Tekst

wtorek, 13 czerwca 2017

Niania od zaraz [ 10/13 ]

A/N: wybaczcie, że za pierwszym razem gdy to publikowałam słowa były połączone ;-; Teraz mam nadzieję, że już będzie okej. W komentarzach piszcie, czy nie chcielibyście kliku faktów o tym ff. Miłego czytania!

beta: Abisuu

∞ 

Mięso na patelni skwierczało wesoło, gdy Jimin przewracał je na drugą stronę. Soomin dalej szukała odpowiedniej przyprawy, a z telewizji mówił do nich nikt inny jak Iron Man. Tak, w tle leciało Avengers, na którego oglądanie uparła się siedmiolatka. Siedziała na wysokim krześle wpatrując się w telewizor i udawała, że pomaga mężczyźnie cytując przy tym wypowiedzi Kapitana Ameryki.

-Widzę wielka fanka.- powiedział, gdy Soomin wreszcie odnalazł przyprawę. Wziął ją od niej i przyprawił mięso. - Ja tam osobiście wolę Lokiego, ma ciekawszy charakter.

-Ale Kapitan ma fajniejszy tyłek.- powiedziała Soomin z miną znawcy.

-Zgadzam się.. ale czekaj..-obrócił się nagle w jej stronę zszokowany -Ty masz siedem lat!

-No bo to tata tak mówi. - wytłumaczyła sięgając po płatki.-Powtarzam tylko to co powiedział. Oh, i za tydzień będę miała już osiem lat.

-Masz urodziny?- zainteresował się puszczając poprzednią uwagę w niepamięć. -Który to będzie dzień?

-Trzynasty listopada.

-W tym roku to chyba piątek.- zmarszczył brwi. -Będziemy je musieli obchodzić dzień później.

-Nie, dla nas to nie jest pechowy dzień.

-Zrobimy więc tak, jak będziesz chciała.- poczochrał jej włosy i wrócił do gotowania.

Natasha Romanoff była właśnie w trakcie epickiej bójki z robotami Ultrona, gdy drzwi łazienki otworzyły się. Yoongi w krótkich szortach i mokrej bluzce przecierał włosy ręcznikiem idąc w ich stronę. Jimin nie był w stanie się oprzeć i kątem oka obserwował jego blade nogi. Przez łydkę mężczyzny przechodziła już wyblakła blizna, którą nabył jeszcze w dzieciństwie. Tak mówił , a Jimin nawet nie myślał o tym, że może to być kłamstwo.

Wyłączył kuchenkę i przestawił patelnie na drewnianą podkładkę. Następnie położył ją na stole. Wyjął jeszcze karton soku z lodówki i usiadł przy stole.

-Hej- przywitał się nieśmiało z mężczyzną, gdy ten wszedł do kuchni. -Zjesz ryż z kawałkami kurczaka, prawda?

-Jasne.-przytaknął przewieszając ręcznik przez oparcie krzesła i samemu siadając. -Zjem wszystko co zrobisz.

Korzystając z okazji, gdy Soomin jako pierwsza rzuciła się na jedzenie, Yoongi odchylił się w bok i biorąc brodę Parka w dłoń ucałował go lekko w usta. Wrócił z niewinnym uśmiechem na swoje miejsce i zabrał się za jedzenie.

-Ekhem.-odchrząknął Jimin po tym niespodziewanym pocałunku i zaczerwienił się aż po uszy. -Masz jakieś plany na dzisiaj?

-Tak. Niedługo muszę wyjść coś załatwić, ale potem zabieram was na spacer do lasu.

-Yeah!-krzyczenie z pełną buzią jedzenia nie było najlepszym pomysłem Soomin, szczególnie mocno odczuł to Jimin.

-Niedawno się myłem.- udawał nadąsanego zbierając z twarzy ryż.

-Przepraszam.-dziewczynka spuściła głowę.

-Nic się nie stało. Mam przynajmniej więcej ryżu do jedzenia.-wzruszył ramionami patrząc jak Soomin na nowo się uśmiecha.

Yoongi cicho się zaśmiał.

-A ty tak nie chichocz, bo zaraz sam będziesz cały w ryżu.

-Groźby są karalne.- pokazał mu język, ale na wszelki wypadek odsunął się na krześle w bok. Jimin parsknął na to śmiechem.

-Tatooo, lubisz Czarną Wdowę?

-Tak, czemu pytasz?

-Tak sobie.- Soomin wzruszyła ramionami i wróciła do jedzenia oglądając Avengers.

Gdzieś w tle Yoongi i Jimin wymienili między sobą serie pocałunków, delikatnych jak motyle. Soomin udawała, że nic nie widzi.


Parcie do przodu przez życie bywa trudne, szczególnie jeśli wciąż patrzy się wstecz. Robimy to ciągle, nawet nieświadomie, uwięzieni w łańcuchach przeszłości. Podjętych i niepodjętych decyzji, słów, które powiedzieliśmy i tych, których nie byliśmy wstanie wypowiedzieć. Tysiące chwil, które przeżyliśmy z kimś kto znaczył dla nas więcej niż cały świat razem wzięty. Jeśli się uwolni z więzów będzie się motylem, któremu w końcu dane było polatać. Pamiętajmy tylko o tym, że motyle żyją jeden dzień.

Yoongi wiedział to wszystko i fakt, że zdawał sobie z tego wszystkiego sprawę stawiał go wyżej w ludzkiej hierarchi. Przeszłość jednak zawsze komplikowała przyszłość i oszukiwanie siebie nie miało żadnego sensu. Męczenie się z Seokjinem także. Mógł to wszystko odwlekać latami, ale jeśli chciał związać się na stałe z Jiminem, co oczywiście chciał zrobić, czas naglił bardziej niż kiedykolwiek.
Yoongin nie mógł, wręcz nie miał siły, aby dalej ciągnąć tą bezsensowną sprawę. Soomin była jego.

Teczka w jego dłoni zdawała się ściągać go w dół. Przez kilka pięter, aż na parter albo i głębiej. Ale nie było sensu odwlekać tego w nieskończoność. Zapukał energicznie do drzwi i przestąpił z nogi na nogę. Namjoon pożegnał się z nim jeszcze przed blokiem, klepiąc pocieszająco po plecach i zapewniając, że będzie czekał na niego w samochodzie. Uśmiechał się przepraszająco.

-Słucham?- Seokjin miał przekrzywione lekko okulary, ale widząc kto stoi za drzwiami poprawił je natychmiast.

-Mamy kilka spraw do wyjaśnienia.- Yoongi postanowił zacząć prosto z mostu.

-Wątpię.- brunet sarknął zamykając drzwi.

-Nie uciekaj tak jak wtedy.- wcisnął stopę między drzwi, a framugę. - Pokaż wreszcie, że zasługujesz na miłość Anmy.

-Co ty możesz wiedzieć.- prychnął mężczyzna, ale odszedł od drzwi, robiąc tym samym przejście dla Mina.

-Mogę.Wiem wystarczająco, bo czyż Soomin to nie owoc naszej miłości?

-Ona nie jest twoja!- Jin postrzegany był zawsze jako niesamowicie łagodna osoba, która nie potrafiłaby skrzywdzić muchy, a co dopiero unieść głos. Problem polegał na tym, że mężczyzna bardzo dobrze umiał przeklinać, co najmniej w sześciu językach świata, a i często krzyczał, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

-Jest moja.- odparował z mocą w głosie Yoongi. - Wszystko masz tutaj. Czytaj i niech wreszcie dotrze do ciebie prawda.

Jin niemal rozrywa teczkę, próbując ją otworzyć. Wygląda jakby się spieszył, jakby zaraz miał nastąpić koniec świata, ale Min z doświadczenia wie, że ten po prostu ma ochotę rzucić się na niego i ładnie mówiąc - przemeblować mu twarz. Poprawia zsuwające się okulary i przelatuje wzrokiem po tekście czytając z prędkością światła. Prychał przy tym i mielił słowa niewyraźnie pod nosem, aż nie natrafia na najistotniejszy fragment dokumentu. Momentalnie zamilkł, a jego twarz zdawała się być ciosana w kamieniu.

Yoongi stukał niecierpliwie w listwę krzesła. Zastanawiał się jak bardzo zraniony jest teraz Seokjin i czy zaraz nie zacznie na niego krzyczeć.

-Wyjdź stąd.- jego głos był matowy i Mina przeszył nieprzyjemny dreszcz.

-Nie, musimy w końcu porozmawiać Jin.- zaprzeczył.

-Teraz tym bardziej nie mamy o czym.- to miało być warknięcie, jednak nie wyszło, a przynajmniej dla Yoongi brzmiało ono nad wyraz żałośnie.

-Anma zostawiła nas obu. Z mętlikiem w głowie i burzą uczuć. Obciążyła nas obu.

-Ciebie, skoro to naprawdę twoja córka.

-Skłóciła nas.- pokręcił głową. -Może zrobiła to specjalnie, nie wiem. Wiem jednak, że oboje kochaliśmy ją do szaleństwa i jeśli tylko by chciała to okradlibyśmy dla niej bank.

-Była promykiem słońca w tym cholernym świecie.

-Bo była zwariowana.- uśmiecha się lekko na wspomnienie dziewczyny.

-Nietypowa.

-Inna niż wszystkie, naprawdę inna. My się w niej zakochaliśmy, walczyliśmy o względy, a ona niczego nie naprostowała.

-Popełniła samobójstwo.- sarknął Seokjin. -Jakby ta cholerna zabawa się jej znudziła i stwierdziła, że spróbuje czegoś innego.

-Nienawidzę jej i równocześnie kocham. Próbowała wyciągnąć mnie z mroku, ale gdy sama go trochę zasmakowała i stwierdziła, że jej się podoba zaczęła mnie tam wpychać z powrotem. Ciebie owinęła wokół swojego palca.

-Nie...

-Nie zaprzeczaj. Byłeś na każde jej skinienie... my obaj. Daliśmy sobie to zrobić, bo obaj byliśmy zbyt ułomni w uczuciach, żeby żyć jak zwykli ludzie.

-Soomin jest do niej taka podobna.- wzdycha brunet siadając na fotelu.

-Taak.-zgadza się z nim, bo jak się oszukiwać, gdy codziennie doświadcza się takich przemyśleń na widok córki.

-Chyba wiedziałem, że tak naprawdę nas zraniła. Możliwe, że dlatego chciałem żeby Soomin była inna.

-Ubieranie w sukienki, dziewczęce zabawy - wszystko jasne.- dotarło do niego.

-Pomyślałem, że gdy będę ją wychowywał to Anma nie zrani mnie po raz kolejny, ale wtedy Soomin dostałeś ty. Czy jej w ogóle na mnie zależało?-pyta z nadzieją w oczach i to boli, bo Yoongi nie potrafi odpowiedzieć.

-Nie wiem... Nigdy się nie dowiemy jaka była prawda.

Znów zapada cisza. Jin gładzi dłońmi uda i kreśląc palcami jakieś wzory.

-Dostałem propozycję pracy w Wielkiej Brytanii.

-Och, fantastycznie.- gratuluje mu nieco zaskoczony. -Przyjmiesz ją?

-Tak...teraz myślę, że tak.

-Teraz?-zdziwił się marszcząc brwi.

-Nie powinniśmy byli się spotkać... nigdy. Namjoon i Hoseok mieli rację.- mówi zrezygnowany. -Najlepiej będzie jeśli to spotkanie będzie naszym ostatnim.

-Ale..

-Nie, to koniec.- przerywa mu. -Koniec tego rozdziału w naszych życiach, twoim i moim. Czas się pozbierać. Nie możemy pozwolić by Anma dalej nas raniła.

-Więc..-Yoongi szuka w głowie odpowiednich słów. -Co mam powiedzieć Soomin?

-Że ją przepraszam... i.. że jeszcze się spotkamy.

-Okej..w takim razie...- Min wycofał się, bo atmosfera zrobiła się niezręczna.

-Ciebie też przepraszam.

-Ja ciebie też.- krzywy uśmiech to wszystko na co go było stać, gdy opuszczał mieszkanie kolegi.

Ciężar spadł z jego ramion i miał wrażenie, że teraz może nawet wzbić się w powietrze i nareszcie polecieć dalej.

Namjoon, tak jak obiecał, grzecznie czekał na niego w samochodzie grając w jakąś gierkę na telefonie. Uniósł głowę, gdy Yoongi zastukał w szybę.

-Cześć.-przywitał się, gdy Kim odblokował drzwi. W samochodzie było ciepło, ale pomimo tego Min zatopił nos w szaliku.

-Więc...

-Jest okej. Sprawa została wyjaśniona.

-Bardzo źle to zniósł?- Namjoon był istotą, która w głębi duszy zawsze się o wszystkich martwiła, nawet jeśli kogoś za specjalnie nie lubił.

-Wyjeżdża do Anglii. Twierdzi, że to najlepszy pomysł.

-Przykro mi... Chyba...

-Daruj sobie.- wzdycha. -Jedźmy do tej apteki, bo ci się Hoseok zakaszle na śmierć.

-Rozumiem, że mam nie drążyć tematu.- pokiwał głową.

-Dokładnie.


-Cześć kochanie.- Namjoon schylił się, aby pocałować chłopaka, ale Hoseok zakrył twarz kołdrą.

-Jemstm chury.- wymamrotał.

-Wiem.-odpowiedział czochrając jego włosy. - Ja, w przeciwieństwie do ciebie, nie choruje tak szybko, więc nie musisz się już tak zakrywać.

-Co tum mamoczesz?- odkrył oczy patrząc wymownie na mężczyznę.

-Nic, nic. Zahaczyłem z Yoongim o aptekę i zaopatrzyłem naszą apteczkę w kolejne leki.

-Jesteś najlepszy.- stwierdził Hoseok, gdy wydmuchał nos w jedną z wielu chusteczek leżących na łóżku. -A jak tam sprawa między nim, a Jinem?

-Chyba dobrze... Wiesz, Yoongi nie chciał o tym rozmawiać to nie drążyłem.- rozpakowywał siatkę pełną małych opakowań.-Wydawał się być przygnębiony.

-No to na pewno.

-Dodatkowo Min mówił coś o tym, że Seokjin wyjeżdża.- napomknął mimochodem Namjoon skupiając się na ulotce dołączonej do tabletek. -Możesz przyjmować dawkę dla dorosłych, no nie?

-A mam pięć lat?- prychnął. -Jak to wyjeżdża.?

-Normalnie.-wzruszył ramionami. -Upewniam się, co bym cię przypadkowo nie zabił.

-Nie zabijesz.- uśmiechnął się promiennie robiąc miejsce na kanapie dla swojego chłopaka.

-Wielka Brytania. Ponoć dostał tam jakąś propozycję pracy, czy coś. Yoongi naprawdę nie chciał o tym rozmawiać.

-Dobha.-wymamrotał biorąc od niego białe tabletki i popijając je wodą.-Więc to koniec?

-Czyja wiem...- zastanawia się przez chwilę obejmując czarnowłosego i pozwalając mu oprzeć się na swojej klatce piersiowej. -Dla Seokjina może nie, ale dla Mina na pewno.

-Powiedział już Jiminowi?

-Wiesz, Yoongi tak za bardzo mi się nie zwierza. Skąd mam wiedzieć?

-Jesteś jego pomocnikiem, może coś podsłuchałeś w firmie albo...

-Hoseok, czy ty chcesz żebym go podsłuchiwał? Przecież on by mnie zabił!!

-Wcześniej poddałby cię torturą.- zauważył.

-Wielkie dzięki, kochanie.- westchnął włączając telewizor.

-Zawsze do usług!


-Daleko jeszcze?

-Niech zgadnę, jesteś fanem Shreka?- spytał z uśmiechem na ustach blondyn spoglądając na Jimina.

-Lubię wiele filmów.- spąsowiał zapadając się w fotelu. -Patrz na drogę.

-Jest czerwone.- odparowała Soomin, która wytrwale przysłuchiwała się rozmowie starszych.

-I ty Brutusie przeciwko mnie?- sapnął Park. -Pff, nie dostaniesz prezentu na urodziny.

-Nie muszę.

-Za dobrze ją wychowałeś, Min.- brunet w końcu się poddał przyjmując do wiadomości, że nie ma sensu z nimi dyskutować.

-Nieo brażaj się.- Yoongi skupiał całą swoją uwagę na drodze i prowadzeniu samochodu, ale to nie powstrzymywało go od głupiego uśmiechania się do nadąsanego Jimina.

-Nie szczerz się tak.- fuknął brunet. -Dzieci patrzą.

-Mam siedem lat.- przypomniało wspomniane dziecko. -Jestem dorosła.

Yoongi parska śmiechem na to oświadczenie. -Kochanie, do tego to ci jeszcze daleko.

-Obrażam się, appa.

-No i masz!- powiedział z satysfakcją Jimin, gdy Soomin zaczęła kopać fotel Yoongiego.

-Uch..Soo, przestań.- poprosił córkę skręcając. -Bo zaraz w drzewo wjadę.

Dziewczynka nie posłuchała go z zawzięciem kopiąc dalej, jakby była to najciekawsza czynność na świecie. Niczym Czarna Wdowa, ze spokojem na twarzy dręczyła innych.

-Hej,Soo. Tata cię o coś poprosił.- Jimin zmarszczył brwi patrząc na dziewczynkę przez ramie. -Chyba przestaniemy oglądać filmy Marvela.

-Nie!-zaprotestowała żywo, przestając znęcać się nad fotelem.-Przepraszam.

-Dziękuję.-uśmiechnął się kiwając głową.

-Ehh,czemu ona słucha tylko ciebie?

-Szantaż.-stwierdza. -Szantaż jest zawsze odpowiedni.

-Mogłem się domyślić.- Yoongi zgasił silnik i pewnym ruchem wyciągnął kluczyk ze stacyjki. -Jesteśmy.

Przed nimi rozciągał się las pełen kolorowych liści i zielonych igieł. Między drzewami znajdowały się lekko już zarośnięte wydeptane przez ludzi ścieżki. Gdzieś z boku leżał stos śmieci i każde z nich unikało go wzrokiem.

-Łał.-westchnęła z zachwytem Soomin. Przycisnęła twarz do szyby napinając pas bezpieczeństwa. -Czemu zabierasz mnie tu pierwszy raz?- zreflektowała się.

-Bo to specjalne miejsce. Po za tym byłaś już tu kochanie, ale miałaś zaledwie rok.- tłumaczy Min, gdy wypakowywali się z samochodu.

-Jakaś tajemnica?- dopytywał ciekawy Jimin.

-Tak, ale niedługo już nią nie będzie.- uśmiechnął się lekko do niego, ale jakoś niemrawo co przyciągnęło uwagę młodszego.

-Wszystko w porządku?

-Tak.

-Jeśli...może powinienem zostawić was samych? Mogę tu poczekać.- zaproponował mierzwiąc włosy mokre od płatków śniegu.

-Nie, musisz iść. To.. w zasadzie to dla ciebie tu jesteśmy. Żebyś w końcu poznał prawdę.

-Brzmi..Mrocznie.- wzdrygnął się, ale kiwnął głową rozumiejąc przynajmniej częściowo.

W niezręcznej ciszy obwiązali Soomin szalikiem i zapieli jej kurtkę pod szyję. Dziewczynka odchyliła mocno głowę do tyłu, chcąc uniknąć zacięcia pod brodą.

-Tata, czemu zrobiło się smutno?- Soomin zmarszczyła brwi, które ledwo widoczne były pod wełnianą czapką.

-Nie jest smutno.- zaprzeczył od razu Jimin.

-Czasami musi byś trochę smutno, aby potem mogło być lepiej.- wtrącił Yoongi łapiąc dłoń córki. -Tak działa świat.

-To trochę tak jak wtedy, gdy zostałem wyrzucony z pracy przez twojego tatę, a on potem mnie zatrudnił.

-Jesteś teraz szczęśliwy, hyung??

-Tak, myślę że tak.- zaczerwienił się opuszczając głowę.

-To dobrze, bardzo dobrze.- blondyna bolały już policzki od ciągłego uśmiechania się, ale w obecności Jimina nie potrafił inaczej. Był szczęśliwy za każdym razem, gdy go widział.

Takie po prostu było już życie.


Soomin biegała od drzewa, do drzewa zbierając mokre liście i tworząc z nich coś na kształt bukietu. Kiedy była zbyt zmęczona, aby wciąż biegać, wracała do mężczyzn i łapała na zmianę to rękę taty, to rękę Jimina. Wielką radość sprawiało jej też wchodzenie w błoto i skakanie po mchu, który wydawał mokre plaśnięcia.

Yoongi wydawał się iść bez zastanowienia, jakby znał drogę na pamięć. Jimin miał wrażenie, że to on wydeptał tą ścieżkę w trawie i nawet z zamkniętymi oczami mógłby trafić do celu. To co znajdowało się na końcu było na razie tajemnicą i choć korciło, to Jimin nie zapytał już ponownie co to dokładnie jest. Ufał, że Yoongi nie wyprowadzi go w pole, bo wiedział, że rzadko mężczyzna jest aż tak spięty. Jakby zaraz na ich oczach miały rozegrać się walki o istnienie świata.

-Daleko jeszcze?

-Nie. Już.. Jesteśmy.- zatrzymał się przy kamieniu.

-Co to, tato?- Soomin uniosła głowę patrząc na twarz mężczyzny.

Jimin zrobił to samo i dzięki temu mógł zobaczyć jak przez jego twarz przechodzi tysiące emocji i uczuć. Od radości, przez złość i bezgraniczny smutek, aż po obojętność.

-To moi drodzy.- odchrząknął i starł mokre liście z kamienia,odsłaniając napisy na nim. -Jest grób Anmy.... Mamy Soomin.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz