Jeden
Fotograf z minuty na minutę robił coraz więcej zdjęć. Błyski flesza i ciche pykanie zaczynało już denerwować Nataniela. Pozy nie były jakoś specjalnie wymyślne a facet za aparatem wkurzał go niemiłosiernie. Aparat na jego zębach odbijał promienie reflektorów, oślepiając go pomiędzy jednym a drugim zdjęciem. Uwagi typu: Świetnie! i Jesteś piękny!, denerwowały go bardziej niż powinny i tylko błagający wzrok Angeliki trzymał go dalej w miejscu. Inaczej już dawno uciekłby i zaszył się w hotelu, paląc fajkę za fajką.
— Koniec! — wykrzyknął radośnie facet z aparatem. — Dziękuję za współpracę!
— My także.— odezwała się jak zawsze profesjonalnie jego makijażystka. Wstała z plastikowego krzesła i zarzuciła na nagie ramiona Nataniela, bluzę. — Kolejny idiota z głowy.— szepnęła z uśmiechem, gdy tylko się oddalili.
— Mam już dość. Ten facet wyglądał jakby nie mył się od miesiąca.— skrzywił nos, idąc za swoją menadżerką.
— Hipster.— wzruszyła ramionami. — Takich nie wyplenisz.
— Ja bym jednak spróbował.
— Dlatego ja jestem tu po to, aby ci to uniemożliwić. Zakładaj.— podała mu zwykły, szary T-shirt. — Dresy masz w mojej torbie. Ja idę odpalać tego rzęcha, którym jeździmy.
— Nie możemy po prostu zadzwonić po taksówkę? To wydaje mi się bardziej bezpieczne.
— Powiedz to Hubertowi. Mam wrażenie, że on jest wielce rad, że w końcu pozbył się tego samochodu.
— No tak, a sam ma teraz BMW.— jego głos został stłumiony przez materiał bluzki. — To było do przewidzenia.
— Widzę już nad tobą tą czarną chmurę. Ja spadam, czekam na dole!
Za oknem padało. Ledwo nadszedł październik, a w miarę ładna wrześniowa pogoda, uległa całkowitemu przeistoczeniu. Drzewa były otoczone okręgami suchych liści, które zgubiły podczas wichur a chodniki uginały się pod kałużami. Kolorowe kalosze wbiegały w nie, śmiejąc się głośno, zwykłe trampki robiły to z konieczności i ze skwaszoną miną. Temperatury poniżej dziesięciu stopni zmuszały przechodniów do wdziewania zimowych kurtek i ciepłych szalików, które zimny wiatr porywał do zabawy. Brunet uwielbiał taką pogodę - pełną chłodu i zobojętnienia. Siedział często na parapecie, w samych bokserkach, pozwalając igiełkom zimna wbijać się w jego jasne ciało. Prostował nogi po drugiej stronie, patrząc jak krople deszczu, bądź płatki śniegu, spadają kaskadą w dół tworząc wzorki na jego skórze. Jeśli pomieszkiwał akurat u Kaśki i Marka, korzystał z okazji i nago przesiadywał na balkonie. W całej swej okazałości chłonąc zimno, które wisiało w powietrzu, paląc papierosa za papierosem. Czasami pił z gwinta wódkę, jedną z tych, które dostaje na urodziny od braci, patrząc w gwiazdy iskrzące się do niego wesoło. Nataniel uwielbiał zimę, właściwie był nią w każdym tego słowa znaczeniu. Oschły i wredny, tak zawsze mówiła do niego Kamila, gdy spychał ją z kanapy podczas oglądania filmów w jej domu. Bladość jego skóry przynosiła na myśl śnieg, a szarawe wręcz oczy przypominały lód. Nic, więc dziwnego, że utożsamiał się z tą porą roku.
Angelika była całkowitym jego przeciwieństwem. Posiadała oliwkową cerę i duże, błyszczące brązowe oczy. Była wesołą osóbką, pełną ciętych ripost i trafnych uwag. Zajmowała się zarówno wizażem jak i menadżerstwem, brunet każdego dnia zwracał się do niebios w podzięce, że trafił właśnie na nią. Pozwalała mu na naprawdę wiele, rozumiała go i instynktownie dopełniali się w pracy, nie mieszała się w jego życie prywatne. Ewentualnie dawała mu subtelne rady, które okazywały się trafne. Gdyby nie miała już męża, zapewne umawiałby się z nią, ale znając Artura wolał tego nie robić. Artur był jej mężem od czterech lat, pracował jako ochroniarz i czasami pomagał im w trudnych sytuacjach. Oboje byli ludźmi raczej wyzwolonymi, w żaden sposób nie przeszkadza im to, że tak dużo czasu spędzają w pracy z dala od siebie. Nataniel domyślał się, że ich seks musiał być cholernie ostry i gorący, po tylu tygodniach rozłąki. Uśmiechał się, oczami wyobraźni widząc swoją menadżerkę w skąpej bieliźnie. Pomimo wszystko nie zazdrościł jej, ani tego, że uprawiają ostry seks ani tego, że rozłąka nie jest dla nich czymś strasznym. Wręcz przeciwnie - w zaciszu własnego umysłu, potępiał to i zastanawiał się czy on też by tak potrafił. Odpowiedź brzmiała oczywiście "nie". Choć jako model nie przywiązywał się do niczego, wciąż zmieniał miejsca zamieszkania, sam nie posiadał swojego domu, podróżował po świecie a każda sesja zdjęciowa była tak samo do bani. Nic w jego życiu nie było stałe, wciąż przemieszczał się i o ile wydawać by się mogło to czymś normalnym, w końcu praca modela zobowiązuje, to brunetowi zbierało się na wymioty. Porównywał swoje życie do kolejki górskiej, która wciąż, i wciąż jechała po tym samym torze. Ilekroć chłopak zbierał się w sobie, chcąc zmienić swe życie - nie udawało mu się to, bo wyskoczenie z kolejki równało się ze śmiercią. Właśnie teraz idąc schodkami w dół, na ramieniu z torbą osobistych rzeczy, z papierosem między palcami i kamienną maską na twarzy, zastanawiał się jak to wszystko się właściwie zaczęło. Jak wylądował w tym miejscu.
Angelika siedziała już w samochodzie - czerwonym audi, które wyglądało jakby miało się zaraz rozlecieć, stojąc tuż przy znaku z zakazem parkowania. Chłopak wyrzucając peta na ziemię, wsiadł do nagrzanego już miejsca i położył torbę na podłodze.
— Hubert wysłał mi grafik na następne tygodnie. — mówiąc to, zmieniła pozycję drążka w skrzyni biegów i nacisnęła pedał gazu. Ruszyli z piskiem letnich opon. — Tylko czytaj na głos.
— Ty się chyba tym powinnaś zajmować, no nie?
— Dobrze wiesz, że jestem menadżerem wspomagającym - Rogalski zajmuje się papierami a ja brudną robotą.
— Nie wnikam. — wyciągnął tablet kobiety ze schowka. Włączył go i odpalił internet, chcąc wejść na pocztę. — Jakie ty miałaś hasło?
— Hubert to ciota.
— To już wiemy.— stwierdził, wystukując palcem nazwę gmailu.
— Nie... znaczy to też, ale to hasło.— sprostowała, wjeżdżając na rondo.
— Ambitnie widzę.
— Do kogo dziś mam cię zawieść?
— Do Michała. Oliwia uparła się, że wybiorę mu garnitur, bo on nie potrafi.
— A on nie ma czasem stylisty?— zmarszczyła brwi. — Przecież pracuje w firmie...
— Pewnie Krzysztof mu pomagał. Albo mama.— wzruszył ramionami, otwierając małą kopertkę.— O, masz opierdol od Hubcia.
— Co tym razem? Jestem kobietą?
— Blisko. Każe nosić ci inne obuwie, bo stukot obcasów podnosi mu ciśnienie.
— To chyba dobrze, nie?— parsknęła śmiechem.
— On chyba nie wyczuł tej dwuznaczności. Jest sztywny jak decha. Prostak.
— Artur też tak uważa.
— Okej... no, więc czytam: Poniedziałek: wolne. Łosz ty, zaszalał.— zironizował. — Wtorek, środa i czwartek to sesje zdjęciowe, kolejno dla H&M, Reserved i Nike. Wszystko w stanach... piątek jest sesja dla jakiegoś magazynu, ale to już w Polsce.
— A reszta?
— Tu jest tylko to. Widocznie nic więcej nie udało mu się załatwić. Dla mnie tym lepiej.
— Piszą coś o kolekcjach? Jakieś wytyczne do makijażu mam?
— To głównie kolekcje zimowe...— wczytał się w dalszy tekst. — Masz mi tylko dorobić rumieńce, jakbym spędził godziny na mrozie.
— Nic trudnego. Zapnij pasy, policja jest na skrzyżowaniu.— Nataniel posłusznie wykonał jej polecenie, tuż przed tym jak do ich okna podszedł mężczyzna w mundurze. Zaglądnął do środka, pokiwał głową i poszedł dalej.
— Nie mają co robić. Ja bym się bardziej do tych letnich opon przyczepił....
— Nie kracz. To jest ten blok?— zatrzymała samochód w samym centrum miasta, na chodniku tuż obok jednego z wieżowców.
— Tak, dzięki za podwózkę.
— Będziesz mówił to za każdym razem? Daj se na luz.— patrzyła jak młodszy odpina przed chwilą zapięty pas bezpieczeństwa i otwiera drzwi. — Nat.
— Mhh?— spojrzał na nią pytająco. Grzywka, która jeszcze niedawno sterczała wesoło dzięki żelowi, opadła teraz na jego blade czoło. — Coś się stało?
— Zjedz kolację, okej? I nie pal już dzisiaj, od tego twoja skóra staje się wysuszona.— jej głos zawierał w sobie nutę ciepła, które czasami drażniło bruneta. Jednak cieszył się, że choć ona się o niego troszczy.
— Sałatka może być?
— Jak najbardziej. Dziękuje. Przyjadę w poniedziałek o siódmej.— uśmiechnęła się z wdzięcznością i Nataniela aż coś korciło, aby odwzajemnić ten uśmiech, ale jego twarz nie potrafiła się wykrzywić w ten sposób. Odszedł, więc z westchnieniem, słysząc jak Angelika odjeżdża. Wiedział, że kobieta stara się zadbać także o jego zdrowie, więc dawał jej taką możliwość, zgadzając się na wszystko.
Wchodząc do mieszkania swojego brata zachowywał się najciszej jak potrafił. Walizka z jego rzeczami znajdowała się już w korytarzu, więc nie tracąc czasu zaniósł ją do pokoju gościnnego. Słyszał przyciszoną rozmowę w kuchni i włączony telewizor. Michał wrócił zapewne niedawno do domu, Oliwia była fatalna jeśli chodzi o gotowanie i trzymała się od kuchni raczej z daleka. Była tak zwaną kobietą wyzwoloną, ale i tak, aktualnie rzuciła pracę aby zająć się przygotowaniami do ślubu. Weronika i Marian, rodzice Nataniela, także pomagali jak tylko mogli. Szastali pieniędzmi na prawo i lewo byle tylko ich synuś miał najlepszy ślub w Polsce. Z kolei rodzice przyszłej panny młodej, skąpili pieniędzmi i jedyny ich wydatek to suknia.
Nataniel nie przepadał za Oliwią. Spędzali ze sobą mało czasu, głównie wtedy gdy zaproszeni zostaną na tą samą imprezę ale bez wahania chłopak mógł powiedzieć, że bliżej jej do pudla niż piękności. Miała blond włosy, które tapirowała tworząc włochatą kulę, zawsze i wszędzie chodziła w szpilkach a jej ulubionym kolorem był pomarańcz. Na pierwszym spotkaniu z nią szedł trzy razy do toalety, czując, że zaraz zwymiotuje. O ile malować się umiała to jej dobór ubrań był fatalny. Mógłby zachodzić w głowę, dlaczego Michał zakochał się w tym czymś, ale zbyt dobrze znał swoją rodzinę, by w ogóle się dziwić. Ich matka kochała wiktoriańskie suknie, nie ważne, że były nie wygodne i tak musiała w nich chodzić. Tata marnował na nią mnóstwo pieniędzy, ale zawsze mówił, że to jest to za co kocha swoją żonę. Krzysztof, najstarszy z trzech braci, był przystojnym brunetem z niezłym umięśnieniem. Wszyscy myśleli, że to on, jako pierwszy, ożeni się i założy rodzinę a klops jest taki, że chłopakowi zupełnie nie w głowie dziewczyny. Jego myśli pochłaniają podróże i nic dziwnego, że został przewodnikiem. Rodzice wciąż marzą, że któregoś pięknego dnia ich syneczek przyprowadzi egzotyczną lalunię do domu i oświadczy, że to jego narzeczona. Nataniel jednak w to wątpił. Nie miał pewności czy tak jak on, starszy jest gejem ale był pewien, że minie jeszcze wiele lat nim jego brat kogoś sobie znajdzie. Byli dziwną rodziną, której sam brunet nie rozumiał. Często kłócili się, głównie on i jego rodzice, wciąż chcieli wiedzieć, dlaczego nie ma dziewczyny. Jeśli nie chodziło o to, to po prostu im przeszkadzał. A to źle wstawił talerz do zmywarki, a to koc w jego pokoju był krzywo ułożony. Idiotyzmy, ale ich kłótnie często kończyły się wizytą w szpitalu, latające talerze były niebezpieczne.
Wchodząc do kuchni szurał kapciami w kształcie pand, prezent prosto z Japonii od Krzysztofa i smętnie przeglądał swoją pocztę elektroniczną. Przywitał się z Michałem oraz z Oliwią, która okupowała szarą kanapę, oglądając jeden z tych swoich seriali.
— Krzysztof dzwonił do ciebie?— czarnowłosy zamieszał drewnianą szpatułką zawartość patelni.
— Nie kontaktował się ze mną od wylotu z Meksyku- odpowiedział obojętnie, zaglądając do lodówki. — Mogę wziąć sałatę?
— Oliwka, potrzebujesz sałaty?!
— Nie!
— Bierz.— uśmiechnął się do niego. — Będziesz na ślubie? Nie zdeklarowałeś się jeszcze.
— Bo sam jeszcze nie wiem. Jeśli Hubert coś załatwi, to nie mogę odmówić.— tuż obok zielonego warzywa, na blacie, wylądował pomidor, kukurydza, ogórek i ser feta.
— Rodzicom to przeszkadza--
— O ile pamiętam, ślub bierzesz ty a nie oni. Jak komuś nie pasuje moje towarzystwo, to trzeba było od razu mówić. — wtrącił się.
— Jesteś moim bratem, więc to oczywiste, że masz mi towarzyszyć w tym pięknym dniu.
— Zapowiadają deszcz.
— Bez różnicy. — wzruszył ramionami wyjmując talerze z szafki. — Krzysiek miał być moim świadkiem, ale słuch po nim zaginął. Zostałeś tylko ty.
— Z deszczu pod rynnę. Może ktoś z twojej firmy?— zaproponowała Oliwia marszcząc przy tym nosek, chyba chcąc wyglądać seksownie. Efekt był zupełnie odwrotny.
— Nie ma szans. — pokiwał głową. — Porozdawałem już urlopy. Teraz nikt się nie zgodzi.
Podczas ich rozmowy Nataniel zajął się przygotowywaniem sałatki. Pokroił fetę na kawałki, rząd równych kwadracików wrzucił do miseczki. Pod wodą umył liście sałaty, poszatkował i dodał do sera. Kukurydza została odcedzona i dosypana do reszty składników. Pomidor stał wdzięcznie w zlewie czekając aż woda zagotuje się w czajniku.
— Twoja strona rodziny jest mocno roztrzepana. Moja siostra ma już nawet wybraną sukienkę!
— Jesteście kobietami, to oczywiste, że na takie wydarzenia gotowe jesteście z wyprzedzeniem miesiąca. No nie, Nat?
— Mnie w to nie mieszaj.— zalał wrzątkiem warzywo.
— A nie mówiłam?— kobieta nie chciała ustąpić. Z miną znawczyni wstała z kanapy w ręku trzymając małe buteleczki. — Dobrze, że chociaż na kolorach się znasz. Który lepszy?
Brunet spojrzał niechętnie na stół. Pomiędzy dwoma talerzami pełnymi jajecznicy, znajdowały się lakiery do paznokci. Od jaskrawego różu, po przez delikatne błękity do umiarkowanie ciepłego beżu.
— Najpierw pokaż mi sukienkę.
— Oszalałeś do reszty?! Michał nie może jej zobaczyć, to tradycja!— zawołała wzburzona.
— Cokolwiek. — westchnął. — Możemy iść do drugiego pokoju a on tu zostanie. Co za problem?
— A ty mój garnitur zobaczyć będziesz mogła wcześniej. To niesprawiedliwe.
— To co innego.
— Dla mnie to to samo.
— Bo jesteś facetem.
— Pocisnęłaś.— parsknął śmiechem, szczerze rozbawiony.
— Kochanie, po prostu chcę aby wszystko było idealne.— Oliwia w przypływie czułości złapała go za dłoń. Pochyliła się w jego stronę, tak że ich nosy dzieliły milimetry.
— Wiem skarbie, to urocze...
— Trzymajcie mnie, bo zaraz rzygnę.
— Zniszczyłeś piękną chwilę. — warknęła w jego stronę odsuwając się od przyszłego męża.
— Będziecie mieli jeszcze dużo czasu. Ja się przy was nie pieprzę.
— Ohyda.
— Spróbowałbyś!
— Więc wy mnie nie prowokujcie. — podsumował, krojąc pomidora.
— Najpierw to ty sobie kogoś znajdź.— zakpiła z niego.
— Pamiętaj, że muszę jeszcze dopasować dodatki i garnitur Michałowi, więc nie podskakuj. — choć Nataniel był młodszy, z całego serca nienawidził Oliwi i gdy miał tylko okazję, dokuczał jej. Dobrze wiedział, że Michał jest na tyle popieprzony, aby w żaden sposób nie zareagować. Często wzburzona kobieta musiała się zgadzać z młodszym z mężczyzn, bo chcąc nie chcąc ten znał się na modzie.
— Jesteś chorym gówniarzem.
— Pozwolę to sobie uznać za komplement.
— Robisz się coraz bardziej bezczelny. — Michał stwierdził, kończąc jeść. — Krzysztof postawiłby cię do pionu.
— On sam ma odchyły.
— Chyba ty. Naprawdę nie wiem jak Michał mógł się w tobie zakochać.
— Hola, hola! Zejdźcie w końcu ze mnie. — zaprotestował. Jego zarośnięte brwi zmarszczyły się w grymasie. — Toż nie karzę się wam całować!
— Jakbyś to zrobił to jutro byłbyś martwy.
— Dobra, dajcie mi spokój. Idę zagrać w fife i jeśli usłyszę jakąkolwiek kłótnię to was zatłukę.
— Choć. — Oliwia złapała młodszego z mężczyzn za nadgarstek i nie zwracając uwagi na to, że ten właśnie je, ciągnęła go w stronę sypialni.
Zatrzasnęła drzwi i z miną wkurzonego buldoga patrzyła się na chłopaka.
— Wyjaśnijmy coś sobie. Nienawidzę cię, jasne?— wywarczała, a Nataniel nie potrafił nie wyobrazić sobie jej jako wkurzonego yorka miniaturkę. — Gdyby to ode mnie zależało w życiu nie wpuściłabym cię do swojego domu. Jesteś niewychowanym gówniarzem a do tego pedałem. Tknij Michała a ci nogi z czterech liter powyrywam.
— Nie pluj siarką, laluniu.— Nataniel nie był jej dłużny. Odstawił miskę na komodę i pewnym krokiem ruszył w jej stronę. Kobieta zaczęła się cofać aż plecami nie natrafiła na ścianę. Wtedy chłopak odciął jej drogę ucieczki i zbliżył się do niej niebezpiecznie. — Po pierwsze - Michał to mój brat a ja w kazirodztwo się nie bawię, nie wiem jak ty. Po drugie - pedały to ty masz w rowerze. No i ostatnie, zamknij tą swoją parszywą mordę, bo razem z tymi włosami wyglądasz jak skunks.
— Wasza rodzina jest chora!
— Na serio lecisz tylko na kasę?
— Śnisz!
— Codziennie i o tobie.— sarknął.
— Spieprzaj. Michał jest jedyny normalny.
— Nie może być, skoro zakochał się w tobie.
— Pieprz się!
— Wole ciebie.— blondynka skamieniała na moment, ale patrząc na uniesione kąciki ust chłopaka, popchnęła go na podłogę.
— Zbliż się do mnie jeszcze raz a nie ręczę za siebie.
— Groźby są karalne.
— Mniejsza. Suknia jest w szafie.— odparła i usiadła na łóżku, wyraźnie dając mu do zrozumienia, że sam musi ją sobie wyjąć.
Nie tracąc czasu Nataniel wyciągnął ją z drewnianego mebla i wyciągnął przed siebie. Długa suknia, prawie do ziemi, ozdobiona była małymi materiałowymi kwiatuszkami o kolorze śnieżnej bieli. Delikatny dekolt w kształcie łódki, odsłaniający ramiona a do tego długi rękaw. Wszystko uszyte z aksamitnego materiału połyskiwała w świetle lampy, mieniąc się w oczach. Chłopak domyślił się, że beżowe buciki na lekkim obcasie stojące przy komodzie, to buty, które kupiła specjalnie na ślub. W głowie przyznał jej jeden punkt za dobry wybór.
— Buty pasują na sto procent. Do tego pomaluj paznokcie na jasny beżowy, zapleć te swoje kłaki w warkocza, tworząc tiarę na głowie i powpinaj w nie małe wsuwki z diamencikami.
— Nie będzie za mdło?
— Nie. Masz na tyle szczęścia, że twoja skóra nie jest najjaśniejsza.
— Dobra, świetnie. A teraz wypad.
— A dziękuję?
— A ktoś ci kiedyś wydrapał oczy paznokciami?
— Dobra, rozumiem aluzję. — mruknął zabierając swoją sałatkę. — Jutro zajmę się Michałem.
*~*~*
Małe bąbelki powietrza unosiły się ku górze pękając na powierzchni, jego gałki oczne obracały się śledząc ich drogę do wolności. Czuł tysiące igieł wbijających mu się w powierzchnię oczu, które przeciętnemu człowiekowi zapewne sprawiałyby piekielny ból, jednak dla niego było to tylko ukojenie. Jedna z niewielu rzeczy dzięki, którym mógł potwierdzić, że jeszcze żyje i odczuwa wszystko tak jak zawsze. Nie mógłby pozwolić, aby coś zajęło jego ciało, choć wiedział, że w końcu je straci wolał je kontrolować tak długo jak tylko mógł.
Jego usta były teraz pełne wody, już dawno temu pozbywając się resztek powietrza, gardło jednak samoistnie zacisnęło się blokując wodzie dostęp do płuc. To go zawsze zastanawiało, skoro człowiek ma nad ciałem władze to czemu to czasami wykonuje zupełnie inne czynności niż chce rozum. Jakby cały transport żył własnym odrębnym życiem, aktualnie zdominowanym przez duszę, mogące wykazać swoje istnienie tylko w wyjątkowych sytuacjach. Może istniała jakaś siła – gracz poza widokiem, który kontrolował ich ciała kiedy chciał, jednocześnie pozostając w ukryciu. To był pewnego rodzaju dyskomfort, nie wiedząc kto tak naprawdę ma władze nad transportem – on czy zupełnie ktoś inny/ czy osoba trzecia?
Kiedy wynurzał się z wody włosy przykleiły mu się do czoła i szyi a z ich końcówek spływały resztki wody. Nataniel oparł łokcie o brzegi wanny i odchylił głowę w tył. Jego płuca łapczywie pobierały tlen z powietrza, aby przemienić go i oddać z powrotem pod postacią dwutlenku węgla. Ponownie coś przejęło kontrolę nad jego ciałem zmuszając go do spazmatycznych wdechów. Parsknął śmiechem czując jak jego grdyka drga przyjemnie z powodu naprężenia mięśni. Chłopak to lubił - naprężone mięśnie i skóra, odciśnięte żyły, kości przeskakujące w stawach. Taki widok, dla zwykłych ludzi – przerażający, a dla niego niesamowicie fascynujący.
Angelika w skupieniu rozpisywała godziny i daty, chcąc jak najlepiej rozplanować nadchodzący miesiąc.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz