beta: Abisuu
∞
Mięso na patelni skwierczało wesoło, gdy Jimin przewracał je na drugą stronę. Soomin dalej szukała odpowiedniej przyprawy, a z telewizji mówił do nich nikt inny jak Iron Man. Tak, w tle leciało Avengers, na którego oglądanie uparła się siedmiolatka. Siedziała na wysokim krześle wpatrując się w telewizor i udawała, że pomaga mężczyźnie cytując przy tym wypowiedzi Kapitana Ameryki.
-Widzę wielka fanka.- powiedział, gdy Soomin wreszcie odnalazł przyprawę. Wziął ją od niej i przyprawił mięso. - Ja tam osobiście wolę Lokiego, ma ciekawszy charakter.
-Ale Kapitan ma fajniejszy tyłek.- powiedziała Soomin z miną znawcy.
-Zgadzam się.. ale czekaj..-obrócił się nagle w jej stronę zszokowany -Ty masz siedem lat!
-No bo to tata tak mówi. - wytłumaczyła sięgając po płatki.-Powtarzam tylko to co powiedział. Oh, i za tydzień będę miała już osiem lat.
-Masz urodziny?- zainteresował się puszczając poprzednią uwagę w niepamięć. -Który to będzie dzień?
-Trzynasty listopada.
-W tym roku to chyba piątek.- zmarszczył brwi. -Będziemy je musieli obchodzić dzień później.
-Nie, dla nas to nie jest pechowy dzień.
-Zrobimy więc tak, jak będziesz chciała.- poczochrał jej włosy i wrócił do gotowania.
Natasha Romanoff była właśnie w trakcie epickiej bójki z robotami Ultrona, gdy drzwi łazienki otworzyły się. Yoongi w krótkich szortach i mokrej bluzce przecierał włosy ręcznikiem idąc w ich stronę. Jimin nie był w stanie się oprzeć i kątem oka obserwował jego blade nogi. Przez łydkę mężczyzny przechodziła już wyblakła blizna, którą nabył jeszcze w dzieciństwie. Tak mówił , a Jimin nawet nie myślał o tym, że może to być kłamstwo.
Wyłączył kuchenkę i przestawił patelnie na drewnianą podkładkę. Następnie położył ją na stole. Wyjął jeszcze karton soku z lodówki i usiadł przy stole.
-Hej- przywitał się nieśmiało z mężczyzną, gdy ten wszedł do kuchni. -Zjesz ryż z kawałkami kurczaka, prawda?
-Jasne.-przytaknął przewieszając ręcznik przez oparcie krzesła i samemu siadając. -Zjem wszystko co zrobisz.
Korzystając z okazji, gdy Soomin jako pierwsza rzuciła się na jedzenie, Yoongi odchylił się w bok i biorąc brodę Parka w dłoń ucałował go lekko w usta. Wrócił z niewinnym uśmiechem na swoje miejsce i zabrał się za jedzenie.
-Ekhem.-odchrząknął Jimin po tym niespodziewanym pocałunku i zaczerwienił się aż po uszy. -Masz jakieś plany na dzisiaj?
-Tak. Niedługo muszę wyjść coś załatwić, ale potem zabieram was na spacer do lasu.
-Yeah!-krzyczenie z pełną buzią jedzenia nie było najlepszym pomysłem Soomin, szczególnie mocno odczuł to Jimin.
-Niedawno się myłem.- udawał nadąsanego zbierając z twarzy ryż.
-Przepraszam.-dziewczynka spuściła głowę.
-Nic się nie stało. Mam przynajmniej więcej ryżu do jedzenia.-wzruszył ramionami patrząc jak Soomin na nowo się uśmiecha.
Yoongi cicho się zaśmiał.
-A ty tak nie chichocz, bo zaraz sam będziesz cały w ryżu.
-Groźby są karalne.- pokazał mu język, ale na wszelki wypadek odsunął się na krześle w bok. Jimin parsknął na to śmiechem.
-Tatooo, lubisz Czarną Wdowę?
-Tak, czemu pytasz?
-Tak sobie.- Soomin wzruszyła ramionami i wróciła do jedzenia oglądając Avengers.
Gdzieś w tle Yoongi i Jimin wymienili między sobą serie pocałunków, delikatnych jak motyle. Soomin udawała, że nic nie widzi.
∞
Parcie do przodu przez życie bywa trudne, szczególnie jeśli wciąż patrzy się wstecz. Robimy to ciągle, nawet nieświadomie, uwięzieni w łańcuchach przeszłości. Podjętych i niepodjętych decyzji, słów, które powiedzieliśmy i tych, których nie byliśmy wstanie wypowiedzieć. Tysiące chwil, które przeżyliśmy z kimś kto znaczył dla nas więcej niż cały świat razem wzięty. Jeśli się uwolni z więzów będzie się motylem, któremu w końcu dane było polatać. Pamiętajmy tylko o tym, że motyle żyją jeden dzień.
Yoongi wiedział to wszystko i fakt, że zdawał sobie z tego wszystkiego sprawę stawiał go wyżej w ludzkiej hierarchi. Przeszłość jednak zawsze komplikowała przyszłość i oszukiwanie siebie nie miało żadnego sensu. Męczenie się z Seokjinem także. Mógł to wszystko odwlekać latami, ale jeśli chciał związać się na stałe z Jiminem, co oczywiście chciał zrobić, czas naglił bardziej niż kiedykolwiek.
Yoongin nie mógł, wręcz nie miał siły, aby dalej ciągnąć tą bezsensowną sprawę. Soomin była jego.
Teczka w jego dłoni zdawała się ściągać go w dół. Przez kilka pięter, aż na parter albo i głębiej. Ale nie było sensu odwlekać tego w nieskończoność. Zapukał energicznie do drzwi i przestąpił z nogi na nogę. Namjoon pożegnał się z nim jeszcze przed blokiem, klepiąc pocieszająco po plecach i zapewniając, że będzie czekał na niego w samochodzie. Uśmiechał się przepraszająco.
-Słucham?- Seokjin miał przekrzywione lekko okulary, ale widząc kto stoi za drzwiami poprawił je natychmiast.
-Mamy kilka spraw do wyjaśnienia.- Yoongi postanowił zacząć prosto z mostu.
-Wątpię.- brunet sarknął zamykając drzwi.
-Nie uciekaj tak jak wtedy.- wcisnął stopę między drzwi, a framugę. - Pokaż wreszcie, że zasługujesz na miłość Anmy.
-Co ty możesz wiedzieć.- prychnął mężczyzna, ale odszedł od drzwi, robiąc tym samym przejście dla Mina.
-Mogę.Wiem wystarczająco, bo czyż Soomin to nie owoc naszej miłości?
-Ona nie jest twoja!- Jin postrzegany był zawsze jako niesamowicie łagodna osoba, która nie potrafiłaby skrzywdzić muchy, a co dopiero unieść głos. Problem polegał na tym, że mężczyzna bardzo dobrze umiał przeklinać, co najmniej w sześciu językach świata, a i często krzyczał, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
-Jest moja.- odparował z mocą w głosie Yoongi. - Wszystko masz tutaj. Czytaj i niech wreszcie dotrze do ciebie prawda.
Jin niemal rozrywa teczkę, próbując ją otworzyć. Wygląda jakby się spieszył, jakby zaraz miał nastąpić koniec świata, ale Min z doświadczenia wie, że ten po prostu ma ochotę rzucić się na niego i ładnie mówiąc - przemeblować mu twarz. Poprawia zsuwające się okulary i przelatuje wzrokiem po tekście czytając z prędkością światła. Prychał przy tym i mielił słowa niewyraźnie pod nosem, aż nie natrafia na najistotniejszy fragment dokumentu. Momentalnie zamilkł, a jego twarz zdawała się być ciosana w kamieniu.
Yoongi stukał niecierpliwie w listwę krzesła. Zastanawiał się jak bardzo zraniony jest teraz Seokjin i czy zaraz nie zacznie na niego krzyczeć.
-Wyjdź stąd.- jego głos był matowy i Mina przeszył nieprzyjemny dreszcz.
-Nie, musimy w końcu porozmawiać Jin.- zaprzeczył.
-Teraz tym bardziej nie mamy o czym.- to miało być warknięcie, jednak nie wyszło, a przynajmniej dla Yoongi brzmiało ono nad wyraz żałośnie.
-Anma zostawiła nas obu. Z mętlikiem w głowie i burzą uczuć. Obciążyła nas obu.
-Ciebie, skoro to naprawdę twoja córka.
-Skłóciła nas.- pokręcił głową. -Może zrobiła to specjalnie, nie wiem. Wiem jednak, że oboje kochaliśmy ją do szaleństwa i jeśli tylko by chciała to okradlibyśmy dla niej bank.
-Była promykiem słońca w tym cholernym świecie.
-Bo była zwariowana.- uśmiecha się lekko na wspomnienie dziewczyny.
-Nietypowa.
-Inna niż wszystkie, naprawdę inna. My się w niej zakochaliśmy, walczyliśmy o względy, a ona niczego nie naprostowała.
-Popełniła samobójstwo.- sarknął Seokjin. -Jakby ta cholerna zabawa się jej znudziła i stwierdziła, że spróbuje czegoś innego.
-Nienawidzę jej i równocześnie kocham. Próbowała wyciągnąć mnie z mroku, ale gdy sama go trochę zasmakowała i stwierdziła, że jej się podoba zaczęła mnie tam wpychać z powrotem. Ciebie owinęła wokół swojego palca.
-Nie...
-Nie zaprzeczaj. Byłeś na każde jej skinienie... my obaj. Daliśmy sobie to zrobić, bo obaj byliśmy zbyt ułomni w uczuciach, żeby żyć jak zwykli ludzie.
-Soomin jest do niej taka podobna.- wzdycha brunet siadając na fotelu.
-Taak.-zgadza się z nim, bo jak się oszukiwać, gdy codziennie doświadcza się takich przemyśleń na widok córki.
-Chyba wiedziałem, że tak naprawdę nas zraniła. Możliwe, że dlatego chciałem żeby Soomin była inna.
-Ubieranie w sukienki, dziewczęce zabawy - wszystko jasne.- dotarło do niego.
-Pomyślałem, że gdy będę ją wychowywał to Anma nie zrani mnie po raz kolejny, ale wtedy Soomin dostałeś ty. Czy jej w ogóle na mnie zależało?-pyta z nadzieją w oczach i to boli, bo Yoongi nie potrafi odpowiedzieć.
-Nie wiem... Nigdy się nie dowiemy jaka była prawda.
Znów zapada cisza. Jin gładzi dłońmi uda i kreśląc palcami jakieś wzory.
-Dostałem propozycję pracy w Wielkiej Brytanii.
-Och, fantastycznie.- gratuluje mu nieco zaskoczony. -Przyjmiesz ją?
-Tak...teraz myślę, że tak.
-Teraz?-zdziwił się marszcząc brwi.
-Nie powinniśmy byli się spotkać... nigdy. Namjoon i Hoseok mieli rację.- mówi zrezygnowany. -Najlepiej będzie jeśli to spotkanie będzie naszym ostatnim.
-Ale..
-Nie, to koniec.- przerywa mu. -Koniec tego rozdziału w naszych życiach, twoim i moim. Czas się pozbierać. Nie możemy pozwolić by Anma dalej nas raniła.
-Więc..-Yoongi szuka w głowie odpowiednich słów. -Co mam powiedzieć Soomin?
-Że ją przepraszam... i.. że jeszcze się spotkamy.
-Okej..w takim razie...- Min wycofał się, bo atmosfera zrobiła się niezręczna.
-Ciebie też przepraszam.
-Ja ciebie też.- krzywy uśmiech to wszystko na co go było stać, gdy opuszczał mieszkanie kolegi.
Ciężar spadł z jego ramion i miał wrażenie, że teraz może nawet wzbić się w powietrze i nareszcie polecieć dalej.
Namjoon, tak jak obiecał, grzecznie czekał na niego w samochodzie grając w jakąś gierkę na telefonie. Uniósł głowę, gdy Yoongi zastukał w szybę.
-Cześć.-przywitał się, gdy Kim odblokował drzwi. W samochodzie było ciepło, ale pomimo tego Min zatopił nos w szaliku.
-Więc...
-Jest okej. Sprawa została wyjaśniona.
-Bardzo źle to zniósł?- Namjoon był istotą, która w głębi duszy zawsze się o wszystkich martwiła, nawet jeśli kogoś za specjalnie nie lubił.
-Wyjeżdża do Anglii. Twierdzi, że to najlepszy pomysł.
-Przykro mi... Chyba...
-Daruj sobie.- wzdycha. -Jedźmy do tej apteki, bo ci się Hoseok zakaszle na śmierć.
-Rozumiem, że mam nie drążyć tematu.- pokiwał głową.
-Dokładnie.
∞
-Cześć kochanie.- Namjoon schylił się, aby pocałować chłopaka, ale Hoseok zakrył twarz kołdrą.
-Jemstm chury.- wymamrotał.
-Wiem.-odpowiedział czochrając jego włosy. - Ja, w przeciwieństwie do ciebie, nie choruje tak szybko, więc nie musisz się już tak zakrywać.
-Co tum mamoczesz?- odkrył oczy patrząc wymownie na mężczyznę.
-Nic, nic. Zahaczyłem z Yoongim o aptekę i zaopatrzyłem naszą apteczkę w kolejne leki.
-Jesteś najlepszy.- stwierdził Hoseok, gdy wydmuchał nos w jedną z wielu chusteczek leżących na łóżku. -A jak tam sprawa między nim, a Jinem?
-Chyba dobrze... Wiesz, Yoongi nie chciał o tym rozmawiać to nie drążyłem.- rozpakowywał siatkę pełną małych opakowań.-Wydawał się być przygnębiony.
-No to na pewno.
-Dodatkowo Min mówił coś o tym, że Seokjin wyjeżdża.- napomknął mimochodem Namjoon skupiając się na ulotce dołączonej do tabletek. -Możesz przyjmować dawkę dla dorosłych, no nie?
-A mam pięć lat?- prychnął. -Jak to wyjeżdża.?
-Normalnie.-wzruszył ramionami. -Upewniam się, co bym cię przypadkowo nie zabił.
-Nie zabijesz.- uśmiechnął się promiennie robiąc miejsce na kanapie dla swojego chłopaka.
-Wielka Brytania. Ponoć dostał tam jakąś propozycję pracy, czy coś. Yoongi naprawdę nie chciał o tym rozmawiać.
-Dobha.-wymamrotał biorąc od niego białe tabletki i popijając je wodą.-Więc to koniec?
-Czyja wiem...- zastanawia się przez chwilę obejmując czarnowłosego i pozwalając mu oprzeć się na swojej klatce piersiowej. -Dla Seokjina może nie, ale dla Mina na pewno.
-Powiedział już Jiminowi?
-Wiesz, Yoongi tak za bardzo mi się nie zwierza. Skąd mam wiedzieć?
-Jesteś jego pomocnikiem, może coś podsłuchałeś w firmie albo...
-Hoseok, czy ty chcesz żebym go podsłuchiwał? Przecież on by mnie zabił!!
-Wcześniej poddałby cię torturą.- zauważył.
-Wielkie dzięki, kochanie.- westchnął włączając telewizor.
-Zawsze do usług!
∞
-Daleko jeszcze?
-Niech zgadnę, jesteś fanem Shreka?- spytał z uśmiechem na ustach blondyn spoglądając na Jimina.
-Lubię wiele filmów.- spąsowiał zapadając się w fotelu. -Patrz na drogę.
-Jest czerwone.- odparowała Soomin, która wytrwale przysłuchiwała się rozmowie starszych.
-I ty Brutusie przeciwko mnie?- sapnął Park. -Pff, nie dostaniesz prezentu na urodziny.
-Nie muszę.
-Za dobrze ją wychowałeś, Min.- brunet w końcu się poddał przyjmując do wiadomości, że nie ma sensu z nimi dyskutować.
-Nieo brażaj się.- Yoongi skupiał całą swoją uwagę na drodze i prowadzeniu samochodu, ale to nie powstrzymywało go od głupiego uśmiechania się do nadąsanego Jimina.
-Nie szczerz się tak.- fuknął brunet. -Dzieci patrzą.
-Mam siedem lat.- przypomniało wspomniane dziecko. -Jestem dorosła.
Yoongi parska śmiechem na to oświadczenie. -Kochanie, do tego to ci jeszcze daleko.
-Obrażam się, appa.
-No i masz!- powiedział z satysfakcją Jimin, gdy Soomin zaczęła kopać fotel Yoongiego.
-Uch..Soo, przestań.- poprosił córkę skręcając. -Bo zaraz w drzewo wjadę.
Dziewczynka nie posłuchała go z zawzięciem kopiąc dalej, jakby była to najciekawsza czynność na świecie. Niczym Czarna Wdowa, ze spokojem na twarzy dręczyła innych.
-Hej,Soo. Tata cię o coś poprosił.- Jimin zmarszczył brwi patrząc na dziewczynkę przez ramie. -Chyba przestaniemy oglądać filmy Marvela.
-Nie!-zaprotestowała żywo, przestając znęcać się nad fotelem.-Przepraszam.
-Dziękuję.-uśmiechnął się kiwając głową.
-Ehh,czemu ona słucha tylko ciebie?
-Szantaż.-stwierdza. -Szantaż jest zawsze odpowiedni.
-Mogłem się domyślić.- Yoongi zgasił silnik i pewnym ruchem wyciągnął kluczyk ze stacyjki. -Jesteśmy.
Przed nimi rozciągał się las pełen kolorowych liści i zielonych igieł. Między drzewami znajdowały się lekko już zarośnięte wydeptane przez ludzi ścieżki. Gdzieś z boku leżał stos śmieci i każde z nich unikało go wzrokiem.
-Łał.-westchnęła z zachwytem Soomin. Przycisnęła twarz do szyby napinając pas bezpieczeństwa. -Czemu zabierasz mnie tu pierwszy raz?- zreflektowała się.
-Bo to specjalne miejsce. Po za tym byłaś już tu kochanie, ale miałaś zaledwie rok.- tłumaczy Min, gdy wypakowywali się z samochodu.
-Jakaś tajemnica?- dopytywał ciekawy Jimin.
-Tak, ale niedługo już nią nie będzie.- uśmiechnął się lekko do niego, ale jakoś niemrawo co przyciągnęło uwagę młodszego.
-Wszystko w porządku?
-Tak.
-Jeśli...może powinienem zostawić was samych? Mogę tu poczekać.- zaproponował mierzwiąc włosy mokre od płatków śniegu.
-Nie, musisz iść. To.. w zasadzie to dla ciebie tu jesteśmy. Żebyś w końcu poznał prawdę.
-Brzmi..Mrocznie.- wzdrygnął się, ale kiwnął głową rozumiejąc przynajmniej częściowo.
W niezręcznej ciszy obwiązali Soomin szalikiem i zapieli jej kurtkę pod szyję. Dziewczynka odchyliła mocno głowę do tyłu, chcąc uniknąć zacięcia pod brodą.
-Tata, czemu zrobiło się smutno?- Soomin zmarszczyła brwi, które ledwo widoczne były pod wełnianą czapką.
-Nie jest smutno.- zaprzeczył od razu Jimin.
-Czasami musi byś trochę smutno, aby potem mogło być lepiej.- wtrącił Yoongi łapiąc dłoń córki. -Tak działa świat.
-To trochę tak jak wtedy, gdy zostałem wyrzucony z pracy przez twojego tatę, a on potem mnie zatrudnił.
-Jesteś teraz szczęśliwy, hyung??
-Tak, myślę że tak.- zaczerwienił się opuszczając głowę.
-To dobrze, bardzo dobrze.- blondyna bolały już policzki od ciągłego uśmiechania się, ale w obecności Jimina nie potrafił inaczej. Był szczęśliwy za każdym razem, gdy go widział.
Takie po prostu było już życie.
∞
Soomin biegała od drzewa, do drzewa zbierając mokre liście i tworząc z nich coś na kształt bukietu. Kiedy była zbyt zmęczona, aby wciąż biegać, wracała do mężczyzn i łapała na zmianę to rękę taty, to rękę Jimina. Wielką radość sprawiało jej też wchodzenie w błoto i skakanie po mchu, który wydawał mokre plaśnięcia.
Yoongi wydawał się iść bez zastanowienia, jakby znał drogę na pamięć. Jimin miał wrażenie, że to on wydeptał tą ścieżkę w trawie i nawet z zamkniętymi oczami mógłby trafić do celu. To co znajdowało się na końcu było na razie tajemnicą i choć korciło, to Jimin nie zapytał już ponownie co to dokładnie jest. Ufał, że Yoongi nie wyprowadzi go w pole, bo wiedział, że rzadko mężczyzna jest aż tak spięty. Jakby zaraz na ich oczach miały rozegrać się walki o istnienie świata.
-Daleko jeszcze?
-Nie. Już.. Jesteśmy.- zatrzymał się przy kamieniu.
-Co to, tato?- Soomin uniosła głowę patrząc na twarz mężczyzny.
Jimin zrobił to samo i dzięki temu mógł zobaczyć jak przez jego twarz przechodzi tysiące emocji i uczuć. Od radości, przez złość i bezgraniczny smutek, aż po obojętność.
-To moi drodzy.- odchrząknął i starł mokre liście z kamienia,odsłaniając napisy na nim. -Jest grób Anmy.... Mamy Soomin.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz