Tekst

czwartek, 1 września 2016

#1 Różowym cadillacem przez miasto

Muzyka: Thriller/Heads Will Roll (Glee cast version)
INFO: rozdziały dodawane będą co dwa tygodnie!
Uwagi: absurd // nazwa Straszyceum nie została wymyślona przeze mnie


Każdy poranek w Seulu był tak samo podobny i nudny jak poprzedni. Jimin nie rozróżniał ich, musiał robić to za pomocą kalendarza a nawet wtedy nie było łatwo. Wszystko zlewało się tutaj ze sobą i brunet miał nawet ochotę wskoczyć pod samochód byle przerwać tą monotonię.

Spokojnie, nie zrobił tego. Nie był szalony. Co innego, że zdarzało mu się uciekaj z lekcji i włóczyć się po mieście. Jak każdy nastolatek zdarzało mu się imprezować i wracać o trzeciej nad ranem ku niezadowoleniu matki. Tak, był przeciętnym nastolatkiem, który powoli wchodził w dorosłość i nie miał żadnych planów na życie. Norma.

Nic więc dziwnego, że Jimin właśnie krzyczał jak opętany gdy zdał sobie sprawę z przełamania rutyny. Nie było by w tym nic przerażającego gdyby nie unosił się właśnie w powietrzu, tuż przy suficie. Krzyk w końcu zamarł w jego krtani ale panika rosła w nim coraz bardziej. No bo jak do cholery można latać i nie panikować? To a wykonalne. Przynajmniej tak myślał brunet leżąc na wznak w powietrzu. Bał się ruszyć choćby palcem, a oddychanie ograniczył do płytkich wdechów i wydechów.

To był jakiś kiepski żart.

Jakież więc było jego zdziwienie gdy w pokoju pojawiła się jego mama zwabiona piskliwymi krzykami i uśmiechnęła się szeroko.

-Oh, gratulacje Jiminie.- powiedziała. -Myślałam, że ten dzień już nigdy nie nadejdzie.

-Mamo.. Ja.. Unoszę się w powietrzu.- szepnął przerażony patrząc na nią kątem oka. Bliski łez poprosił. -Zrób coś z tym, błagam.

-Nie cieszysz się?- zmarszczyła brwi.

-Mamo jak ja mam się cieszyć kiedy coś mnie chyba opętało. Chcę na ziemię.

-Twój ojciec był by dumny.- wtrąciła.

-No i co z tego?- jego głos był coraz bardziej piskliwy. -Zadzwoń po egzorcystów.

-Powinieneś się cieszyć.- wciąż nie rozumiała. -Przecież to oznacza, że twoja prawdziwa natura się okazała. Mówiłam ci już o tym.

-Nie. Nic mi nie mówiłaś. Ty ze mną prawie nie rozmawiasz.- rzucił z wyrzutem.

-Na pewno mówiłam.- zezłościła się. -Opowiadałam ci, że twój ojciec to duch. Nie kłam.

Jimin znów chciał zaprotestować, rozpaczliwie szukając w głowie pomysłu na wrócenie do łóżka ale nie zdążył. Do pokoju weszła jego babcia.

-Boże przenajświętszy! Jiminnie!- krzyknęła i od razu znalazła się przy nim. -Daj mi rękę kochanieńki, pomogę ci zejść.

Brunet ufnie podał jej dłoń i już po chwili stał na podłodze. Właściwie to unosił się milimetry nad nią. Lewitował.

-Już spokojnie.- pogładziła go po dłoni. -To nic złego, nie jesteś jedyny.

-Jestem opętany?

-Nie.- zaśmiała się perliście. -Nie jesteś. Po prosty twój ojciec był duchem i ty jesteś hybrydą. Mieszanką człowieka i ducha.

-To zdecydowanie jest dziwne

-Zaiste. Nic na to nie poradzimy.- uśmiechnęła się przepraszająco. -Chodź, zrobię ci herbatę.

Wyminęli w drzwiach rodzicielki Jimina i zeszli do kuchni. Ta wywróciła tylko oczami i zajęła się swoimi sprawami.

Jimim szczerze powiedziawszy nie przepadał za zieloną herbatą, którą wręcz uwielbiała serwować mu babcia. Jednak i tak pił ją za każdym razem, bo była robiona z miłością i specjalnie dla niego.

-Zacznijmy od tego wnuczku, że musisz się uspokoić i otworzyć swój umysł na nowości.

-Nie wiem czy potrafię.- patrzył jak unosi się lekko nad krzesłem przełknął ciężko ślinę. -Czyli to jest w porządku?

-Jak najbardziej, kochanie. Zwykli ludzie żyją zbyt szybko żeby to zauważyć.- pocieszała go. -Teraz właśnie tak będzie wyglądać twoje życie.

-Mam chodzić tak do szkoły?- spanikował i uniósł się nad stół.

-Opanuj się.- skarciła go. -Unosisz się tak wysoko przez gwałtowne i silne emocje. Zejdź tu do mnie.

Brunet spojrzał się na nią lękliwie ale zaczął w głowie powtarzać sobie, że wszystko przecież jest okej.

Po chwili zleciał na dół.

-No i pięknie.- ucieszyła się starsza kobieta.

-Nauczysz mnie to kontrolować?

-Nie, ja jestem tylko zwykłym człowiekiem ale na świecie jest takie miejsce, które pomoże ci to wszystko zrozumieć i poznasz nowych kolegów.

-Czegoś takiego jest więcej? Chyba zamykają ich w wariatkowie.

-Ach, ta młodzież.- pokręciła głową. -To jest szkoła, a dokładniej Straszyceum*.

-Straszy... Co?

-Specjalna szkoła dla potworów. Nigdy tam nie byłam, więc nic więcej nie mogę ci powiedzieć na ten temat.

-Cokolwiek... A mama? Naprawdę mi o tym mówiła?

-Tak, powtarza to co roku w twoje urodziny.

-Nigdy tego nie słyszałem!

-Bo nie miałeś prawa. Świat potworów rządzi się innymi zasadami i dzieci same muszą odkryć to czym są.

-Bezsensowne.- stwierdził dopijając herbatę, była lurowata.

-Nie nam to oceniać.

-Domyślam się, że ma to działać na zasadzie szkoły z internatem?

-Jakbyś zgadł. Spakuj się teraz w moją starą walizkę, a ja zadzwonię do kogoś kto pomoże ci dostać się do szkoły.

Park więc o nic więcej nie pytał, czując, że i tak nie dostałby odpowiedzi. Wciąż nie wierząc w to wszystko pobiegł do pokoju babci i z szafy wygrzebał jej starą walizkę. Otrzepał ją z kurzu i niosąc w rękach zaniósł do swojego pokoju. Ubrał się w tempie ekspresowym i otworzył walizkę.

Tu nastąpił jednak mały problem, bo i co ma zabrać ze sobą? Czy tablet będzie tam działał? Nie wiedząc zabrał się więc najpierw do pakowania ubrań, bielizny i przyborów toaletowych. Wepchnął tam jeden ze swoich szkolnych plecaków i oszczędności jakie zdążył zhomikować w skarbonce. Parę czystych zeszytów także znalazło tu dla siebie miejsce. Jakieś długopisy poupychał z boków razem z butami. Wcisnął jeszcze parę książek i swój odtwarzacz muzyki ze słuchawkami a potem jakimś cudem, dysząc przy tym jak starzec, zamknął walizkę na klamry. Staszczenie jej na dół nie było najłatwiejszym zadaniem.

Babcia właśnie kończyła rozmowę przez telefon Jimina.

-Dziękuję bardzo, do zobaczenia za chwilę. No Jiminnie, załatwiłam ci podwózkę.- pochwaliła się wręczając mu w dłonie telefon i ładowarkę.

-Dzięki babciu, a mama?

-Pewnie zastanawia się czemu jeszcze tu jesteś. Przykro mi.

-Nic nie szkodzi, cieszę się, że to ty mnie pożegnasz.- uśmiechnął się lekko zakładając buty i przytulając się do niej.

-Pan K. już przyjechał.- z tymi słowami ktoś zatrąbił klaksonem. -Nie przestraszony się go, bo jest szkieletem.

-Czym?!- wytrzeszczył oczy.

-Spokojnie, traktuj go jak normalnego człowieka. Można mu zaufać.

Wyszli ma dwór a na podjeździe, tuż obok skody mamy Jimina stał różowy cadillac. Błyszczał się w promieniach słońca. Przy otwartych tylnych drzwiach naprawdę stał szkielet.

-O to i nasz nowy uczeń!- kości szczęki zakłapały wesoło powodując u bruneta zawał dupy.

-Dzień...dzień... dobry.- wydukał dając wnieść swoją walizkę do środka.

-Zawieź mi go tylko pod samą szkołę.- babcia pogroziła mu palcem przed nosem.. Tfu, twarzą.. nosa już nie miał.

Po plecach Jimina przebiegły dreszcze.

-Tak, proszę pani!- zasalutował otwierając drzwi od strony kierowcy. -Wskakuj młody, czas na przejażdżkę!

Jimin spojrzał niepewnie to po samochodzie, to po szkielecie, to po babci, która uśmiechała się pokrzepiająco. Westchnął ciężko i ostatni raz przytulia babcię za nim wskoczył do cadillaca. Różowego. Drzwi same się za nim zamknęły.

-Czy to na pewno bezpieczne?- spytał gdy kościotrup odpalił samochód, który wydał przy tym dziwne dźwięki.

-O tak, na sto procent!

Ruszyli z piaskiem opon a Jimina wbiło w fotel.

Właśnie podróżowali przez Seul różowym cadillacem. I brunet był przekonany, że to na pewno nie było bezpieczne.


Gmach szkoły wyglądał jak najzwyklejsza w świecie góra. Dopiero gdy wyostrzyło się wzrok dało się zauważyć przeogromną ilość okien, dziwnie strzelistych wieżyczek, rozet, gargulców i kamiennych balkonów. Od szkoły oddzielał ich jeszcze las ale Jimin już tutaj czuł dziwną aurę tego miejsca. Przełknął ślinę gdy szkielet także wysiadł z samochodu.

-No, oto i Straszyceum.

-Zawsze myślałem, że to zwykła góra..

-Nie ty jeden.- zaklekotał szczęką, Jimin wciąż nie mógł uwierzyć, że ten szkielet mówił. -Szkoła została specjalnie zaprojektowana tak, aby żaden człowiek nie mógł jej zauważyć a ludzi odstraszają strome góry.

-Nie zawieziesz mnie pod samą szkołę? Mówiłeś mamie, że to zrobisz.

-Tak, to prawda ale dalej nie możemy pojechać tym.- poklepał samochód po dachu. -Musimy poczekać na kolejkę.

-Macie tu pociąg? Zresztą, czego wy tu nie macie...- pokręcił głową.

-To coś jak kolejka górska, taki wyciąg. Jeśli spojrzysz do góry to zauważysz cienką linę, biegnie ona nad lasem prosto do szkoły.

-Oh, okej.

-Dzieciaki zawsze się o to pytają.

-Więc... Ile ma pan lat?

-Koło dwustu, jeśli naprawdę cię to interesuje. I od urodzenia jestem szkieletem.- powiedział z dumą.

-Jak to możliwe?- zmarszczył czoło. -Przecież.... Jak?!

-Już się tak nie bulwersuj chłopaku, jesteś nowy w świecie potworów no nie?- bardziej stwierdził niż zapytał. -Kiedyś takich dzieciaków było więcej. Potwory się ucywilizowały.

-Takie słowo istnieje? Ja się dopiero wczoraj o tym do wiedziałem a mama jest.. człowiekiem.- ostrożnie dobierał słowa.

-Mhhm w takim razie przygotuj się na to co zastanie cię w szkole. Możesz być trochę przestraszony.

-Dzięki za radę, chyba.

-Powiesz mi jeszcze czym jesteś? Nurtuje mnie to cały czas.- przyznał.

-Ponoć duchem. Przynajmniej w połowie.

-Oh, tak, tak. Hybryda. Nie będziesz samotny. Zresztą tam ci wszystko wytłumaczą.

-Nie jestem do końca pewny czy chcę to wszystko poznać. To nie jest mój świat.

-Egrh.- kościotrup wydał dźwięk, który brzmiał jak miażdżenie kości.

Jimin wzdrygnął się.

-Nigdy nie mów nigdy, chłopcze.

-Właśnie to powiedziałeś.- zwrócił mu bezczelnie uwagę uśmiechając się przy tym krzywo.

-Pfruum. Jeszcze wiele rzeczy przed tobą chłopcze. No cóż, musimy się już pożegnać. Twoja kolejka nadjeżdża.

Faktycznie po niebie przykrytym chmurami z dużą prędkością przesuwał się czarny kształt. Im bliżej ich się znajdował Jimin mógł stwierdzić, że naprawdę nie różni się ona od kolejek górskich jakich na świecie pełno.

-Tylko jak ja mam do tego wejść?- zmarszczył brwi.

-Na mnie już pora, chłoptasiu.- wzruszył ramionami i tym samym dając mu do zrozumienia, że nie ma pojęcia jak to zrobić. -Miłego roku szkolnego. Powodzenia.

Jimin nie zdążył mu odpowiedzieć, bo kościotrup wskoczył do samochodu i z piskiem opon odjechał. Został zakryty chmurą pyłu.

-Masz niezły gust.

Brunet krzyknął przerażony i odskoczył w bok. Gdy pył opadł zobaczył czarnowłosego chłopaka, który uśmiechał się do niego szeroko.

-Kim ty jesteś?

-Jung Hoseok. Hope. Po angielsku nadzieja.

-Sam to wymyśliłeś? Jestem Jimin.

-Tak mnie przezywają.- uśmiechnął się jeszcze szerzej o ile to w ogóle było możliwe. -Jako że nauczyciele są zajęci to ja będę cię oprowadzał i odpowiem na każde pytanie jakie mi zadasz.

-Jakby ktoś powiedziałby mi wcześniej to bym listę zrobił.- westchnął przestępując z nogi na nogę. -Jak dostaniemy się do góry?

-Wagonik jest teraz na dole.- wskazał go palcem drzwiczki były otwarte. -Potem uniesie się do góry. Od razu ostrzegam, że będziemy jechać po prostej a nie z górki i to także jest możliwe dzięki magii.

-Właśnie chciałem się o to zapytać.- przyznał. -Możemy już iść?

-Jasne, zapraszam.

Przepuścił go w drzwiach a gdy sam już wszedł zamknął wagonik w dziwny sposób. Pod czujnym spojrzeniem Parka pogłaskał obicie mini kanapy, na której usiedli i kolejką szarpnęło. Zatrzęsło; coś przeskoczyło z odgłosem tarcia metalu o metal, wagonik wystartował w górę a potem po prostej.

Jimin obserwował to wszystko z rozszerzonymi oczami.

-Ja też nie do końca wiem jak to działa. Po prostu magia. Więc... Masz jakieś pytania?

-Jak funkcjonuje ta szkoła?

-Chodzi ci o klasy i w ogóle?- Park skinął głową. -Wszyscy mają te same przedmioty, po prostu rozszerzone są w wyższych klasach. Klas ogólnie jest ... Siedem? Tak, siedem.

-Ile lat mają ci w pierwszej? Do której mam trafić ja?

-Do szkoły trafia się w wieku czternastu lat, a kończysz gdy masz dwadzieścia jeden. Ty masz podobno osiemnaście lat, tak? Więc trafisz do czwartej klasy. Ja chodzę do piątej.

-Skąd wiesz ile mam lat? Czytasz w myślach czy co?

-Chciałbym.- zaśmiał się lekko. - Po prostu dyrektorka kazała mi się zapoznać z informacjami o tobie.

-Masz więc dziewiętnaście lat.- zmienił temat, nie wnikając w szczegóły. -Trafiłeś tu mając czternaście?

-Tak. Często się jednak zdarza, że uczniowie trafiają tu po roku albo po trzech. Tak jakoś już jest.- wzruszył ramionami. -W zeszłym roku doszedł do nas Taehyung. Będziesz z nim w klasie.

-Okej.- powiedział ostrożnie łącząc fakty. -A jak z pokojami?

-Śpi się trójkami albo dwójkami. Ja mam w pokoju jeszcze jedno wolne łóżko, więc zapewne trafisz do mnie.

-Mam nadzieję, że nie chrapiesz.

-Niee.. Ale muszę cię ostrzec, że twoim współlokatorem będzie też wampir. Nie zdziw się, że w środku nocy robi dziwne rzeczy.

-Wampir?- pisnął cienko.

-Spokojnie stary.- posadził go z powrotem na kanapie. -Nie panikuj, on nie pije ludzkiej krwi, jest tylko do połowy wampirem.

-To tak można?- jakoś nie specjalnie poczuł ulgę.

-Oczywiście. Ty sam jesteś do połowy duchem, no nie? Jego matka była wiedźmą, umie czarować.

-O cholera.

-Są jeszcze lepsze mieszanki w tej szkole.- zapewnił gorliwie.

-A ty? Czym jesteś?

-Ja?- posmutniał. -Ja.. Nie wiem, mieszkałem w sierocińcu.- wzruszył ramionami.

-Więc jak tu trafiłeś?

-To właściwie jest całkiem zabawna historia. Byłem w trakcie robienia zakupów gdy nagle pojawiłem się w tym wagoniku. Patrząc z perspektywy czasu - to nie było miłe doświadczenie.- skrzywił się.

-Coś wiem na ten temat.- odpowiedział ze zrozumieniem. -Czyli ominęła cię jazda samochodem z kierowcą, który jest szkieletem.

-Tak, ale to nie zawsze jest samochód.

-Nie?

-Nope.- pokręcił głową. -Pan K. jest szoferem ale to co czym jeździ zmienia się z każdym nowym uczniem. Dlatego właśnie powiedziałem, że masz niezły gust. Niektórzy przyjeżdżają tu rydwanami.

-Co? Ludzie tego nie widzą?

-Dla normalnych ludzi taki na przykład rydwan wygląda jak van. Tyle wiem.

-To i tak dużo. Dzięki.- uśmiechnął się z wdzięcznością. -A dlaczego ten budynek jest taki wielki? W sensie.. Szkoła nie zajmuje tyle miejsca..

-To tak jakby zamek z góry. Na samym początku robił za hotel dla takich jak my. Właściwie był taki okres czasu, dosyć burzliwy i wtedy robił on za schronienie. Zamek zresztą ciągle się rozrasta, jest jak żywy organizm.

-To czemu każdy nie ma swojego pokoju?

-Chodzi o integrację dzieciaków i te sprawy. Po za tym część zamku wciąż robi za hotel.

-Dwa w jednym.

-Tysiące w jednym. Zamek ma wiele funkcji, o niektórych nie wiedzą uczniowie.

-Dobra, tyle mi wystarczy. I tak pewnie zaraz o wszystkim zapomnę.

-Będę ci przypominał. Uczepię się ciebie jak rzep psiego ogona.

-Robisz tak zawsze?

-Nie, uczepiam się tylko tych, którzy wydają się fajni.

-Dzięki.- wywrócił oczami w duszy jednak się ciesząc z tego nikłego komplementu.

-Jako, że wcześniej żyłeś wśród ludzi muszę ci powiedzieć, że potwory nie wyglądają tak samo. Niektórzy mają dodatkową parę rąk, jedno oko, skrzela i łuski albo pióra. Jest nawet jeden cenatur. Proszę bądź dla nich miły.

-Cóż... Pewnie przeżyje niemały szok kulturowy.

-Zapewne tak. Już jesteśmy.

Gdy to mówił wagonikiem zatrzęsło przeraźliwie aż z cichym zgrzytem nie wylądował na żwirze przed szkołą.

Hoseok otworzył drzwiczki i pomógł brunetowi wynieść bagaż. Wyprostował się i cały rozpromieniony rozłożył ręce.

-Witam w Straszyceum.

Zamek wyglądał makabrycznie ponuro a gargulce na kolumnach wpatrywały się w Jimina niczym sępy w padlinę. Pomimo tego Jimin czuł się tu jednak całkiem dobrze.

-Z bliska wygląda jeszcze straszniej.

-Oj, już bez takich. Chodź nie będziemy tu przecież stali cały dzień.

Wrota otworzyły się przed nimi same oczywiście wydając przy tym przerażające dźwięki. Gdy wrota zamknęły się za nimi Jimin mógł podziwiać wnętrze tego miejsca przy blasku ognia pochodni. Na przeciwko nich znajdowała się recepcja.

-Nowy uczeń jak mniemam.- za kontuarem siedziała kobieta w średnim wieku. Wyglądała normalnie dopóki Jimin nie zbliżył się do niej. Na jej czole widniało trzecie oko a na plecach znajdowały się skrzydła, które wyglądały jak te u ćmy. Były pełne niesamowitych kolorów i wzorów przeplatanych z sennym beżem. Były zachwycające.

Uśmiechnął się nieśmiało i skłonił.

-Tak. To jest właśnie Park Jimin.

-Miło mi cię poznać chłopcze. Jestem Mimiyoon, ale przemiło mi będzie jeśli mówić będziesz do mnie ciocia Mimi.- uśmiechnęła się ciepło a wszystkie trzy oczka mrugnęły do niego na raz. -Jeśli będziesz miał jakiś problem to zapraszam do mnie na herbatkę.

-Bardzo dziękuję, pa..ciociu Mimi.

-Ciociu potrzebna nam jest jeszcze jedna para kluczy do pokoju 421. Masz je pod ręką?- spytał czarnowłosy.

-Oczywiście Hoseokie.- odparła i spod lady wyjęła mosiężny klucz wielkości palca środkowego ludzkiej ręki. -O to i on.

Jimin sam sięgnął po niego i z zaskoczeniem patrzył jak pojawia się przy nim breloczek z mniejszą wersją jego samego. Podniósł głowę do góry a jego oczy spotkały się z rozbawionym spojrzeniem chłopaka i rozczulonym kobiety. -Co to ma znaczyć?

-Dzięki tym breloczkom klucze zawsze będą wiedziały do kogo wrócić, jeśli je oczywiście zgubisz. Za każdym razem gdy zapominasz go wziąć z pokoju czy innego miejsca, a wychodzisz - on pojawia się w twojej kieszeni.

-To bardzo pomysłowe.

-Bez tego większość uczniów musiałaby spać na dworze.

-To prawda, klucze są trochę nie poręczne.- przyznała kobieta zakładając na nos okulary z trzema szkiełkami, przypominały one piramidkę. -A wam chłopcy radziłabym się pośpieszyć, kolacja już niedługo a nasz nowy uczeń zapewne jest zmęczony po jeździe z panem K.

-To prawda. Chodźmy Jiminnie. Mogę tak do ciebie mówić?- spytał czarnowłosy gdy odeszli już od recepcji a przestrzeń wypełniło ciche skrobanie pióra po papierze.

-Tak, jeśli chcesz.- wzruszył ramionami rozglądając się z ciekawością. -Nie mam nic przeciwko.

Recepcja była miejscem orientacyjnym w tym zamku a od niej na boki rozchodziły się tylko dwie drogi. Ta na lewo, jak wyjaśnił mu chłopak, prowadziła do części, która robiła za hotel. Jednak tak jak w przypadku drogi do części szkolnej przejść trzeba było najpierw przez korytarz a potem schodami w górę. Kamienne ściany obite były gobelinami i pochodniami co dziwnym trafem sprawiało, że do Jimina docierało uczucie ciepła. Gdy weszli już po stromych schodach a walizka Jimina jakimś cudem jeszcze się nie rozwaliła, Hoseok zatrzymał się.

-Teraz zapamiętaj Jiminnie, za każdym razem gdy chcesz wejść do części szkolnej musisz poprosić Rozetę o otwarcie drzwi.- tłumaczył mu.

-Rozeta to witraż nad wrotami, no nie?- spytał nie rozumiejąc i wpatrując się we wcześniej wymienioną rzecz przed/nad sobą.

-To prawda, ale tak też nazywa się gargulec, który jej pilnuje. Powinno się chyba mówić gargulka.

-Dziwne to jakieś.- westchnął. -Ale niech będzie. Zrozumiałem.

-Rozeto, jesteś tu może?

-To zależy czego chcesz.

Zza kolumny wychyliła się dziewczyna mniej więcej w ich wieku. Jiminowi wcale nie przypominała kamiennych gargulców jakie widział kiedyś na wycieczce w Paryżu.

-Przyprowadziłem nowego ucznia i chcielibyśmy wejść do szkoły.- wytłumaczył.

-Nowy? O tej porze?- zdumiała się. -Taki los.- wzruszyła jednak zaraz ramionami. -Nazywam się Rozeta i miło mi cię poznać.

Dopiero gdy dziewczyna wyszła z cienia brunet zauważył, że dziewczyna ma jednak coś wspólnego z kamiennymi posążkami - sama była z kamienia, chyba z marmuru, na jej plecach znajdowały się malutkie kamienne skrzydełka, w dole cieniutki ogonek a na głowie różki.

-Hejka, Jimin.- uścisnął jej zimną dłoń witając się.

-Jeśli znajdziecie gdzieś moje krzyżówki to zwróćcie mi je. Jakiś dzieciak mi je zabrał a nie mogę się stąd ruszyć.

-Jasne, Rozeto. Zrobimy co się da.

-No, i przychodźcie czasem ze mną porozmawiać. Tu nie dzieje się nic ciekawego.- jęknęła cierpiętniczo ale zgodnie z wcześniejszą prośbą otworzyła wrota.

-Dzięki, Roza. Wpadniemy z chłopakami jak tylko będziemy mieli czas.

Park pokiwał głową zgadzając się i wchodząc do środka. To co zobaczył nieco zbiło go z tropu. Miejsce za drzwiami wyglądało niemal tak samo jak recepcja, z której przed chwilą wyszli. Różnicą było to, że zamiast kontuaru z kolejną Ciocią Mimi był wielki łuk a zanim sala pełna okrągłych stolików i krzeseł. Jiminowi od razu zaświtało, że to stołówka.

-Jak zapewne widzisz, to jest stołówka.- Hoseok potwierdził tylko jego przypuszczenia. -Na lewo masz część stricte szkolną, to jest klasy, biblioteka, laboratoria i tego typu rzeczy. Idzie się tam nieźle pogubić bo każdy nowy korytarz prowadzi cię w dwa inne i tak bez końca.

-Mam nadzieję, że ktoś załatwi mi mapę.- skrzywił się. -W takim razie po prawej stronie są pokoje?

-Tak, ale tam też da się zgubić.- widząc jego marsową minę parsknął śmiechem i zabrał się do wyjaśniania. -Po prostu jest tu tysiące pokojów, sal do grania i innych.

-Ja tu naprawdę zabłądzę.- mruknął zrezygnowany idąc za chłopakiem wgłąb korytarza.

-Spokojnie, ja i moi przyjaciele weźmiemy cię pod swoje skrzydła.

-Nie będę wam przeszkadzał?

-Nie. Jeśli ja cie polubiłem to oni też to zrobią. Tylko musisz się przygotować na to, że jesteśmy całkiem pokręconą paczką.

-Przeżyje.

-W takim razie chodźmy skrótem.- powiedział ni stąd, ni zowąd i zatrzymał się nagle.

-Macie tu nawet tajnie przejścia? Łoł, niemal jak Hogwart.

-Dużo osób to mówi.- odpowiedział licząc kamienne bloki w ścianie. -Tu nie ma ruchomych schodów, ale jest ich więcej.

Pchnął jeden z nich do środka i ściana rozsunęła się ukazując sporej wielkości tunel.

-Ten tunel zaprowadzi cię niemal pod sam pokój. Takie mamy szczęście.

Wniesienie walizki do środka wcale nie okazało się trudnym zadaniem, tunel był gładki i Jimin mógł ciągnąć za sobą walizkę. Jung nie protestował. Gdy przejście zamknęło się za nimi Hoseok ruszył do przodu ciągnąc za sobą bruneta w całkowitej ciemności.

-Jesteś kotem czy co? Widzisz coś w tych ciemnościach?

-Znam po prostu tą drogę na pamięć.- w jego głosie słychać było rozbawienie. -Tyle już się tędy nachodziłem...

-Zostań przewodnikiem.- pokręcił głową ale ten gest został pochłonięty przez ciemność.


-Myślałem, że będziemy szli dłużej.- przyznał szczerze Jimin gdy w końcu dotarli przed drewniane drzwi z numerkiem 421.

-Mówiłem, że będziemy szybciej.- mówiąc to otworzył drzwi i wszedł do środka. -Siemasz Suga.

W środku znajdował się już jeden chłopak, który, jak stwierdził Jimin musiał być tym pół wampirem o którym Hoseok mówił mu wcześniej. Chłopak uniósł leniwie głowę do góry znad stosu ksiąg i pomachał im jasną dłonią.

-Siema. Mamy nowego kolegę?- obrócił się na krześle. -Jestem Min Yoongi ale wszyscy mówią na mnie Suga.

-Park Jimin.- przedstawił się po raz kolejny tego długiego dnia.

-Nie dotykaj moich rzeczy, bo cię zabije.- mruknął ściskając jego dłoń. -Serio. Nienawidzę jak ktoś wtrąca się w moje życie. Po za tym większość tych rzeczy w nieumiejętnych rękach może sprawić wiele kłopotów.

Brunet dopiero teraz zauważył tonę zakorkowanych buteleczek, kryształów, medalionów i tym podobnych rzeczy na szafkach należących do niebieskowłosego. Przełknął ciężko ślinę przytakując głową.

-Nie strasz go Suga.- skarcił chłopaka zaraz zwracając się do Jimina. -On jest taki dla każdego, nie przejmuj się. Tak naprawdę nie jest aż taki zły.

-Spróbuje wierzyć na słowo.

-Jak chcesz.- wzruszył ramionami niebieskowłosy. -Tą dużą szafę dzielimy we trzech, zrobiłem ci już miejsce. No i łazienka jest na parę pokoi.

-Czyli walka zaczyna się już od rana?

-Niestety.- przytaknął Jung skacząc na swoje łóżko i gniotąc przy tym koc. -Mamy jakąś godzinę do kolacji, więc masz czas na rozpakowanie się. Tamto ciemne biurko obok twojego łóżka należy też do ciebie. No i masz półki nad łóżkiem i stolik nocny. Chyba się pomieścisz?

-Tak, aż tyle rzeczy to tu nie mam.- poklepał walizkę.

-Mhhm... jak opróżnisz walizkę to schowaj ją pod łóżko.

-Mam jeszcze tylko jedno pytanie. Działają tu telefony?

-Tak, ale jest tu specjalna sieć. To samo dotyczy komputerów i telewizji.- tłumaczył Yoongi szukając w tym samym momencie czegoś w szafce. -Wystarczy, że jutro po lekcjach udasz się do swojego wychowawcy i on ci wszystko załatwi.

-Dzięki.- uśmiechnął się z wdzięcznością i zabrał do rozpakowywania.

Park miał z tym niemałe trudności, bo gdy pakował się w domu jakoś udało mu się upchnąć w walizce pół pokoju. Dlatego najpierw musiał się namęczyć wyciągając to wszystko a następnie dopiero układając po szafkach. Cieszył się, że jego nowi współlokatorzy nie nabijają się z niego i jego rzeczy. Właściwie zignorowali to co właśnie robił. Yoongi wciąż był zajęty przepisywaniem jakiś wierszy a Jung leżał ze słuchawkami w uszach i z nogami na ścianie. Na szczęście okazało się, że wolnego miejsca starczy dla Jimina i odpoczywając na łóżku mógł podziwiać swoją pracę. Przy tym też zdał sobie sprawę, że nie tylko on coś kolekcjonował. Przy stoliku nocnym Mina piętrzyły się tomiki poezji a na parapecie okna obok rzeczy Junga stała kolekcja małych figurek.

-Skończyłeś?

Uniósł głowę słysząc głos Hoseoka.

-Masz niezłe tępo, zaraz kolacja.- pokiwał z uznaniem głową. -Poznasz resztę naszych znajomych.

-Nie wiem czy powinienem tak wpychać się do waszego towarzystwa.- speszył się.

-Nie szukaj dziury w całości.- warką niebieskowłosy zaskakując obu chłopaków. -No co? Wydaje się spokoju a zrzędzi jak moja matka.- wywrócił oczami.

-Na pewno to nie będzie problem?

-Powiedzmy, że potrafię wróżyć i wiem, że tak powinno być.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz