Tekst

wtorek, 13 czerwca 2017

Niania od zaraz [ 9/13 ]

A/N: Rozdział raczej dużo wyjaśniający; jedno czy dwa przekleństwa i fluff w wykonaniu mojego drugiego ulubionego pairingu. Miłego czytania. Hwiating!

Beta: Kiyo

*~*~*

Jimin sceptycznie patrzył jak Soomin rozwiązuje zadania z matematyki. Prawie nic nie rozumiał, ale grunt to robić dobrą minę do złej gry. Co dziwniejsze zadania brunet sprawdzał w internecie, aby upewnić się, że dziewczynka faktycznie jest geniuszem. Całe przedpołudnie Jimin przewoził kartony ze swoimi rzeczami i ustawiał je w salonie. Oczywiście Jungkook, korzystając z okazji, aby wbić komuś na chatę, pomagał mu albo raczej zrzędził nosząc najlżejsze rzeczy. W końcu Jiminowi udało się go pozbyć obiecując górę smażonego makaronu z tuńczykiem. Ten dzieciak był bardziej niż dziwny. Park miał wewnętrzne opory przed wnoszeniem swoich klamotów do pokoju Mina. Był tam tylko raz i będąc szczery sam ze sobą - koncentrował się raczej na mężczyźnie i jego sprawnych dłoniach. Noo, może kontemplował z rana jeszcze sufit, ale to i tak za mało, aby wszedł tam jak do siebie. Siedział, więc ze swoimi rzeczami w salonie patrząc jak Soomin radzi sobie z lekcjami, samemu w tym czasie przeglądając jakieś stare papiery.

-Hyung?

-Hmm?- zamruczał pytająco spoglądając na nią z nad kartek. -Coś się stało?

-Nie. Chciałam się tylko spytać czy ze mną pośpiewasz hyung.

-Jasne, nie ma sprawy.- uśmiechnął się lekko. -A co konkretnie?

-Podobało mi się jak śpiewałeś let it go.

-Lubię tą piosenkę.- wyznał jej. -Chcesz jej posłuchać jeszcze raz?

*~*~*

Jirin cierpliwie czekała aż jej szef ogarnie się w łazience i będą mogli wrócić do sali konferencyjnej. Przerwa podczas konferencji była najgorszą z możliwych rzeczy - reporterzy przepychali się, aby tylko towarzyszyć najważniejszym szychą w drodze do kibla i z powrotem. Łudzili się, że w ten sposób zdobędą jakieś smakowite i dotąd nieznane newsy. Jirin, jako sekretarka Mina miała za zadanie chodzić za nim krok w krok i nadawać jak katarynka na błahe tematy. Wbrew pozorom to odstraszało dziennikarzy, którzy woleli raczej omijać rozgadane kobiety. Niby mogły powiedzieć parę cennych informacji, ale cena ich zdobycia była zbyt duża.

Kobiecie wyrwało się z ust znudzone westchnięcie a w tym samym momencie zza rogu wyszedł Namjoon.

-Yongi w kiblu?

-Chyba się tam utopił.- sarknęła. -Weź sprawdź co z nim jest i powiedz mu, że czekam jeszcze maksymalnie pięć minut.

-Się robi, kochana.- mrugnął okiem i raźnym krokiem wkroczył do łazienki.

Nie musiał się rozglądać w poszukiwaniu niższego, bo ten opierał się bokiem o umywalkę w pozie największego z myślicieli. Taa, jakby siedział na sedesie i nie mógł się wysrać.

-Jin znów wydzwaniał?- po minie przyjaciela od razu domyślił się przyczyny tej zabawnej pozy. -Nie możesz go zablokować?

-Ktoś.. doradził mi, aby iść z tym do sądu. Muszę nagrywać te jego monologi.

-Cholera, prędzej dostaniesz depresji i nerwicy niż sąd weźmie się za taką sprawę. Seokjin potrafi być upierdliwy.

-Wiem, po prostu.. zakaz zbliżania wydaje się być dobrym pomysłem. Ja nie sądzę, że mam siłę stanąć z nim twarzą w twarz i...

-Seokjin to nasz przyjaciel.- przerwał mu Kim widząc jak trudno jest się wysłowić mężczyźnie. -Albo był. Nieważne. Ja też nie potrafię powiedzieć mu wprost aby się odpierdolił.

-Łączy nas zbyt wiele wspólnie przeżytych chwil.

-A przede wszystkim miłość do matki Soomin.

-Tak.- przytaknął pocierając nos między palcem środkowym i wskazującym. -Nie da się ukryć.

-Szczególnie przed tym twoim chłoptasiem. Jimin, tak?- bardziej stwierdził niż zapytał. -Dziwni jesteście, ale ok, nie wnikam. Jednak o tym będziesz musiał mu powiedzieć, no chyba, że wolisz aby dowiadywał się od osób trzecich.

-To najgorsza opcja.- wzdrygnął się jakby przerażony tą wizją. -Nigdy w życiu. Powiem mu.. Tak sądzę.

-Założyłem się już o to z Hoseokiem, nie pozwól mi przegrać.

-Trzeba się było nie zakładać, i tak zawsze przegrywasz.- odparował.

-Szukałeś mnie czy co, że tu jesteś.

-Jirin kazała mi powiedzieć, że masz pięć minut, i tak, mam te wykresy, o które prosiłeś. No, i poskrom swoją główną krawcową.

-Yoonson?

-Tak, o nią mi chodzi.- wykrzywił usta na bok spoglądając na czarny zegarek kontrastujący z jego skórą. -Muszę lecieć. Teczkę masz w biurze. A ty też się pośpiesz, zaraz kończy się przerwa.

I wyszedł zostawiając mężczyznę sam na sam ze swoimi myślami. Te o Seokjinie były raczej nieprzyjemne ale te o pewnym chłopaku w jego domu... To już zupełnie inna sprawa.

Tak, Yoongi musiał przyznać sam przed sobą, że ta sytuacja, już od samego początku dziwna, zupełnie wyrwała mu się z pod kontroli. Jak taki niepozorny chłopak, jakim był Jimin, zdołał zawrócić mu w głowie... Zresztą nie tylko jemu, Soomin także uległa tym dziwnym czarom. Nie było zresztą co kłamać, bo oboje byli po prostu zakochani w tym chłopaku, co prawda w ciut inny sposób ale jednak. To działało na Mina jak otwarta karta - skoro Soomin zaakceptowała kogoś nowego w swoim życiu z taką łatwością, i to na takim stanowisku, Yoongi bez problemu mógł się związać z Parkiem. Nawet Anma byłaby dumna. Ta kobieta była całym jego światem, ale zmarła i już nikt nie mógł przywrócić jej do życia. Nawet Jin, który tak bardzo się starał.

*~*~*

Wspomnienia

Na horyzoncie widać już było słońce, kiedy Yoonginowi udało wyrwać się z tej śmierdzącej speluny, w której pracował. Miasto było dziwnie puste, co zresztą nie było niczym nowym - czwarta rano była tą magiczną porą, w której nawet najruchliwsze metropolie zamierały na parę minut. Wypuścił z ust powietrze zezując lekko i patrząc na biały obłoczek pary. Wcisnął dłonie do kurtki i zgarbił się, próbując w ten sposób zachować ciepło.

-A mówiłam - ubierz jeszcze tą polarową bluzę, ale nie, ty swoje.

Na krawężniku siedziała dziewczyna w za dużym płaszczu. Jej oczy zasłonięte były różowymi okularami z kwiatami na oprawkach. Usta pomalowane były fioletową szminką. Wyszczerzona od ucha do ucha podała chłopakowi ciepły szalik i dźwignęła się na nogi. Dopiero teraz Min mógł zauważyć, że ma na sobie poprzecierane dżinsy i gruby sweter pod płaszczem.

-Dzięki.- ucałował ją w policzek i szybko obwiązał się mięciutkim materiałem. -Gdzie Jin?

-Zaraz przyjdzie. Poszedł po jedzenie.

-Mam ochotę zalec w łóżku i nic nie robić, a mam jutro sprawdzian..

-Pouczymy się razem.- szturchnęła go lekko łokciem w bok. -Pokażemy światu na co nas stać.

Mrugnęła do niego porozumiewawczo okiem i ruszyła po krawężniku w stronę centrum. Chłopak pokręcił głową rozbawiony i ruszył tuż za nią. Było dobrze.

×××

Sobotnie poranki były zazwyczaj dziwne, pełne dotyku drugiego ciała i jakiegoś speszenia, choć nie robili nigdy nic nieprzyzwoitego. Zazwyczaj budzili się po prostu splątani w kołdrze, kocach i swoich kończynach. Szum miasta wbijał się do ich głów a smak papierosów wciąż drażnił ich języki. Każdy z nich, choć raz obudził się z twarzą w miejscach intymnych tego drugiego i krzywe uśmiechy zdobiły ich młodzieńcze twarze. Zazwyczaj to Anma myła się pierwsza, krótki prysznic i wracała zaraz pod koc. Potem szedł albo Jin albo Yoongi, zależy który pierwszy w końcu wstawał z łóżka. Śniadanie robiło się samo, i samo zjadało - po prostu go nie było. Ich trójka nie potrafiła z rana nic przełknąć. Potem zazwyczaj każdy rozchodził się w swoją stronę - czy to do pracy, czy to do szkoły. Bywało różnie. W tak małym mieszkanku będąc we trójkę zapełniali całą jego przestrzeń. Było dobrze.

Namjoon czasami narzekał, że mają tu tak mało miejsca, że nie da się porządnie urządzić imprezy, ale koniec końców wszystko dało się zrobić. Było dobrze.

×××

Ojciec go nienawidził, ale było dobrze. Dopóki kochał chociaż matkę i nie znęcał się nad nią psychicznie, jak kiedyś na swoim synu, Yoongi był w stanie widywać ją raz na ruski rok. Wiedział, że jest bezpieczna.

-Anma jest piękna.

Wymsknęło się kiedyś Seokjinowi gdy był pijany. Min zapamiętał to jednak, bo sam zamierzał to powiedzieć. Było dobrze.. ale ... nie ważne.

×××

Kto by pomyślał, że można przetańczyć całą noc. Naprawdę, tak jak w amerykańskich filmach bujając się z boku na bok na parkiecie i pijąc kolorowego drinka za drinkiem. Cóż, właśnie to zrobili. Chyba. Bo żadne z nich za bardzo nie pamięta, co robili parę godzin temu.

-W takim razie impreza musiała być naprawdę zajebista.

Nikt nie zaprzeczył.

×××

J-Hope sceptycznie spoglądał na Mina, który niemal zasypiał na stojąco.

-Powinniście trochę wyhamować. Ty, Jin i Anma.- sprostował od razu widzą zamglony wzrok kolegi.

-Ten tydzień był do bani.- pokręcił głową chcąc odpędzić nadpływające obrazy z poprzednich dni. -Musieliśmy odreagować.

-Cokolwiek stary. Pamiętaj jednak, że alkohol to nie wszystko. Jak coś ja i Namjoon zawsze jesteśmy pod telefonem.

-Wiem. Dziękuję.

×××

W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, gdy zazdrość rozsadza go od środka. Min patrzył jak Jin i An wywijają na parkiecie i wściekły zmarszczył brwi. Wypił jeszcze jednego drinka i odbił przyjacielowi tancerkę. To dotąd się nie zdarzało. Chyba... Nie, nie można już powiedzieć, że jest dobrze.

Ale czy kiedykolwiek było?- myślał Yoongi zwijając się na łóżku z bólu. Kac morderca nie ma serca.

*~*~*

Teraz

Namjoon obciągnął bluzkę w dół zakrywające tym samym gołe nerki chłopaka. Gdy upewnił się, że materiał znów się nie podwinie podciągnął kołdrę wyżej otulając ich szczelnie. Hoseok dryfował na linii jawy i snu z przymkniętymi oczami i otwartymi ustami przez, które oddychał. Nos miał zatkany a czoło rozpalone.

-Wiedziałem, że się rozchorujesz.- powiedział mężczyzna przeczesując włosy czarnowłosego palcami.

-Kto mógł wiedzieć, od tak dawna nie byłem już chory.- wymamrotał bardziej w klatkę piersiową Kima niż do niego.

-Jutro kupię ci miód, czosnek i imbir. Jakoś cię podleczymy.

-Dzięki, jesteś najlepszy.- podniósł się ociężale do góry i cmoknął go w policzek. -Nie przeszkadza ci, że będziesz spał z zasmarkanym facetem w jednym łóżku?

-Twoje wątpliwości bywają irytujące, ale i urocze.- uśmiechnął się kładąc sobie głowę chłopaka w zagięciu szyi i opierając głowę o poduszkę. -Ktoś musi podawać ci chusteczki w nocy, no nie?

-Taaa... - odparł sennie układając wygodnie głowę i mocniej przytulając się do blondyna.

-Kocham cię.- cmoknął go w czoło, gdy ten już spał.

Z błogim uśmiechem na ustach sam mógł udać się w ramiona Morfeusza.

Miał wszystko, czego potrzebował do szczęścia. Miał Hoseoka.

*~*~*

Makaron był naprawdę jedyną rzeczą, którą tak ubóstwiał Jungkook. Był gotowy zrobić za/dla niego wszystko. Nic dziwnego, więc, że gdy Jimin poszedł z Soomin do sklepu spotkali tam młodego rysownika przy regale z makaronami. Niebieski koszyk po brzegi miał już wypchany tymże artykułem spożywczym i upychał dalej.

-Nie masz co w domu robić?- przybił z nim piątkę. -Skończyłeś komiks?

-Tak. Siema.- wyszczerzył się do dziewczynki. -I jak ci się spodobał mój prezent?

-Był super, dzięki hyung!

Uczepiła się go ściskając ze wszystkich swoich sił.

-O łał, udało mi się wkupić w twoje łaski.- odpowiedział.

-Wytrzymujesz z TaeTae?

-A czemu bym nie miał? Związałem go i zamknąłem w piwnicy.- wzruszył ramionami dodając do koszyka jeszcze jedno opakowanie.

-Zapasy na zimę robisz?

-Dostałem nowy projekt i wiem, czuje to w kościach, że cały tydzień będę zakwitał przy biurku. A ty, jak się trzymasz?

-Współczuje.- poklepał go po ramieniu. -Jest trochę... niezręcznie? Tak, to chyba to.- pokiwał głową drapiąc się po łokciu. -I tak czy siak musimy przez to przebrnąć.

-Etap konieczny.- przyznał mu rację. -V jakoś się czai ostatnio.

-On cały jest dziwny.- wywrócił oczami.

-Mhhm to na pewno. Jak coś się zmieni to cię poinformuje. Miłego dnia.

Soomin pomachała mu na pożegnanie wrzucając do koszyka czekoladę, gdy Jimin nie patrzył. Nie uświadomiła go o tym aż do kasy, gdzie chcąc czy nie musiał za nią zapłacić.

-Jakoś sobie radzisz w szkole?- spytał gdy zanosili siatki do samochodu.

-Jest okej, tak jak wcześniej ale nie ruszają już mojego plecaka.- odpowiedziała szczerze.

-Chociaż tyle dobrego.- poklepał ją lekko po głowie. -Niedługo chyba zacznie już padać śnieg. Chodźmy.

*~*~*

-Trochę głupio wyszło.

Zamruczał Min wchodząc do mieszkania i omal nie potykając się o buty Soomin, widząc te wszystkie kartony w salonie. Nie przeklną na głos gdy jego stopa zahaczyła małym palcem o ścianę, ten dom miał uszy w postaci wiecznie czuwającej Soomin.

-Jak wszystko w moim życiu.- szepnął Jimin wychodząc z pokoju dziewczynki.

Włosy miał bardziej niż roztrzepane, z jednej strony przylizane. Na policzku widniała odciśnięta dłoń a być może coś innego. Poprawił bluzę spadającą z ramienia i stłumił ziewnięcie.

-Sorka za te kartony. Nie chciałem pod twoją nieobecność wnosić tam swoich klamotów.

-Powinienem dzisiaj był wziąć wolne.- rozmasował kark. -Chyba mam pewien problem i zapewne powinienem ci o nim powiedzieć, ale... Nie chce mi się o tym nawet myśleć.

Zanim Jimin zebrał się na odpowiedź Yoongi podszedł do niego i obejmując go ramionami przytulił się.

-Poczekam tak długo jak będzie trzeba.- odpowiedział wdychając zapach mężczyzny w zagięciu jego szyi.

-Grazie, bambino.- mruknął i ozdobił jego szyję kolejną malinką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz