tłuczeniem cennych waz a nawet rzucaniem diamentową biżuterią matki. Siostry patrzyły na niego dezaprobatą, wmawiając mu, że jest idiotą i powinien ich posłuchać. Nie dziwne więc, że gdy tylko znalazł ofertę Kyungsoo od razu z niej skorzystał. Tak, to zdecydowanie wyglądało jak ucieczka, Kai wiedział to, pakując się pośpiesznie do plecaka podróżnego. To była także jedyna okazja na niespostrzeżone  wymknięcie się z domu - ojciec na delegacji, matka u ciotki a siostry zajęły całe górne piętro robiąc piżama party. Oczywiście nie ominęło go tłumaczenie rodzicom gdzie aktualnie się znajduje ale to było o wiele łatwiejsze, bo rozmawiali przez telefon i Kai nie musiał się bać, że rodzice zabarykadują go w pokoju. D.O zapewnił ich wtedy, że zadba o ich syna jak najlepiej potrafi, czym zdobył aprobatę ojca jednak matka kręciła tylko nosem. Kyungsoo znał sytuacje jaka zaszła pomiędzy czterema ścianami willi rodziców Kim'a, więc wiedział jak zbliżyć do siebie dzieciaka. 


  Wpuszczając matkę do ich wspólnego mieszkania, czuł się jakby przegrał ostateczne starcie a w grze nie miał już więcej żyć. Jeszcze dziwniej poczuł się widząc spojrzenie Chena spoglądającego na nich z kanapy. Jego twarz zdobiło czyste zdziwienie a będąc rozwalonym na kanapie, w dresie i z miską chrupek między kolanami, słysząc jej wymowne chrząknięcie  wyprostował się jak struna, rozrzucając przysmak na dywan. Jongdae spalił klasyczną cegłę na twarzy i mruknął cicho powitanie, następnie zniknął w ich pół kuchni. 


— Ekhem..— odchrząknął. 
— To był właśnie jeden z moich współlokatorów, Chen. Dzieli pokój z Kyungsoo.

— To twój...?


— Chłopak. — zboku usłyszeli jeszcze jeden głos. Jongin puścił rączkę walizki i zrobił krok aby go przytulić. Czarnowłosy oddał uścisk, po czym stanął przodem do kobiety z jedną ręką ułożoną na plecach młodszego. 

— Do Kyungsoo.— ukłonił się.

— Tak, tak. — zignorowała ich. — Który pokój mogę zająć?

— Mówiłem ci mamo, że wszystko jest zajęte, więc proszę cię - wróć do domu. Tata zapewne martwi się, że znów gdzieś uciekłaś.


— Stev wie o wszystkim. Sam załatwił mi kierowcę.


— Cóż, w takim razie będę spał na kanapie a pani dostanie moje łóżko. Zaraz przyniosę pościel.


— Nie kłopocz się, nie zamierzam dzielić pokoju z żadnym niedorozwoje intelektualnym. Chcę pokój na własność.

— Mamo, nie jesteś u siebie! Czy ty zawsze musisz tak mnie kompromitować?! Twoje zacho-— potok słów przerwał ostry huk uderzających drzwi o ścianę. Kyungsoo osłonił bruneta od zderzenia z taflą drewna, wpadając razem z nim na ścianę za nimi.

— Z tym wolnym miejscem to nie będzie problemu. — w progu stał niczym niewzruszony Chanyeol. — Wyprowadzam się, a Baek chętnie będzie spał na kanapie. minął ich w korytarzu, szukając swoich butów. 

— Ty.. CO?!—  Jongin nie mógł uwierzyć własnym oczom. Sprzątający dotąd w salonie Chen, wystawił głowę zza oparcia kanapy.


— I tak tu wrócisz.—  o klamkę, z nonszalancją oparł się blondyn. -Ja zawsze mam rację.

— Tak, a ja już z tobą o tym rozmawiałem, więc wstrzymaj się z tymi swoimi cennymi uwagami.— sarknął.—  D.O, zapłacę za ten miesiąc, nie martw się.

— Aale dlaczego?

— Później pogadamy, do widzenia.—  skłonił się i niosąc walizkę, wyszedł z mieszkania.

— Nie wiedziałem, że mamy nową współlokatorkę.
— Baekhyun zagwizdał, taksując wzrokiem kobietę. 

— Jestem matką Jongina a o ile dobrze słyszałam, zajmuję ten pokój. Dobranoc. 
— mówiąc to wepchnęła się do pomieszczenia za Byunem i trzasnęła drzwiami. 

— Ona chyba śni.— warknął kpiąco.

— Co się między wami wydarzyło? Dlaczego Chan był taki zły?

— To nie istotne, on i tak tu wróci.

— Czemu jesteś tak o tym przekonany? O ile znam Chanyeola, to nie rzuca słów na wiatr. — wtrącił się dotychczas milczący Chen podnosząc się z podłogi.

— To oczywiste, nasz seks jest zbyt dobry aby od tak z niego rezygnować.


— Chan taki nie jest!


— Wmawiaj sobie. — parsknął śmiechem. — Twoja rodzicielka jest seksowna.

— Odwal się.— mruknął Kai idąc do swojego pokoju.


— Nie zachowuj się jak dupek, Byun.
— ostrzegł go D.O idąc za swoim chłopakiem.

Blondyn prychnął, wyciągając telefon i zaczął stukać palcami w wyświetloną klawiaturę.


— Powinieneś być milszy.


— Czy ty mnie pouczasz? Weź się za siebie, bo studenci nie grzeją długo jednego miejsca. Po za tym nie lubią takich żelaznych dziewic jak ty. 


— A ty oczywiście wiesz to, bo...? — Jongdae poczuł się urażony. To, że nie wskakiwał do łóżka każdemu napotkanemu mężczyźnie nie definiowało go jako zatwardziałego przeciwnika seksu. Trzymając miskę z chrupkami pod pachą stał, butnie patrząc w oczy swojego rozmówcy.


— Bo nie jestem taka ciepłą kluchą jak ty.


— Zamknij się.— odmaszerował do kuchni, słysząc za sobą śmiech. Zrezygnowany odłożył naczynie na blat. 


  Jongdae zdawał sobie sprawę, że nie jest taki rozrywkowy jak Baekhyun, Zdecydowanie bardziej wolał siedzenie w domu ze znajomymi czy z dobrą książką, niż chodzenie od klubu do klubu pijąc kolorowe drinki. Nie był też tak pociągający jak on - jego barki były szersze a usta nie tak pełne jak jego. Jedyne uczucia jakie wzbudzał u nieznajomych to litość i instynkt macierzyński. Zazwyczaj stawał się dobrym kumplem, osoba, na którą zawsze można było liczyć a nie obiektem czyiś westchnień. Relacja między Chenem a YiXingiem była więc czymś niesamowitym. Jeszcze nigdy nie flirtował z nikim przez sms'y, bo Chińczyk był pierwszą osobą, która zainteresowała się Chenem w całości. I może Byun właśnie dlatego miał racje - to nie było możliwe aby ktoś tak seksowny zakochał się w takiej ciocie jak on. Może to faktycznie była tylko gra, w której on grał błazna. Nagle te wszystkie uczucia, cała radość z tej relacji, uleciała a brunet połykając własne łzy, skierował się do pokoju. Za oknem topniał powoli śnieg tworząc rzeczki rzewnie płynącej wody, gdy karmelowy wyciszył telefon i zakopał się w pościeli.



。。。

— Nie spodziewałam się ciebie. — przyznała szczerze dziewczyna, podając czarnowłosemu kubek z kawą. 


— A ja nie myślałem, że zawitam u ciebie z taką sprawą.

— Będziesz niestety musiał spać na kanapie ale zaręczam, że jest ona naprawdę wygodna.


— Hmm i tak zamierzam poszukać czegoś dla siebie, ewentualnie zawsze mogę wpakować się Minho Hyungowi do domu. Wiesz, że on ewidentnie podrywa właściciela tej kawiarenki, w której pracuje Kyungsoo? 


— Nie wchodź mu na głowę.— pokręciła głową z uśmiechem. — Może i jesteś jego ulubionym młodszym kolegą ale to nie zmienia faktu, że on tez potrzebuje przestrzeni. Sądzę jednak, że będę mogła coś załatwić wśród swoich znajomych. Mieszkanie ze studentami ci nie przeszkadza?

— Nie.


— Amber ostatnio mówiła, że od niej jakiś chłopak zrezygnował i maja wolne miejsce.

— Ustalmy, że to będzie ostatnia deska ratunku.— pokiwał głową, sącząc pomału gorący napój. 


— Okej. Tak po za tym... jestem z ciebie dumna.


— Dlaczegóż to? — zdziwił się.


— Bo wreszcie przejrzałeś na oczy i pokazałeś, że nie jesteś ciotą. Baekhyun to suka jakich mało. Wybacz, zawsze chciałam to powiedzieć w twojej obecności.— wyszczerzyła się jak pięciolatka, która właśnie zobaczyła lalkę barbi. 

— Błędy młodości. 


  Chnayeol rozsiadł się wygodniej w fotelu, spoglądając równocześnie na siostrę. Jej długie czarne włosy, były jak zawsze rozczesane i ślicznie ułożone. Na sobie miała jedną z bluzek, które dostawała od babci na święta a na nogach dresy, które, jak zauważył Chan, należały do niego. Yorin była tak samo wysoka jak, nie musiała nosić szpilek aby dobrze wyglądać na uroczystościach. Jej wzrost był zarazem zaletą jak i przekleństwem. W liceum należała do szkolnej drużyny koszykarskiej, miała talent do gier zespołowych i była bardzo przyjazna. Jednak z czasem jej znajome zaczęły się z niej naśmiewać. Żaden chłopak bowiem nie chciał tak wysokiej dziewczyny. Jednak dzięki temu, dziewczyna bez problemu chodziła w ciuchach brata.


— Mam coś na twarzy? — uniosła wyprofilowaną brew do góry .— Masz minę jak srający kot.


— Wielce zabawne. 


— Tiffany też tak uważa. Swoją drogą.. masz zaproszenie od niej.

— Od Tiff? — odstawił pusty kubek na stolik. — Z jakiej okazji?

— Obchodzi z Amber rocznicę związku.


— Więc po co my tam?


— Obie uznały, że to dzięki nam, tobie, mnie i Minho, udało im się spotkać po raz pierwszy. To będzie kameralne spotkanie, wiesz, trochę powspominamy, napijemy się, może obejrzymy jakiś film.— wzruszyła ramionami.

— Myślę, że przyjdę. Dawno nie widzieliśmy się tak całą grupą.


— Każdy z nas poszedł w swoją stronę i znalazł innych znajomych. Oczywiście to nie wyklucza tego, że co jakiś czas możemy się spotykać ale myślę, że to i tak to już nie jest to co kiedyś. 


— Racja, wtedy raczej orbitowaliśmy wokół siebie.


— No dobra, skoro i tak nie masz nic do roboty, to ubieraj się. Pójdziesz ze mną na zakupy.


— O, nie, nie, nie! 


— Spokojnie, idziemy tylko do spożywczaka. Po tym jak zapłaciłam czynsz, na nic innego mnie nie stać a i tak będzie skromnie. 


— Oczywiście ja idę po to, aby nieść siatki?


— Zaiste.


— Nienawidzę cię.


— Ja też cię kocham, Chan.



。。。

— To jakiś obłęd. Cyrk na kółkach.— Jongin załamał ręce. Siedział zgarbiony na łóżku, rozmyślając nad zaistniałą sytuacją.

— Nic na to nie możemy poradzić. Nie wiesz co ją by tu miało ściągnąć?

— Bladego pojęcia nie mam. Ja ich praktycznie nie znam, okej? Taka jest prawda, wiem o swoich rodzicach tyle co nic. Są chamscy i nie biorą pod uwagę żadnego mojego słowa. Obawiam się, że znów próbuje zmusić mnie abym poszedł studiować prawo. 

— Może po prostu twoi rodzice się pokłócili. Nie można od razu stwierdzać najgorszego.— usiadł obok niego. Zgarnął jego wątłe ciało w swoje ramiona, i zamknął go w uścisku. Brodę oparł o czubek jego głowy, czując jak ten relaksuje się.


— Mam nadzieję, że nie odstawi znowu szopki. I jeszcze ten Baek... o co im dziś chodzi? 

— Chyba wiem dlaczego Chan nawiał.
 mruknął.

— Gadałeś z nim?
 uniósł głowę a ich spojrzenia skrzyżowały się ze sobą. 

— Nie. pokręcił przecząco głową, kładąc się na łóżku. Jego głowa opierała się na poduszce, dzięki czemu świetnie widział jak Jongin kładzie się między jego nogami, robiąc z jego klatki piersiowej poduszkę. — Na łóżku masz jeszcze miejsce. zauważył z uśmiechem, przytulił jednak do siebie bruneta.

— Ty jesteś wygodniejszy.


— Dzięki. Yeol ostatnio często kłócił się z Byunem. Myślę, że oni do siebie po prostu nie pasują.


— Też tak uważasz?— D.O zdziwił się reakcją młodszego. Sądził raczej, że ten będzie uważał ich za idealną parę. — Ostatnio rozmawiając z Tao, doszliśmy do wniosku, że Chan nie jest już tym dzieciakiem i dorósł. W sensie... nie to, że jest pełnoletni ale że zmieniło się jego wnętrze. 

— Yhmm każdy z nas się zmienia. Baekhyun jest zbyt pewny siebie a do tego zależy mu tylko na jednym.


— Seks.


— Dokładnie. To chyba męczyło Yeola... zresztą... zadzwonię jutro do niego i zrobię wywiad środowiskowy. Z Byunem też będę musiał porozmawiać ale jakoś ciemno to widzę.


— Ja od samego początku uważałem, że Chan nie powinien z nim być. Po prostu... Baek jest rozrywkowy i najlepiej cały czas by chodził na imprezy.

— Najważniejsze jest to, aby Chanyeol sam odkrył co w jego życiu jest nie tak i zmienił to. Inaczej nigdy nie będzie szczęśliwy.— uśmiechnął się lekko.


— Mogę coś zrobić?— Kai uniósł głowę do góry.

— To zależy co.— jego oczy zaglądały wprost te, które należały do bruneta. W nikłym świetle miejskich latarni, były prawie czarne ale dla Kyungsoo były tak samo urzekające jak zawsze.


  Jongin nie odpowiedział mu już, nachylił się i jego usta spotkały się z tymi D.O. Ciepłe wargi Jongina nie stanowiły żadnego oporu dla języka starszego. Wręcz przeciwnie, chętnie rozchyliły się pod jego naporem. Kyungsoo przycisnął do siebie jeszcze bardziej, równocześnie badając swoim językiem jego podniebienie. Przesunął delikatnie po języku bruneta, wydobywając ciche westchnienie z młodszego.

— Czasami jesteś naprawdę niegrzeczny.

— 
Uznam to za komplement.— mruknął Kai, wracając zaraz do pocałunku. D.O nie protestował i tym razem, jedynie uśmiechnął się. Ciesząc się z takiego obrotu sprawy.



。。。

  Jongdae bawił się swoim telefonem, obracając go nieustannie między palcami. Na biurku leżał stos książek świadczący o tym, że chłopak jeszcze niedawno próbował się uczyć. Wełniany sweter na jego ramionach chronił go przed zimnem jakie panowało w pomieszczeniu. Nieszczelne okna to nic fajnego. Tuż obok książki od fizyki leżał zeszyt zapisany drobnym, zgrabnym pismem Chena, zaraz przy nim znajdowała się ramka ze zdjęciem. Na prostokątnym kawałku papieru, stali obok siebie Kai, Tao i on sam, szczerząc się jak głupi do aparatu. Cyknęli tą fotkę na początku zeszłych wakacji, jeszcze gdy Huang stał o własnych siłach. Robili wtedy śmieszne miny a Kyungsoo robiący zdjęcie, trząsł się ze śmiechu. Na to wspomnienie kąciki ust karmelowłosego uniosły się samoistnie, choć nawet z kamienną twarzą wyglądał jakby się uśmiechał. Jego przeklęte usta wciąż wyginały się w uśmiechu, co nie jednokrotnie wprowadzało niedomówienia. Trzaśnięcie drzwiami otrzeźwiło go na tyle, aby wstać z krzesła i z zamyśloną miną iść do salonu.

  Tak jak myślał, osoba, która opuściła swój pokój, a raczej łazienkę, był nie kto inny jak Baekhyun. Ubrany w obcisłe rurki i białą bluzkę z dekoltem w serek, szukał swoich butów aby, zapewne, móc wyjść do klubu. Chodził do niego nawet w dzień, wciąż obijając się zamiast pracować. Chłopak pokiwał skwaszony głową, kiedy Byun puścił mu oczko i wyszedł z mieszkania. Matka Jongina wciąż okupowała pokój blondyna, nie wychodząc z niego ani na chwilę. Chen zastanawiał się czy ona w ogóle chodziła do toalety załatwiać potrzeby fizjologiczne. Rzucił się na wolna kanapę i sięgnął po pilota.

— Siemasz.— przywitał się D.O, wychodząc z niby kuchni. — Matka Kai'a wyszła choć na chwilę z pokoju?

— Cholera wie.— wzruszył ramionami, przeskakując po kanałach. — Mam ważniejsze sprawy.

— Zastanawianie się czy odpisać studentowi czy nie? Jesteś taki uroczy.— starszy z uśmiechem poczochrał mu włosy, uśmiechając się.

— A Jongin pewnie jest w studio? Wstrzymaj się z ta swoją czułością, bo poskarżę się rodzicom, że mnie molestujesz.

— Dzieciak.

— A ty jesteś staruch. Naprawdę nie wiem co Jonginowi się w tobie podoba, on chyba po prostu leci na twoje wypieki.

— O, nie. To rani moje serce.— złapał się z udawanym przerażeniem za pierś i opadł na kanapę.

— Jak nie żyjesz, to chociaż weź się trochę przesuń w prawo. Gnieciesz mi nogi.

— Zrobię to tylko wtedy, jeśli w końcu opowiesz mi jak teraz wygląda relacja między tobą a twoim kochasiem.

— Pff chciałbyś. Auuł! złaź ze mnie!  Kyungsoo zwalił się całym ciałem na młodszego. — Gnieciesz mnie!

— No to gadaj.

— To jawny szantaż!

— Jak chcesz.

— Dobra, niech ci będzie. westchnął zrezygnowany. — Ale złaź już ze mnie, bo rozpłaszczasz mi nos.- gdy czarnowłosy umożliwił już mu ponowne oddychanie, usiadł po turecku, twarzą do chłopaka.

— No więc... piszemy ze sobą. Okazało się, że w czasie naprawy telefonu postanowił podkraść mój numer, no i tak się zaczęło. Flirtujemy...— mruknął czerwieniąc się.

— Woł! Nasz ChenChen się zakochał. Powinieneś się z nim spotkać.

— Właśnie wiem i dlatego chcę go zaprosić na następny występ. Przy okazji i wy go poznacie.

— To dobry pomysł. Chętnie poznam drugiego takiego zakręconego idiotę jak ty.— parsknął śmiechem widząc jego minę. — No przepraszam, ale musisz mi przyznać, że początek waszej znajomości był raczej nietypowy.

— A twój i Jongina to nie lepszy.

— Przynajmniej ja nie rozwaliłem mu telefonu.

— Czepiasz się szczegółów. A teraz pomóż mi w ładnym sformułowaniu tejże wiadomości do mojego znajomego.

— ekhem.. chłopaka...ekhem

— Co ty dam gadasz?

— Nic, nic. No to pokaż ten smartfon...

.....

— Nie! To jest zbyt poważne. Jakbyś go na stypę zapraszał. Daj mi to! D.O wyrwał mu telefon z ręki i uciekając po salonie, przed Chenem, pisał wiadomość.


Od: Jongdae

Hej! W przyszłym tygodniu, to jest środa, razem z chórem mamy kolejny występ.
Miło by było gdybyś wpadł i posłuchał jak śpiewam, później możemy gdzieś wyjść jeśli oczywiście będziesz chciał xx

— No i już.

— Wysłałeś?! Pokaż mi to, no! w końcu go dopadł, tuż przy pokoju Chana i Byuna. — O... może właściwie być.

— Na następny raz po prostu przyjdź do mnie, a nie, zwlekasz. Ludzie tak szybko odchodzą...— zanucił Kyungsoo wstając z podłogi. — Dobra, ty wyleguj się przed telewizorem ale ja idę spotkać się z Yeollem. Zrobisz coś z tego co mamy w lodówce, kolacje?

— Spróbuję, jak coś zostaw pieniądze to przejdę się do sklepu. O! I pozdrów go ode mnie!

。。。

  Kyungsoo uniósł zdziwiony brwi widząc Chanyeola w peruce.

— Zmieniasz płeć? spytał kpiąco.

— Jestem siostrą Chana, Yorin.- czarnowłosemu zrzedła mina i przerażony zaczął się jej kłaniać.

— Przepraszam! Przepraszam, ale jesteście tak podobni!

— Nic się nie stało. Nie ty pierwszy nas mylisz, zapraszam.— otworzyła szerszej drzwi. — Chanyeol bierze prysznic.

— Wybacz mi, zrobiłem z siebie idiotę. — zawstydzony D.O usiadł na jednym z foteli i po raz ostatni ukłonił się.

— Jesteś kochany. Ktoś taki powinien być twoim chłopakiem a nie ten szpaner!— wrzasnęła zalewając kawę w kubkach.

— Głuchy nie jestem.— warknął Park pojawiając się w progu. — Siemasz, Soo. Co u was?

— Matka Jongina jest cyborgiem i nie wychodzi z pokoju a Chen zaprosił swojego kochasia na kolejny występ. 

— Odważył się?! Należą mu się brawa. ucieszył się ale jego głos został stłumiony przez ręcznik, którym wycierał włosy.

— Też się zdziwiłem. przytaknął. — Zmienił się przez te miesiące. 

— No dobra, ja już nie podsłuchuje. Jaj coś to wołajcie.  dziewczyna postawiła dwa kubki na stoliku, po czym zamknęła się w swoim pokoju.

— Więc..... masz siostrę.  zagadnął po chwili ciszy, Kyungsoo.

— Tak. Jest starsza o pięć lat.

— Wychodzi na to, że prawie nic o tobie nie wiem.

— Możliwe.— przyznał. — Moje życie w gimnazjum i liceum kręciło się w okół znajomych siostry. Mój pseudonim-głupek Noony.

— I gdzie ty niby spotkałeś tam Baekhyuna? On jest z innej bajki.

— Dałem się zwieść i zrobiłem krok w bok, nikt mnie nie powstrzymywał.— przyznał. Ręcznik został przewieszony przez oparcie, obite brązową płachtą. — W tamtym czasie w ogóle jakoś moje więzi z rodzina się rozluźniły, wiesz, ten młodzieńczy bunt.

— U Baeka on chyba trwać będzie wiecznie.

— Najpierw myślałem, że to faktycznie taka otoczka. Żeby udowodnić znajomym jaki to on nie jest, ale z czasem, gdy przekraczał kolejne granice, zorientowałem się, że on całkowicie się pogubił.

— Trzeba przyznać, że to faktycznie jest niepokojące. Kiedyś mój przyjaciel, Luhan, specjalnie zaczął się umawiać z chłopakami aby wkurzyć swoich rodziców. Jednak gdy spotkał Xiumina oni wciąż myśleli, że to taki bunt. Do tej pory Luhan nie ma z nimi kontaktu. — Kyungsoo już kiedyś przedstawiał Chanowi swoich starych znajomych. Spotkali się parę razy całą ekipą, więc chłopak orientował się w osobach.

— Jego życie już mnie nie interesuje, okej? Byłem głupi i postanowiłem wdać się z nim w coś więcej, niż tylko seks. To był najgorszy błąd mojego życia ale dzięki temu wiem już, że potrzebuje czegoś stałe, co będzie miało zobowiązania i będzie wypełnione uczuciami i intymnością. Byun nie oferował mi żadnej z tych rzeczy.

— Każdy z nas w końcu dorasta i zdaje sobie sprawę, że to życie które aktualnie prowadzi nie satysfakcjonuje go. Sam przez to przechodziłem, to był jeden z powodów rzucenia pomysłu studiów do śmietnika. 

— To idiotyczne, zachowujemy się jak staruszki.— zauważył nagle Park, odstawiając kubek.

— Mów za siebie. Ja tam się czuje młodo, a wbrew pozorom nasze pokolenie dorosło szybciej niż te poprzednie. 

— Już niedługo zaczną ci się robić zakola a potem wyłysiejesz całkowicie.

— Ja tu z tobą prowadzę konwersację na poziomie a ty się ze mnie nabijasz. Co za kultura. oburzył się, sącząc kawę.

— Lubię rozładowywać napięcie. 

— To widać... myślisz, że twoja siostra będzie mi wiecznie wypominać to, ze ją z tobą pomyliłem?

— Nie ty jeden.— wzruszył ramionami całkowicie nieprzejęty. — Yorin to bawi, jeszcze nigdy nie strzeliła tego, tak zwanego kobiecego focha. 

— To dobrze, już bałem się, że popadnę w jej nie łaskę.

— W dzieciństwie oboje mieliśmy krótkie włosy i ludzie mylili nas na każdym kroku. Wracając jednak do tego czynszu..

— Nie musisz go płacić. Biedny nie jestem.

— Ale pieniędzmi też nie sypiesz. Z zasady zapłacę i nawet nie kwestionuj, bo skoro jesteś moim Hyungiem i dałeś mi dach nad głową, to muszę się odwdzięczyć.

— Niech ci będzie Chanyeol... ale jak już wywalę Baekhyuna z mieszkania, to wracasz z powrotem.

。。。

— Suho! — Oh stał z telefonem starszego przy uchu. — Minho pyta się czy wolisz kuchnię włoską czy meksykańską.

— Włoską! I powiedz mu, że nie musi kupować już alkoholu!— odkrzyknął z łazienki, zajęty rozwieszaniem prania.

— Nom, woli tą pierwszą, no i nie bierz już piwa. Suho już je załatwił. Tak, jakbyś mógł. To pa.— rozłączył się, patrząc jak Kim wchodzi do kuchni.

   Ciemnobrązowe włosy sterczały na wszystkie strony, oczy świeciły swoim zwyczajnym blaskiem i Sehun nie mógł się nadziwić, że ten wciąż nie był w stałym związku. Oczywiście, od prawie 6 miesięcy spotykał się z Lee Minho, przystojnym baristą, choć Oh uważał, że w jego rodzinie musiały być jakieś ropuchy , bo takich oczu normalni ludzie nie mają. Junmyeon był średniego wzrostu, zaledwie 1.69 a sylwetka miał chudą, jeśli więc zakładał dresy wyglądał jak uczeń gimnazjum, więc z racji tego Suho starał się ubierać jak najpoważniej. Pomimo tego jednak był naprawdę ładny, lekko wystające kości policzkowe, wąskie usta, brązowe oczy z naprawdę długimi rzęsami, no i ta burza włosów. Sehun czasami sam wzdychał na widok starszego, który na siłowni po wyczerpujących ćwiczeniach, przeczesywał je długimi palcami patrząc się tak rozognionym wzrokiem na wszystko dookoła. Gdyby Suho nie był starszy o 9 lat od niego, to może i by próbował z nim flirtować. Choć pocałowali się kiedyś, głupi epizod z alkoholem, skiwotał Kim, to blondyn nie czuł nic specjalnego co powinno się zadziać, jeśli faktycznie zakochałby się w nim. Więc nie miał nic przeciwko gdy Minho zaprosił bruneta na kolację. Oboje, zbliżając się do 30-stki nie znaleźli nikogo na stałe, postanowili więc dać sobie szanse i Sehun mocno ich dopingował. Lee nie miał nic przeciwko towarzystwu blondyna, sam posiadał znajomego w jego wieku i przyzwyczaił się do energicznych i wścibskich nastolatków. Sam był raczej spokojny, choć często opowiadał jak to za młodu szalał i tańczył w barach do białego rana. Sehun lubił ich słuchać, tak samo jak opowieści  Junmyeon, które nazywał magicznymi. Kiedy po raz pierwszy przekroczył próg domu dziecka, to właśnie on wzbudził w nim największe zaufanie. Miał zaledwie sześć lat, kiedy on piętnaście ale Suho się nim zaopiekował. Nawet gdy już stał się pełnoletni i tworzył własną cukiernie, to wciąż odwiedzał Sehuna i  bawił się z nim. Oh był uroczym dzieckiem, więc chętnych na adopcję było wielu ale chłopak robił wszystko aby do nich nie doszło. Rozrabiał, przeklinał, uciekał i bawił się jedzeniem, wszystko to po to, aby nie musieć rozstawać się z Suho. Z czasem ten go adoptował i w papierach od tamtego czasu figurował jako jego oficjalny opiekun prawny. I dalej ich zwyczajem było opowiadanie bajek, przez Kima, nawet jeśli blondyn znał je już na pamięć a brunet nie miał nic przeciwko. Ich mały sekret nie wyszedł na jaw ale Sehun ciut obawiał się, że w przyszłości nikt nie będzie brał go na poważnie ale on nie potrafił usnąć inaczej.

— I za ile będzie?

— Za jakieś dwadzieścia minut.— blondyn siedział na krześle schylając się nad zeszytem, który dostał od Chanyeola.

  Jego zgrabne, pochyłe pismo wprawiało blondyna w swojego rodzaju ekstazę, wyglądało to jak kaligraficzne pismo i Sehun zamykając oczy widział jak chłopak tymi długimi, bladymi palcami trzyma długopis i kreśli litery na białym papierze. Po tym jak przeczytał jego twór był oczarowany, jego usta same się otworzyły łapiąc chłodne powietrze. Przed swoimi oczami miał piracki statek, sunący po pełnym ostrych fal morzu, skrzynie pełne, świecących w promieniach słońca, brylantów i złotych monet. Zielonkawa woda, zimny odmęt pełen ryb, który wydawać by się mogło - iskrzy.  Wysoki, drewniany maszt z podziurawionym białą płachtą materiału i piraci, spaleni na brąz w ostrym słońcu i wolni od wszelkich trosk. I brukowana ulica, biegnące po niej konie, stukot kopyt, krzyki sprzedających na straganach, gwar miasta, i kamienny zamek pełen tajemnic. Sehun widział to wszystko, przed jego oczami widniał realny świat, który nakreślił Chanyeol. To było tak niesamowite, że po przeczytaniu fragmentów, chłopak był tak urzeczony, że nie mógł zasnąć. Udało mu się usnąć dopiero nad ranem, gdy słońce wschodziło już na nieboskłon. Przyrzekł sobie, że zrobi wszystko aby Chan został jego chłopakiem. Wtedy zmusi go do dokończenia i będzie miał co czytać aby zasnąć. Westchnął dzierżąc w dłoni ołówek i powracając do pisania małych poprawek a dokładniej zabrał się za opisywanie postaci. Stwierdził, że w ten sposób może nie tylko zabłysnąć przed Chanyeolem ale i pomóc w pisaniu. Narysował małe wersje postaci, w średniowiecznych kostiumach a obok imiona i opisy. Starał się zrobić to jak najlepiej i pomimo ciekawskich spojrzeń Suho.

—Za ile wychodzisz?— spytał Kim siadając na przeciwko.

— O siedemnastej, więc będziesz mógł później pomiziać się z Minho. Tylko ostrzegam - jak wrócę, nie chce widzieć was uprawiających seks na kanapie. To obrzydliwe.

— Dobrze, zrobimy to na twoim łóżku.-zażartował a Sehun pokazał mu środkowy palec.— Ten paluszek to ty se w tyłek wsadź. Jak będziesz wracać to napisz sms'a.

— Okej. Jutro idziesz normalnie do pracy, no nie? Bo chciałbym abyś zawiózł mnie jutro do tego sklepu w centrum. W metro jest zbyt tłoczno.

— Moje auto odmawia ostatnio posłuszeństwa i nie jestem pewny czy jutro w ogóle odpali ale okej. Ewentualnie Minho może cię podwieźć ale to rano.

— Zagadasz z nim? Wróciłbym już wtedy sam.

— Sądzę, że nie będzie miał nic przeciwko.

— To dzięki.— uśmiechnął się z wdzięcznościom.

— Swoją drogą, powinieneś częściej rysować. — mówiąc to wyrwał mu notatnik, przeglądając go. — On pisze książkę?

— Dobrze wiesz, że wychodzą mi tylko chibi. Też tak myślałem ale powiedział, że po prostu czasem pisuje.

— Całkiem niezłe. odpowiedział przewracając kartki. Nagle parsknął śmiechem.

— No co?

— ale ty walisz teksty - gibki jak guma od majtek, cichy jak stado przedszkolaków.

— Czepiasz się. Są normalne.

— Jak ty, czyli niezbyt.

— Hyung!

— Dobra, ideę sobie.— roztrzepał jego włosy i zniknął za rogiem.

  Sehun poprawił ostatni obrazek i sprawdził czy opis jest poprawny. Z zadowoleniem zamknął notatnik. Już wczoraj zadzwonił do czarnowłosego, tamten zdziwił się nieco ale zaproponował spotkanie w następnym dniu. Cieszył się ale stojąc teraz przed szafą pełną ubrań, nie wiedział co ma założyć. Ostatnim razem gdy się widzieli Chanyeol miał na sobie czarne spodnie, bluzkę w paski i ciepły sweter. Zastanawiał się wtedy czy nie jest mu zimno ale ten facet jest dosłownie gorący. Blondyn nie wiedział więc czy ubierając się zwyczajnie, zwróci jego uwagę. Ostatecznie wciągnął na nogi jeansy a na górę szary sweter, który podkreślał bladość jego skóry. Do kieszeni kurtki upchnął telefon, portfel i klucze, notatnik postanowił nieść w ręku. Pożegnał się z Suho życząc mu udanego wieczoru i wyszedł.

  Śnieg już właściwie topniał ale wciąż pokrywał większą część ziemi. Omijając więc tworzące się bajorka błota, ruszył w stronę black space. Słońce przedzierało się mackami poprzez chmury, próbując ogrzać rumiane z zimna twarze. Ptaki latały nisko a samochody sunęły jakby z rozpaczą po jezdni. Gdy Sehun wchodził do kawiarenki, Chanyeol siedział już przy jednym ze stolików. Pomachał do niego i przywołał gestem. Oh usiadł, zdejmując kurtkę  zawieszając ją na oparciu krzesła.

— Hej.— przywitał się. — Sądzę, że to mistrzostwo i dałem coś od siebie.

— Dopisałeś coś?— spytał otwierając zeszyt. Uniósł brwi, gdy zobaczył pierwszy z rysunków jednak gdy przeczytał opis jego kąciki ust uniosły się do góry. Przy ostatniej postaci uśmiechał się już szeroko.

— wow, to jest super! Sam to zrobiłeś? Te rysunki są urocze.

— To nic takiego. Pomyślałem, że to ci się przyda do dalszego pisania.— odpowiedział, trąc kark dłonią.

— Starałem się żeby wyszły jak najlepiej ale nie jestem pewny efektu końcowego.

— To jest naprawdę fajne. Podoba mi się. Rysujesz profesjonalnie?— spytał odkładając na bok czarny notatnik.

— Nie, czasami rysuje takie maluszki. Nic innego mi nie wychodzi. Ale chciałem ci powiedzieć, że to co stworzyłeś jest naprawdę piękne. Twój styl pisania jest taki lekki, że każde słowo unosi wyimaginowany obraz świata. Potrafisz też sprawić, że mam ciarki na plecach czytając co niektóre fragmenty. Chciałbym żebyś pisał dalej.

— No daj spokój, tak dobre to to nie jest.— zawstydził się Chanyeol.— Mówiłem ci, że pisuje raczej sporadycznie i dopiero się uczę.

— No i? Chociaż spróbuj. Nie chciałbyś aby twoja książka była bestselerem i była w każdej bibliotece oraz księgarni? — przekonywał.

— Fajnie by było, jak tak nalegasz to może... zamawiamy coś?

— Jeśli mają czekoladową bubble tea to oczywiście.— uśmiechnął się.

— Ostatnio też ją piłeś? Takie twoje małe uzależnienie?

— Trochę. A ty masz jakieś?

— Niespecjalnie, przynajmniej ja o niczym nie wiem.

— Hmm.— przytaknął a zaraz potem pojawiła się kelnerka. Spisała zamówienie i odeszła do lady.

— I jak tam twoje zbieranie na wyjazd do Niemiec?

— Średnio.— wzruszył ramionami. — Nie mam stałej pracy, więc to jeszcze trochę potrwa.

— To ile ty właściwie masz lat?

— Dziewiętnaście. Ty masz pewnie dwadzieścia parę.

— Mam dwadzieścia lat. Wyglądam aż tak staro?— oburzył się teatralnie. — W zeszłym miesiącu miałem urodziny, więc wychodzi na to, że jesteśmy z tego samego rocznika.

— Powiedziałbym raczej, że jesteś za przystojny jak na dwadzieścia lat.— odpowiedział, przyjmując od kelnerki swoją bubble tea.

— Pozwolę to sobie uznać za komplement.— przed Chanyeolem znalazła się butelka soku wiśniowego, zamiast zakrętki miała wsadzoną już słomkę.

— Wracając... od jak dawna piszesz? Wciąż powtarzasz, że dopiero się uczysz ale ja odnoszę zupełni odwrotne wrażenie. To raczej nie jest coś, co piszą przeciętni autorzy fanfiction w internecie. Nie pytaj skąd wiem.odrzekł od razu, widząc jak ten otwiera już usta. — Mam ześwirowanego opiekuna. Nieistotne. Więc?

— Normalnie, ja naprawdę piszę od niedawna.— wzruszył ramionami. — Pracuje jako barman, moja zmiana zaczyna się od dwudziestej pierwszej, więc za dnia po prostu się nudzę. Raz wziąłem kartkę i coś nabazgrałem i tak teraz to ciągnę w tym notatniku. Nic wielkiego, żadnych fajerwerków.— sprostował.

— Jako barman? Szczerzę, gdy zobaczyłem cie po raz pierwszy, myślałem, że jesteś szefem jakiejś firmy.

— Naprawdę?— parsknął śmiechem. — Wszyscy moi znajomi widzą mnie raczej jako energicznego dziesięciolatka.

— To coś pomiędzy.— przytaknął, bawiąc się słomką.

— Tak apropo - bardzo zależy ci na tym abym skończył pisać?— Sehun pokiwał nieśmiało głową. W takim razie coś, za coś. Co ty na to?— uniósł brew, wykrzywiając twarz w komicznej wersji pytania. Oh musiał zmusić się całą swoją wolą, aby nie wybuchnąć śmiechem. Chrząkając odpowiedział.

— Niech będzie.

— Umów się ze mną na randkę.

 Sehun omal nie zakrztusił się swoją bubble tea. Czuł jak jego policzki nabiegają krwią, tworząc niezbyt ładne, w jego mniemaniu, rumieńce.

— Cena chyba adekwatna, no nie?

—O..ookej.— wystękał, zasłaniając policzki. — Ale oczekuję, że już na następne spotkanie będziesz miał kolejny rozdział.


。。。

  Kulki czekoladowe wesoło pobrzękiwały w misce, mleko grzało się w garnuszku a Kyungsoo krzątał się w kuchni. Taki widok zastał Kai o poranku, gdy wciąż zaspany przeciągał się, idąc coś zjeść.

— Cześć, kochanie. Wyspałeś się?

— Mogło być lepiej. Na treningach wyciskają z nas siódme poty, więc o pełnym relaksie nie ma mowy.— brunet złożył całusa na policzku D.O i usiadł przy stole.

—A w szkole tak jak wcześniej?— widząc jak przytakuje, westchnął. — Chen też już narzeka, ciągle tylko lata od szkoły do teatru. Jak tak dalej będzie, to się wykończycie. Zjesz jajecznicę?

— Zjadłbym konia z kopytami, więc jak najbardziej. Baek w łazience?

— Nie wrócił od wczoraj, pewnie zasnął u kogoś w łóżku. 

— Hejka.— w kuchni pojawił się Jongdae. — Czuję jajka, hmmm....— zaciągnął się zapachem. — Pychota.

— Tylko dlatego wstałeś?

— Między innymiiii-- ziewnął niespodziewanie. — Siedziałem do trzeciej w nocy i powtarzałem materiał z arytmetyki. Dalej nic nie rozumiem ale już walić to, chce mi się spaaać!— jęknął kładąc głowę na stół. 

— Ty przynajmniej masz jakiś czas na naukę a mnie cisną w studiu.

— Matura to bzdura. Soo ... a dla kogo te płatki?— Chen opierał się teraz policzkiem o drewniany blat stołu. Jego oczy były podkrążone a włosy sterczały zabawnie. 

— Dla mnie. Zbrzydła mi jakoś ostatnio jajecznica. wyłączył gaz pod patelnią i garnkiem. — Gotowe.

— Jesteś chłopakiem na medal.— wyszczerzył się Kai, gdy wylądował przed nim talerz pełny aromatycznego jedzenia.

— Przestań bo się zaczerwienie.

— Jesteś blady jak sufit. Ty się w ogóle opalasz? 

— Pozwolę to sobie z grzeczności nie komentować.

— Z grzeczności to ty powinieneś mi odsunąć krzesło.— zamarli, gdy usłyszeli zimny kobiecy głos. Obok nich stała elegancko ubrana matka Jongina, z miną jakby zobaczyła wnętrzności psa. — Stoję tu już dłuższą chwilę. 

— O..oh, oczywiście.— Kyungsoo zerwał się z miejsca.

— Daj spokój. Kai złapał go za łokieć. — Moja mama też potrafi to zrobić, nieprawdaż? — uniósł kpiąco brew.

— A twój chłopak jest niekulturalny.— wysyczała wściekle siadając na krzywo odsunięte, przez Chena krzesło. 

— Bo co? Masz dwie lewe ręce?!

— Po za tym co to za speluna? W życiu nie widziałam gorzej urządzonego mieszkania. I co to jest, kupa?— wskazała na wciąż parujący posiłek przed Jongdae.

— Wypraszam sobie! Sam urządzałem ten lokal!— oburzył się karmelowłosy. Jego własna reakcja zadziwiła go na tyle, że po chwili siedział już ze spuszczoną głową. 

— Jest ładnie! To nie jest cholerny pałac, urządziliśmy go tak jak chcieliśmy! Nie masz się czego czepiać?— Jongin wstał opierając ręce na stole, nachylił się.

— Usiądź i nie udawaj, że nie mam racji.

— Pieprzysz głupoty! Zresztą ty nie robisz nic innego, co nie? Całymi dniami siedzisz tylko w tej cholernej willi i myślisz sobie jaka to jesteś zajebista i lepsza od innych! To nawet Stev zmądrzał.

— Ty też skończysz jak plebs, jeśli będziesz zadawał się z tymi.. tymi.. lumpami.

— Hola, hola, hola. Zwolnij kobieto!

— Jak ty się do mnie odzywasz?!— także wstała. Teraz jej twarz wykrzywiła się w grymasie złości.

— Magicznie.— sarknął. — Powiedz o co ci chodzi i wracaj do domu!

— Nie możesz być gejem, życie sobie marnujesz! 

— I o to tyle szumu, bo jestem gejem?!

— Potrzebna jest ci kobieta, miła, kulturalna, urocza, taka, którą będziesz mógł ratować z opresji. Na przykład taka Hannah albo Julliet!

— A może to ja chcę być ratowany z opresji? A ty powiedz szczerze, czemu wolisz facetów.

— Co to ma..

— Powiedz!

— Bo mają penisa.— wybąkała.

— No właśnie.— pokiwał głową z miną jakby rozmawiał z przedszkolakiem. — Wolę być posuwanym a nie tym co posuwa. Proste.

— To oburzające!

— Ty jesteś oburzająca. Twoje zachowanie jest paskudne, mam własne życie i to ode mnie zależy czy jestem buddystą czy chrześcijaninem, panseksualny czy aseksualny, lubię truskawki czy brzoskwinie! 

— Tak się bawić nie będziemy! Pakuj się! Zostaniesz prawnikiem i będziesz mężem Roxany.

— D.O trzymaj mnie bo zaraz po prostu nie wytrzymam. Czy ty do reszty postradałaś rozumy?! Nigdzie nie idę i nie szuja mnie więcej, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.

— Wydziedziczę cię!

— Proszę bardzo! Wszystko, tylko nie twoja parszywa twarz z rana! — kobieta odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę byłego pokoju Chanyeola. — Adios, i nigdy nie wracaj.

— Jeszcze ci pokaże!— krzyczała na parkingu, gdy upychał jej walizkę do samochodu. Zatrzasnął mocno bagażnik i z wysoko uniesioną głową ruszył do bloku. 

Za odjeżdżającym samochodem unosiły się tumany kurzu i śniegu. Jongin namiętnie całował Kyungsoo przyciskając go do ściany a Jongdae czym prędzej ulatniał się. 

Życie w ich malutkim mieszkanku powoli wracało do normy....


。。。

— Bladego pojęcia nie mam.— wzruszył ramionami. — Może to było wtedy, gdy Tiff złamała rękę.

— Ile razy mam wam powtarzać, abyście przestali tak mówić?! Po za tym, to zdjęcie jest z tego okresu co Chan nie mógł rozstać się ze swoją fretką. Pamiętam jeszcze jak ja zgubił i oczywiście ja musiałam jej szukać.— odgarnęła włosy z twarz i wygodniej rozsiadła się na stosie poduszek.

— Wybacz, jednak to brzmi lepiej. Sama rozumiesz.— wyszczerzyła się Amber, po czym przybiła piątkę z Minho.

— To wszystko przez ciebie, Lee. — wskazała na niego oskarżycielsko palcem. — Szpaner. 

— Kiedy mówimy do ciebie Tiffany, przed oczami mam zapyziałą bibliotekarkę z naszego liceum.— stwierdził Chanyeol, wpychając do ust kolejną garść popcornu.

— Dobra, już się nie odzywam.— warknęła.

— Nie obrażaj się kochanie.To imię jest kwintesencją ciebie.

— Wielkie dzięki.

— Nie o to mi chodziło!

— Przecież wiem. Dziękuje.— pocałowała Liu w policzek i zrobiła jej miejsce obok siebie. — A gdzie Yorin?

— Kibel ją pochłoną.

— Dzięki, Minho. Chyba nikt porządnie cię ostatnio nie uderzył.— w pokoju pojawiła się czarnowłosa z miną skazańca. — Nigdy więcej nie jem lazanii, mowy nie ma. 

— Ale żeście się mnie dziś uczepiły. O! a to jest nasza ukochana Channela.— zaśmiał się widząc zdjęcie. — Wyglądałeś tu naprawdę uroczo!

— Hyuung!

— No co Channie, to święta prawda. Wyglądasz jak urocza dziewuszka! Takie nogi piechota nie chodzą.

— Wszyscy myśleli wtedy, że mam siostrę bliźniaczkę. Weźcie się ściśnijcie.

— Te rajstopy mnie strasznie uciskały. — skrzywił się Park.  — Nie wiem jak wy możecie non stop chodzić w staniku. Bycie kobietą jest przereklamowane.

— Żebyś wiedział. Faceci mają za dobrze. — przyznała rację Tiffany.

— Możemy przeglądać te zdjęcia szybciej? Jesteśmy przy trzecim a minęła prawie godzina!


  Całe towarzystwo leżało na miękkim kocu, rozłożonym na panelach w salonie mieszkania Tiffany. U góry znajdowała się sterta różnorakich poduszek, które zakupiła przez te wszystkie lata. Dzięki temu leżeli wygodnie przed ekranem telewizora, na którym oglądali zdjęcia z dzieciństwa, zamiast cisnąć się na wąskiej kanapie. Na małym drewnianym stoliczku, który znajdował się pomiędzy nimi, stały miski z przekąskami i butelki piwa. Amber dodała parę rzeczy od siebie, to jest: orientalne zapachowe świeczki i wódkę, którą dostała od znajomych. Lee, jako ten najbardziej obeznany z elektroniką, dzierżył w dłoni pilota, którym przewijał zdjęcia, w drugiej dłoni trzymał butelkę, sącząc z niej co jakiś czas trunek.

— Dobra, dobra. 

 Na ekranie pojawiła się grupka uśmiechniętych dzieciaków. Robili śmieszne miny, stojąc w strugach deszczu na środku miast.


— Pamiętam to. To nasza pierwsza wspólna wycieczka.— zauważył Chanyeol.

— Wtedy było fajnie. Niczym się nie przejmowaliśmy, wszystko nas cieszyło.

— To były czasy. 

— Czasami mam ochotę cofnąć się w czasie. — przyznała Yorin. — Nic bym nie zmieniała, ale po prostu chciałabym przeżyć to wszystko jeszcze raz. 

— Chciałem wtedy zostać strażakiem. — skrzywił się Minho. — Dzięki bogu, że jednak zmieniłem zdanie.

— A co, zakochałeś się w kimś?

— Tak.

— Bo już myś... czekaj, co?! — Amber zakrztusiła się wodą. Kaszlała chwilę aż w końcu Chan nie zlitował się nad nią i nie uderzył jej w plecy. — Masz kogoś?

— Od jakiś sześciu miesięcy.

— I ja dowiaduje się o tym dopiero teraz? Pff też mi przyjaciel...— fochnęła się. 

— Nasz głupek noony zresztą też. — pochwaliła się Park.

— Czego my się tu dowiadujemy! Opowiadajcie chłopaki - kto to!

— To właściciel restauracji Black Space. Jest przystojny i uroczy.— uśmiechnął się głupio, oczami wyobraźni widząc go.

— To będziemy mieli darmowe żarcie? — ucieszyła się Yorin.

— Jeszcze jakieś pikantne szczególiki? — Tiffany poruszyła zabawnie brwiami.

— Jest seksowny, jeśli o to chodzi. Plus - ma pod swoją opieką takiego jednego dzieciaka...

— Ma dziecko?!!

— Nie! Nie, oni tak naprawdę nie są ze sobą spokrewnieni, tylko bardzo zżyli się w domu dziecka.

— Mam dziwne wrażenie, że z tym dzieciakiem to ja się aktualnie umawiam....

— Z Sehunem?

— Tak, jeśli twoim chłoptasiem jest Junmyeon.

— No to jesteśmy w domu. — przybili sobie żółwiki.

— Hola, stop. Ja trochę nie ogarniam... więc ten Jungmo...

— Junmyeon.

— Junmyeon. Wychowywał się w domu dziecka razem z Sehunem, a że dogadywali się to adoptował młodego i w papierach jest jego prawnym opiekunem, tak?

— Si. Dodatkowo ja umawiam się z Sehunem a Minho Hyung z Suho.

— Oł.. interesujące. — przyznała z uznaniem Amber. 

—  Krystal mi o tym mówiła. Jesteście tematem plotek numer jeden, tak w ogóle.

— No i co zrobisz? No nic nie zrobisz. — wzruszyła ramionami czarnowłosa. — Pokazujcie te zdjęcia, bo mi się nudzi. Chcę dalej powspominać!


。。。
ce. — przyznała z uznaniem Amber.

— Krystal mi o tym mówiła. Jesteście tematem plotek numer jeden, tak w ogóle.

— No i co zrobisz? No nic nie zrobisz. — wzruszyła ramionami czarnowłosa. — Pokazujcie te zdjęcia, bo mi się nudzi. Chcę dalej powspominać!

。。。

Jongdae schodząc ze sceny był jeszcze bardziej zestresowany niż przed występem. Nie mógł już doczekać się spotkania ze swoim chłopakiem. Wciąż nie potrafił zrozumieć jak to wszystko w ogóle się stało, bał się, że czar magicznej wróżki chrzestnej zaraz pryśnie. Xing był naprawdę miły i był pierwszą osobą, która była gotowa poświęcić mu cały swój cenny czas. Dotychczas tylko komunikowali się telefonicznie - parę razy dzwonili do siebie i to też wtedy czarnowłosy poprosił go o chodzenie ze sobą. Bardzo chciał aby jego znajomi zaakceptowali go, bo prawda była taka, że ich zdanie było dla niego najważniejsze. Widząc za kulisami swoich znajomych i chłopaka, boże, jak to brzmi, ruszył w ich stronę.

— Cudownie śpiewasz. — właśnie tak przywitał się z nim YiXing, po czym przytulił go.

To, że Chen niemal zadławił się powietrzem na jego widok było oczywiste. Tak samo jak błysk w oczach i rosnący rumieniec na policzkach. Miał ochotę krzyczeć i skakać jak dziecko, ale był zbyt zestresowany aby zrobić jakikolwiek ruch. Potrzeba jak najlepszego przedstawienia się zwyciężyła. Chłopak odchrząknął i uśmiechnął się.

— Dziękuję. — pocałował go w policzek.

— A teraz Jongdae porozmawiajmy o tym jakim jesteś idiotą, i ty Lay także. — odezwał się Kyungsoo niszcząc tą, jakby się mogło zdawać, magiczną chwile. — Chen, trzeba mi było wcześniej powiedzieć jak nazywa się ten twój chłopak, bo tak właściwie to jest mój przyjaciel.

— Słucham? — zdziwił się, patrząc przy tym z jednego chłopaka na drugiego.

— To prawda. — pokiwał głową na potwierdzenie Lay, poprawiając swoją nienaganną fryzurę. — Głupio wyszło, nawet bardzo.

— Czyli, że co? Ja męczyłem się przez tyle tygodni aby na końcu okazało się, że to jeden z twoich znajomych?!— ton głosu Jongdae uniósł się niespodziewanie o oktawę wyżej. D.O poklepał go jedynie po plecach.

— Wasza historia kojarzy mi się teraz z jakąś bajką. — wtrącił się Jongin, który pchał wózek Huanga.

— To też, ale już wiem kogo będę mógł zabić gdy Chen będzie zraniony.

— Tylko nie mnie nie bij! Muszę skończyć projekt na zajęcia. — zażartował przytrzymując drzwi przed Jongdae.

— Projekt? Ostatnio Kris użalał mi się, że znowu w kółko malujesz to samo.

— Czasami tak mam.

— To niepokojące, szczególnie gdy to....

— Nadajesz jak radio wolna Europa. — dłoń Chińczyka wylądowała na ustach chłopaka.

Kyungsoo wywrócił oczami ale posłusznie zamilkł. Wysłał jednak Jonginowi jedno ze spojrzeń i zabawnie poruszył brwiami. Gdyby w tym momencie Kai właśnie by nie kichał, zapewne by parsknął śmiechem.

— Gdzie idziemy?

— Twój głos jest naprawdę piękny. Jak cały ty. — YiXing kochał zawstydzać Chena. Złapał go za rękę i pociągnął w stronę parku, niemo dziękując D.O. Huang uniósł wysoko brwi chcąc o coś się zapytać ale widok całującej się pary na długo pozbawił go słów.

— A my? My gdzie pójdziemy? — wycharczał Kai.

— Przed siebie, Jongin. — odpowiedział na jego pytanie D.O. — Na tym polega nasze życie.

— Sądzicie, że to jest ,,to"? To sprawi, że będzie szczęśliwy? — Tao spoglądał na coraz bardziej oddalająca się parę. Trzymali się za ręce i rozmawiali ze sobą, co jakiś czas śmiejąc się wniebogłosy. — Czy naprawdę przez tą głupią wpadkę Baekhyuna oni zakochali się w sobie?

— Pewnie tak. Nasz ChenChen jest teraz szczęśliwy.

— To fajnie i w ogóle ale ja tu marznę. — zwrócił na siebie uwagę Kai. — Nie możemy się nimi zachwycać gdzieś indziej, na przykład w domu? Oni i tak są zbyt zaaferowani sobą.

— Masz rację. Wszystko się w końcu zaczęło układać...


。。。

  Dębowe panele podłogowe połyskiwały wesoło w świetle zimowego słońca. Długie pasma zachodzącego słońca gładziły je, delikatnie pieszcząc. Biała firanka falowała spokojnie, przefiltrowując chłodne powietrze z dworu. Ostre igiełki zimna raziły ich twarze i bose stopy ale chwila była zbyt nierealna, by o tym myśleć. Dwie klatki piersiowe unosiły się obok siebie i opadały, w prawie identycznym rytmie, chłonąc wilgotny wiatr, który nieuchronnie szczypał ich w płuca. Nosy zaczerwieniły się, kontrastując z fioletowawymi ustami i bladymi policzkami. Pod ich powiekami dryfowały malutkie światełka prowadzące wgłąb umysł. Drżały od tego delikatnie, jakby chcąc zatrzymać je w klatce, którą było ludzkie ciało. Jedyne co łączyło te dwa ciała, to cieniutka tasiemka słuchawek, wetknięta w ich uszy. Po środku znajdował się telefon, który podłączył ich zarówno do siebie jak i pozwolił przenieść się do zupełnie innej czasoprzestrzeni.  

  Za szklana powierzchnią szyby, toczył się zupełnie inny świat. Pędzące samochody zostawiające za sobą smugi spalin, zaśmiecone trawniki pełne topniejącego śniegu i ludzie, którzy nie znali celu własnego życia. To wszystko było teraz z dala od nich, pozwalając im utonąć w morskiej toni. Statek bujał się na szumiących ponętnie falach, wiatr dął w maszty niczym urzeczony a słońce paliło plecy marynarzy. W tym właśnie momencie Chanyeol poderwał się do siadu. 

 Wiem!  sięgnął długą ręką po notatnik leżący niedaleko. Otworzył go i zaczął kreślić długopisem kolejne linijki opowiadania. 

  W tym samym czasie Sehun także uniósł się do siadu. Melancholijnie wyłączył odtwarzacz i opierając się o ramię czarnowłosego, patrzył jak papier zapełniany jest przez małe literki. Wypuścił z powietrze z ust, tworząc mały obłoczek białej pary. Uleciała do góry aby po chwili zlać się z cząsteczkami tlenu. Patrzył jak długie, blade palce z zaciętością trzymają długopis i suną po kolejnych linijkach. Prawie białe i skostniałe przez zimno, z widocznymi zaczerwieniami w okół kosteczek, podniecały blondyna jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Nie czytał jednak, zamknął oczy odprężając się ponownie. Pozwolił swoim powiekom opaść, zakrywając jego świecące oczy i złączył, dotąd rozchylone, wargi. Z czasem jego oddech stał się płytki, zapadł bowiem w sen. Spokojny i ciepły, który otaczał go ze wszystkich stron. Chanyeol w tym czasie zdążył już skończyć pisać i siedział teraz wpatrując się w zrelaksowaną twarz Sehuna. Patrzył jak jego oczy drżą pod cienką skórą powiek, blade policzki zaczynały robić się różowawe i to był ten moment, w którym Park pochylił się ku niemu i złożył na jego wąskich wargach pocałunek. Obiecując przy tym, że nie pozwoli go skrzywdzić.





*byłeś kiedyś w berlinie?
**nie, ale zbieram na wycieczkę.
*** mogę mówić też po włosku.
**** jesteś nauczycielem?
***** ty jesteś podniecający. 


4 komentarze:

  1. Wiem, że pisząc ten komentarz zapomnę o połowie rzeczy, które podobają mi się w 3 części tego opowiadania, ale postaram się napisać o tych najważniejszych. Idealnie to napisałaś. Masz cholernie przyjemny styl pisania, który bardzo mi się podoba. Opisy mnie powaliły. Tak delikatnie dobierasz słowa do siebie i one tworzą idealną całość. Istna perfekcja! Zacznę od Baekyeola! Nawet nie jest mi szkoda tego, że zerwali sobie, bo tutaj widać, że Baekhyun nigdy nie zasługiwał na takiego chłopaka, jakim jest Chanyeol. Miłość to nie tylko doznania cielesne, ale głębokie uczucie. Szkoda, że Baek tego nie rozumiał. Ale dobrze się stało, ponieważ Chanyeol nie musiał dusić się w związku z nim, ale poszukał kogoś bardziej wartościowego. Sehun to słodki, przystojny i uczuciowy chłopak, który na pewno doceni Chanyeola. Poza tym, nie lubię postaci Baekhyuna, bo zachował się okrutnie w stosunku do Chena. To, że on prowadzi życie, jak puszczalski latawiec to nie oznacza, że inni też muszą. Jongdae to porządny chłopak, który pisze zaproszenie na randkę, jakby obaj mieli pójść na stypę. Takie określenie mnie powaliło! Na serio! Ale było widać, że Jongdae zależało na znajomości z Yixingiem, bo chłopak się nim zainteresował, choć Chennie uważał się za przeciętnego gościa. W końcu każdy powinien dostać szansę na miłość. Stanowczo za mało ich tutaj było, ale najważniejsze, że są szczęśliwi. Niczego więcej mi nie potrzeba! Kolejnym szokiem dla mojej osoby, to pojawienie się nietypowego pairingu, jakim jest Suho i Minho (chciałam napisać HoHo, lecz to tak zabawnie brzmi). Pierwszy raz o nich czytam i jestem na serio cholernie zachwycona! Poza tym, podoba mi się postać Junmyeon, ponieważ zaopiekował się Sehunem. To takie urocze i chwyta serduszko! Idealnie go przedstawiłaś. Zmartwił mnie wątek o matce Jongina. Nie lubię takich kobiet, które chcą dobrze dla swoich dzieci, lecz ich poczynania są tylko powodem do płaczu. Dobrze, że Kai postawił się, ponieważ straciłby najcudowniejszego chłopaka na świecie. Uwielbiam Kaisoo i cieszę się, że zostawiłaś ich w nienaruszonym stanie.
    Pewnie o czymś zapomniałam, co mi się jeszcze podobało, ale nie mogę sobie przypomnieć. Dziękuję, że napisałaś Złośliwości rzeczy martwych oraz za to, że wspomniałaś o mnie w notce autorskiej. Ja również uwielbiam pisać z Tobą na TT i tak dalej.
    Czekam z niecierpliwością na Call me baby, bo tam są cudowne pairingi! Życzę weny i sił do pisania!
    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Piszę ten komentarz podszas czytania, więc może być trochę niezgrabny xd
    Po pierwsze dziękuje o wspomnienie mojej osoby. To bardzo miłe, że mogłam w jakikolwiek sposób pomóc Tobie w tworzeniu tych rozdziałów, oraz że pamiętasz o moich słowach. Szczerze jestem teraz na wakacjach po za moim miejscem zamieszkania, ale i tak starałam się codziennie sprawdzić czy coś dodałaś. Cieszę się niezmiernie, że doczekałam trzeciej części, bo naprawdę nie mogłam się doczekać.
    No! To teraz powiem coś o prawie każdym.. Akapicie? Tak, chyba tak mogę nazwać to. Ew, podrozdziały.
    Jestem w sumie zaskoczona relacją BaekYeol'a. Ich związek na pozór szczęśliwy a tu takie coś. Baekhyun naprawdę nie był związek... Jakieś takie relacje seks przyjaciół. Sama przyjemność, brak miłości odwzajemnionej. Nie spodziewałam się że tak ujmiesz to co ich dzieli, ale jak kiedyś stwierdziłam z koleżanką- BaekYeol jest stworzony do angstów. Nie wiem co tam się dalej zdarzy, więc to tylko pierwsze wrażenia. Nie wiem również co tam dalej z tym Yeolem i Hunnie. Jednak musze przyznać, że ich rozmowa naprawdę była ciekawa! No i zabawna xd Miałam trochę ubawu przy tym. Sehun z fetyszem językowym? *brewki*
    Kaisoo... To Kaisoo. Są przeuroczy. Ta opieka Soo nad tancerzyną jest piękna. Uwielbiam to jak to przedstawiłaś. A co do studencika i chórzysty? Ich relacje są chyba najbardziej ciekawe A Jongdae jest uroczy~ I tej jego reakcje~ Tak... Ich związek jest uroczy. O XiuHanach się nie wypowiem... To jest paring u Ciebie normalnie idealny. Stworzeni do bycia razem~~~~
    Baek ty dupku! Tak mi o Chennym mówić?! On jest wspaniały, a Lejsi go chce, co on sobie ubzdurał TT To miało być wszystko urocze, a tu wkracza Bakkie dupek i wszystko niszczy. A... I matka JongIn'a to zło. Ale mi dowalasz w środku xd
    Czytałam, czytałam i oderwać się nie mogłam. To było wspaniałe, wszystko. Przyjemnie mi się czytało ten rozdział, jak i poprzednie. Wczuwałam się w postacie oraz akcje przez cały czas. Masz naprawdę przyjemny styl pisania, može nie lekki ale pochłaniający czytelnika. Dużo dialogów, które w sumie mi nie przeszkadzały, wręcz nadawały tej magii. Wszystkie paringi miały własne historie, przygody oraz odmienne relacje je łączące. Było mi smutno z powodu BaekYeola, ale nie nie żałuje że to przeczytałam, a Ty postanowiłaś tak to napisać. Dziękuję Ci za te rozdziały, za słodkie podchodych YiXinga oraz Chennego, za całą resztę. Dziękuję za wspaniałe opowiadanie z tym paringiem. Czekam na resztę Twojej twórczości~ Życzę dużo, ale to dużo weny na wiele kolejnych opowiadań. Arisunai~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się szczęśliwa, że kolejnej osobie tak podoba się to ff :) Call me baby już wkrótce :)

      Usuń
    2. Usunęłaś konto na wattpadzie? .o.
      Arisunai~

      Usuń