Tekst

wtorek, 13 czerwca 2017

Niania od zaraz [ 11/13 ]

A/N: chyba powinnam walnąć tu jakąś mowę przepraszającą Was za tak długie czekanie ಠ_ಠ Cholera, powinnam przepraszać na kolanach ;-; Mam nadzieje, że jeszcze ktoś to przeczyta i błagam nie mordujcie mnie bo zostały jeszcze dwa rozdziały! W tym rozdziale chyba mało yoonminów ale bywa... Miłego czytania!

beta: Abisuu


Niania od zaraz; rozdział 11

-Och.- Jimina stać było jedynie na ciche westchnienie, gdy tak stał i patrzyła na nagrobek. -Tego się nie spodziewałem.

-Ja... Pomyślałem, że powinieneś wiedzieć, jak najszybciej.- mruknął Yoongi, patrząc jak Soomin niepewnie podchodzi do nagrobka. -Uznałem, że to najlepsza pora.

-Więc... to ona, tak? Twoja żona?

-Nie, nie była moją żoną.- kręci głową. -Była przyjaciółką moją i Jina.

-Appa.- Somin pociągnęła Yoongi za płaszcz. - Mogę to tam położyć?- uniosła liście do góry i gestem brody wskazała kamień.

-Tak, kochanie.- odpowiedział. Nie spojrzał ponownie na Jimina zbierając się przez chwilę w sobie. - To bardzo dziwna historia.

-Nie mów jeśli nie chcesz.

-Muszę ją opowiedzieć, bo nigdy się z tego błędnego koła nie uwolnię.

-Wiesz.. domyślałem się, że Soomin nie została adoptowana. Jest zbyt podobną do ciebie, a ty przecież nie mógłbyś jej urodzić.

-Twoja dedukcja czasami sprawia, że jestem zawstydzony.

-Chociaż, kto tam to wie....Może wcześniej byłeś kobietą?

Suga wzdrygnął się nieznacznie.

-Nie, definitywnie nie.

-Naprawdę nie musisz mi nic mówić, przecież ja też nie dałem ci sprawozdania z mojego życia.

-To jest coś co powinieneś, wręcz musisz wiedzieć. Gramy w otwarte karty.

-No dobrze.- mówi w końcu przekonany.

-Tak naprawdę nazywała się Sohyun, tylko ja i Jin mówiliśmy do niej Anma. Przezwisko było zupełnie przypadkowe, nie ma więc tu żadnego drugiego dna. Poznaliśmy się w szkole, albo raczej przed nią. Wjechaliśmy w siebie rowerami pierwszego dnia szkoły.

-Ciekawie się zaczyna.- parsknął cicho.

-Zabawnie, to dobre słowo.- odpowiedział szybko. -Potem jakoś tak się stało, że się zaprzyjaźniliśmy. Seokjin miał wymagających rodziców, o moich już wiesz, z kolei Anma miała normalną rodzinę. Standardowy kształt rodziny. Z czasem nie tylko siedzieliśmy razem na szkolnych korytarzach i rozmawialiśmy, ale i zaczęliśmy wychodzić razem na miasto. Byliśmy nastolatkami i poznawaliśmy ten świat razem. Mieliśmy jakąś taką niepisaną zasadę, że zawsze jesteśmy we troje. Ponoć to jakaś magiczna liczba.- sprostował patrząc nie na Jimin tylko na Soomin, która grzebała kijkiem w piasku. - W końcu postanowiliśmy, że zamieszkały razem. Wynajęliśmy jakieś malutkie mieszkanko i tam gnieździliśmy się przez prawie dwa lata. Miej więcej od tego czasu, kiedy razem zamieszkaliśmy, zaczęliśmy się w niej zakochiwać. Wtedy myślałem, że to tylko ja, że zaraz zniszczę to, co udało nam się zbudować.

-Tylko, że potem okazało się, że to nie tylko ty.

-Dokładnie.-przytaknął. -Jin też się w niej zakochał. Potem stopniowo wszystko się sypało. A perspektywy widzę, że był to naprawdę mroczny czas i ile błędów popełniłem. Wiesz... ona... Sohyun nie była święta. Co prawda tak ją właśnie widzieliśmy, aż do jej śmierci. Tylko, że potem, kiedy byłem strasznie smutny, zdałem sobie sprawę, że ona się nami bawiła. To była dla niej zabawa, przynajmniej przez większość czasu. Robiła z nami co chciała. Kiedy widziała, że mam problemy z alkoholem, to zamiast pomóc spychała mnie w nałóg jeszcze głębiej. Seokjina tak samo; byliśmy marionetkami.

-A ona po prostu zniknęła.

-Byłem wtedy tak wściekły, ale miałem też dziecko na głowie.

-Właściwie jak to się stało...

-Że Soomin wylądowała u mnie?- domyślił się. -Anma była raczej drobna i przez długi czas ukrywała to przed nami, aż Jin nie znalazł testy ciążowego. Pozytywnego. Spaliśmy ze sobą tylko raz. Tyle jestem pewny, bo nigdy nie weszliśmy na taki poziom relacji. Ten jeden jedyny raz był po pijaku. Pamiętam tylko, że leżeliśmy we trójkę i nic więcej. Nawet nie wiedzieliśmy, który z nią spał. Nic nie wiedzieliśmy, a ona milczała. Soomin wywalczyłem w sądzie. Wtedy chciałem mieć tę namiastkę Anmy dla siebie.

-Powiesz jej kiedyś o tym?

-Soomin? Kiedyś na pewno, ale nie wiem kiedy... to stresujące.- wyznał. -Więc... co o tym sądzisz?

-To jest chyba w porządku. Było minęło, prawda?- spojrzał mi w oczy. -Nie wiem, czy będę potrafił ci ją zastąpić..

-Nie chcę tego.

-Więc wszystko na razie jest w porządku. Tylko daj mi kilka dni, okej? Na sprawienie tego wszystkiego.

-Mam spać na kanapie?

-No co ty? Do kogo niby będę się przytulał?!- udawał oburzenie, ale uśmiechnął się widząc, jak oczy Sugi iskrzą się ze szczęścia.

$$$

Hoseok leżał na łóżku z poduszką pod głową. Był późny, zimowy ranek i niespecjalnie chciało mu się wstawać. Jego zmiana zaczynała się po południu, a mroźna pogoda za oknem nie sprzyjała szybkiemu i wczesnemu wstawaniu z łóżka. Namjoon od co najmniej godziny był już w pracy i zapewne męczył się nad stosami papierów. Yoongi nie odpuszczał mu, ale czarnowłosy przypuszczał, że to z powodu stresu w sprawie Jin'a. Ostatnio dużo rzeczy w życiu Sugi było sterujących, to nowy pokaz, to kłótnia z zarządem, to rocznica, to Jimin.

No właśnie, Jimin.... Jedno słowo, a Min'owi odbierał wszelki rozum. Ten chłopak był zarówno źródłem stresu, jak i szczęścia dla jego przyjaciela. Choć tego drugiego było znacznie więcej. Park był dziwną postacią. Jakby zlepioną z kilku naprędce zebranych cech, i to klejem nie najlepszej jakości. Został za to obwiązany dookoła sznurkiem, żeby jakimś cudem to wszystko się utrzymało. Czy Suga powstrzymał ten sznurek przed rozwiązaniem się? Może, ale na pewno Jimin sprawił, że na twarzy Min'a znacznie częściej pojawiał się ten specyficzny uśmiech. Takim uśmiechem nie obdarzał każdego, sam Hoseok widział go tylko parę razy, jak Yoongi uśmiechał się tak do Anmy. Uśmiech mający w sobie wiele różnych uczuć, podobny do tego którym obdarzył swoją córkę Soomin, ale z nutką czego jeszcze. Pożądania? Zapewne tak, ale trudno stwierdzić, gdy nie wiedziało się tego zjawiska za często. Może czarnowłosemu uda się jeszcze w przyszłości przestudiować ten uśmiech? Będzie musiał podziękować Jiminowi.

Jednak to potem. Jak już wszystko względnie się ułoży.

Obrócił się na drugi bok i przychylił się mocniej do poduszki. Ta pachnęła jeszcze Namjoonem, więc bezwstydnie zaciągnął się jego zapachem. Jego chłopak zazwyczaj pachniał całkiem dobrze. Chyba, że przesiadywał godzinami w biurze, gdzie sprzątaczki rozpylały mdlący, kwiatowy odświeżacz. Aż wstrząsnęło nim na wspomnienia tak obrzydliwej woni. Na szczęście Namjoon bardzo dobrze wiedział o jego awersji do tego typu zapachów i zawsze po powrocie z pracy szedł pod prysznic. Bogu dzięki, bo Hoseok nie wysiedziałby z nim w jednym pomieszczeniu.

Po dłuższej chwili leżenia bezczynnie usłyszał, jak jego telefon się rozdzwonił. Leżał jeszcze udając, że nic nie słyszy, ale potem podniósł się do góry. Chwycił go z szafki nocnej i odebrał.

-Słucham?

-Hoseok?

-Mama?- rozbudził się automatycznie. -Coś się stało? Z tatą wszystko w porządku?

-Lepiej by było, gdybyś tu przyjechał.- odpowiedziała delikatnie. -Tata.. nie żyje.

$$$

Jimin był w rozsypce. Wiele różnych myśli obijało się o wnętrze jego czaszki, raniąc go ostrymi kątami i powodując tym migrenę. Zwykły szum jezdni sprawiał, że huczało mu w głowie, jak podczas legendarnego pierwszego razu,gdy pół wódkę. Z tamtej nocy, albo dnia, bo naprawdę nikt nie umiał mu dokładnie tego opowiedzieć, nic nie pozostało mu w pamięci. Obudził się po prostu pewnego razu z ogromnym kacem nie mając pojęcia gdzie się znajduje i jak właściwie ma na imię. To był identyczny ból. Chłopak skrzywił się i jeszcze bardziej naciągnął kołdrę na głowę.

Spanie z Yoonginem w jednym łóżku nie było jakoś specjalnie złe. Przynajmniej jeszcze wczoraj. Teraz Jimin bał się niemal oddychać i nie był pewny, czy nie wyskoczyć przez okno. Choć nie rozumiał sam siebie, bo naprawdę nie był zły, czy obrażony na Min'a. Miał w sercu jakieś dziwne uczucie, takie które czuł po raz pierwszy w swoim życiu i jeszcze nie umiał go nazwać. Ale młodemu tacie zdawało się to nie przeszkadzać, albo przynajmniej Suga dobrze udawał i dał mu dużo swobody, nie wydziwiając przy tym. Może miał wprawę.

Jęknął cierpiętniczo załamany swoim własnym niezdecydowaniem i emocjonalnymi problemami. Nie sądził, że mając tyle lat ma się jeszcze mieć takie problemy. Obrócił swoje ciało w stronę ściany, twarzą do pleców Min'a, aby przesunąć się do niego bliżej. Zetknął swoją klatkę piersiową z jego plecami, a po namyśle przerzucił jedną ze swoich nóg, przez te należące do drugiego mężczyzny. Ten dalej spokojnie oddychał, zdając się zwyczajnie spać.

-Gdyby teraz był tu Tae, przywaliłby mi czymś ciężkim w twarz.- wtulił twarz w jego szyję.

-Ale go tu nie ma, więc przestań gadać i śpij.- wymruczał Yoongi sennie.

Jimin parsknął tylko śmiechem, ale nic więcej już nie powiedział. Przecież niewyspany tata, to zły ojciec. Prawda?

$$$

W innym wszechświecie, lub w innym wymiarze, Namjoon mógł być kimś zupełnie odwrotnym
niż jest teraz. Mógłby być superbohaterem - latającym po niebie i ratującym świat. Mógłby mieć dwie pary rąk, i dwie pary oczu, był by krzyżówką pająka, i człowieka. Mógłby być niewidzialny, przenikałby wtedy przez ściany i straszył ludzi. Innym razem mógłby być drzewem, albo kotem. Słowem wyjaśnienia - mógłby być kim tylko zapragnie.

Gdzieś tam w innej galaktyce, odległej o tysiące lat świetlnych, mógł istnieć jakiś jego brat bliźniak, który, załóżmy – był jego całkowitym przeciwieństwem. Nie był mężczyzną tylko kobietą, zamiast w biurze pracował w kwiaciarni. Umawiałby się już nie z chłopakiem, a dziewczyną. Siostra Junga byłaby za to przedstawicielem płci rzekomo brzydkiej i może by żyła.

Taki świat mógłby spodobać się Hoseokowi. Ale czy podobałby się jemu? Jakkolwiek źle to brzmiało, gdyby nie śmierć dziewczyny nigdy by się nie spotkali. Jednak jeśli w tamtym świecie Hoseok miał być bardziej szczęśliwy niż tutaj - był gotowy go tam wysłać. Czy to była już oznaka totalnego zakochania? Jego matka powtarzała zawsze, że jeśli kogoś kocha to ma o niego wiecznie walczyć, ale ojciec twierdził, że jeśli kogoś naprawdę się kocha, trzeba mu czasem pozwolić odejść. Gdyby wiecznie walczył Hoseok stałby się dla niego zwykłym przedmiotem. Tak, wersja jego ojca była zdecydowanie lepsza.

Podpisał ostatni dokument, odłożył długopis i rozprostował nogi. Praca dłużyła mu się niemiłosiernie.

-Yoongi cię przycisnął?- do pomieszczenia weszła Jirin z idealnie związanymi włosami w koka.

-Trochę.- przyznał zwracając uwagę na strój dziewczyny.

Miała na sobie dopasowany żakiet, białą sukienkę w czarne kwiaty ze kolana i buty na koturnie. Wyglądała naprawdę dobrze, choć nie codziennie można było zobaczyć ja w sukienkach. Wolała spodnie, pasowały zresztą do jej charakteru, ale Namjoon byłby kłamcą mówiąc, że ma brzydkie nogi. Były... idealne do krótkich spódniczek. Nie dało się tego nie zauważyć.

-Mam do ciebie pytanie. Masz chwilę?

Uniósł brwi, ale przytaknął głową. Usiadła naprzeciwko niego na krześle. Odłożyła swoją teczkę i zaplotła palce na kolanie.

-Potrzebuję twojej rady.

-W sprawie?

-Co kupiłeś Hoseokowi na pierwszą randkę?

-Coo?- był zbity z tropu. -Możesz powtórzyć?

- Spytałam.Co.Kupiłeś.Hoseokowi.Na.Pierwszą.Randkę.

-Och. - był w szoku. -Chyba kwiaty? Nieee.... Czekaj! Już wiem, kupiłem mu ciastko w kształcie kumamona i smoothie jagodowo-arbuzowe. Jego ulubione.

-Okej. Czyli to nie muszą być kwiaty?- upewniała się.

-Nie, no co ty. Przecież nie każdy lubi kwiaty.

-I myślisz, żeby kupić coś, co lubi ta osoba?

-Jirin. Czy ty się denerwujesz?- spytał spadając prosto. -Wszystko w porządku.

-Tak. Albo nie.- zawiesiła ramiona poddana patrząc się na niego dziwnie. -Ostatni raz na randce byłam prawie dziesięć lat temu, a kolejną mam jutro.

-Widzę, że boli cię mówienie mi o tym.

-Zamknij się.- mruknęła.

-Kto to jest? Znam tą osobę?

-Nie, chociaż może kiedyś ją widziałeś. To Hekoni... z nocnej zmiany. - dodała po namyśle.

Namjoon wiedział co znaczy nocna zmiana. Bardzo często, no niemal zawsze, oznaczało to pracę sprzątaczki. Był to pewnego rodzaju slang, który pozwalał na pewną swobodę osobą, które wstydziły się swojej pracy.

-Jak ją poznałaś?

-Zostawiła mi na biurku karteczkę, a potem jakoś poszło.- wzruszyła ramionami zbywając to trochę.

-Mhhm. Ciekawie.- przyznał. -W takim razie kup jej coś co lubi, ale lepiej żeby było to coś małego bądź, coś co może wykorzystać.

-Dzięki za radę.- uśmiechnęła się szczerze sięgając po swoją teczkę. -Ale spróbuj o tym komuś powiedzieć, a zginiesz jeszcze tego samego dnia.-zagroziła mówiąc, jak najbardziej poważnie.

-Nikomu nic nie powiem.- uniósł ręce w geście obronnym. -Czy kiedyś wygrałem jakiś twój sekret?

-Nie, i zastanawiam się czy to przez groźby, czy naprawdę jesteś miły.

-W tej branży niczego nie można być pewnym.

-Dokładnie.- posłała mu całusa i wymaszerowała z jego biura raźnym krokiem.

-Gdybym miał wyglądać wszystkie twoje sekrety, to Yoongi cały czas chodziłby z buzią szeroko otwartą ze zdziwienia.- pokręcił głową z rozbawieniem i na nowo powrócił do pracy.

Zapowiadał się naprawdę długi dzień.

"""

Jungkook miał niemrawą minę, garbił się też trochę, ale to akurat było u niego normalne. Kiedy rysował pochylał się niemal do samego blatu biurka i Jimin poważnie zaczynał się bać o jego kręgosłup. Pytał się go nawet o to, czy nie ma problemów, że wzrokiem. Ponoć nie miał, ale z tym dzieciakom nigdy nic nie było wiadomo.

- Więc mówisz, że ten facet miał żonę?- Jungkook unosi brew.

- Dziewczynę.- prostuje Jimin wywracając oczami na konsternacje chłopaka. - No co?

- To trochę podejrzane. Jesteś pewien, że już na stałe przerzucił się na chłopaków?

- Jungkook.- ostrzegł go.

- Ja tu się martwię o ciebie. Poczekaj. - rzucił szybko widząc, jak Jimin otwiera usta. -Serio się martwię. Jesteś pewny, że naprawdę cię kocha, i że w pewnym momencie nie spodoba mu się jakaś kobieta? Wiesz, że jeśli to się stanie, to nie będziesz mógł z nią konkurować w żaden sposób.

-Wiem.- wzdycha. -Nie sądzę jednak, żeby to się stało. On.... szuka kogoś już na stałe. Takie przynajmniej mam wrażenie.

-Nawet Tae wie, jak łatwo przywiązujesz się do ludzi. Nie chcemy po prostu, abyś cierpiał.- zamieszał łyżką w swojej kawie. -Chcemy żebyś był szczęśliwy, ale jeżeli coś by się stało, to wiec, że zawsze służę ci ramieniem.

-Dzięki, ale nie zamierzam płakać.

-Okej.

Zamilkli na chwilę, aby wypić swoje napoje choć trochę zanim wystygną zupełnie.

-Wpadniesz do nas w weekend? Moglibyśmy zrobić sobie wieczór filmowy, albo coś w tym stylu..- zagaił niepewnie młodszy.

-Jasne. Dawno nie robiliśmy takich rzeczy.

-Od kiedy straciłeś głowę dla pewnego faceta.- wywraca oczami.

-Zazdrosny?- parska.

-Momentami tak.

Jimin jest zdziwiony, ale to może trochę tłumaczyć, dlaczego Kook tak po prostu zgodził się z nim spotkać, pomimo nowo zaczętego projektu. Chłopak nigdy tego nie robił, zamykał się na trzy spusty w domu i udawał, że go nie ma. Wcześniej zupełnie o tym nie pomyślał. Może faktycznie ostatnio przestał zwracać uwagę na swoich przyjaciół?

-Przepraszam, głupio wyszło.

-Trochę.- przyznaje. -Ale nie martw się, Tae powiedział, że ci wybaczy! Ja też, ale dopiero po kilku miskach makaronu.

-Cokolwiek dzieciaku, cokolwiek.- uśmiechnął się.

Z Jungkookiem nigdy nie można było się nudzić.

///

Hoseok dławił się powietrzem, wpadając w stan, który potocznie zwie się hiperwentylacją. Czuł na swoim ramieniu, niemal stalowy, uścisk dłoni swojej matki, jakby ta zaraz miała zemdleć i tylko to powstrzymywało ją od upadku. Lekarze wyszli zostawiając ich samych z faktem dokonanym. Kolejna osoba w jego rodzinie zmarła przedwcześnie. Dla chłopaka był to niczym kiepski żart. Ktoś uwziął się na jego rodzinie, jakiś bóg czy ktokolwiek tam u góry był. Najpierw jego siostra, a teraz i ojciec. Czy dzisiejszego dnia mógł usłyszeć jeszcze gorsze wieści?!

Schował twarz w dłoniach próbując złapać oddech. Łzy cieknące z oczu nie ułatwiały mu tego zadania, tak samo jak trzęsące się ciało i dłoń matki. Czuł się przytłoczony. Zupełnie jakby leżał pod stertą kamieni.

-Hoseok....

-Moment.- wysapał w ręce. -Przepraszam. Już zaraz...

-M..m..musimy stąd iść. To..to bardzo niezdrowo tak tu siedzieć.- wyczerpała kobieta.

-Tak, dobrze.- przytaknął.

Ale żadne z nich nie ruszyło się z miejsca jeszcze przez wiele minut. Wygonił ich dopiero lekarz, który zaniepokojony ich stanem postanowił zareagować. Hoseok wylądował na korytarzu z kubkiem herbaty, w ramionach matki i łzami płynącymi po policzkach. On również jedną ze swoich rąk przytulał ją do siebie. Dziwił się tylko, że nie płakała.

-Będziesz musiał pomóc mi z pogrzebem.

-Nie.- zaprzeczył szybko, zamykając oczy. -Nie mówmy o tym teraz.

-Hoseok..

-Błagam mamo.- zajęczał wręcz. -To za wcześnie.. ja... potem, pomogę, ale teraz...

-Będzie w porządku kochanie.- pogłaskała go po włosach.

-Tata też tak mówił, gdy... gdy siostra odeszła. I co? Teraz on leży w kostnicy.- słowa ledwie przechodziły przez jego gardło. -Nie mów mi tylko, że ty też...- wybałuszył oczy odwracając się w jej stronę.

-Nie, skarbie. Robiłam ostatnio badania. Wszystko jest w normie.

Nie odpowiedział tylko objął ją mocniej.

-Zadzwoń do Namjoona.

-Później.



//

Namjoon nie biegł. Szedł szybko, niemal przywracając się o własne nogi, ale nie, nie biegł. Jego destrukcyjna strona osobowości i tak powodowała wiele wypadków, więc wolał nie biec. Jeszcze spowodowałby jakiś wypadek, a nie chciał do szpitala jechać na sygnale.

Wyminął kobietę idącą z dzieckiem za rękę i wypadł jak burza zza rogu. Potrącił lekarza, ale ten dzięki bogu zachował równowagę i tylko skarcił go spojrzeniem. Matkę Hoseoka zobaczył jako pierwszą. Siedziała lekko zgarbiona ściskając w dłoni papierowy kubeczek. Obok na krześle leżał taki sam. Zdyszany zatrzymał się przy niej.

-Dzień dobry, Namjoon. -spojrzała na niego. -Hoseok jest w łazience. Chciał się trochę odświeżyć.

-Dzień dobry.- przywitał się. -Poczekam tu na niego.

Usiadł obok niej i przytulił ją. Kobieta odwzajemniła uścisk.

- On... jest mu bardzo ciężko. Wiesz jak on to znosi.- powiedziała cicho. -Boję się o niego.- przyznała.

- Zajmę się nim, spokojnie.-zapewnił ją. -Tylko.. ma pani kogoś jeszcze? Kto zajmie się panią?

-Tak, moja siostra już tu jedzie. Będę mogła u niej chwilę pomieszkać.

-Jeśli sytuacja się zmieni proszę do mnie śmiało dzwonić. Pomożemy pani.

-Jesteś złotym chłopcem.- westchnęła klepiąc go po kolanie. -Dziękuję.

Namjoon chciał powiedzieć coś jeszcze, ale rozmyślił się w ostatniej chwili. Po chwili w zasięgu ich wzroku pojawił Hoseok. Wyglądał jak kupka nieszczęścia. Włosy miał zmierzwione, oczy zaczerwienione, tak samo jak policzki. Był trochę zgarbiony i szedł jakoś tak... niepewnie? Uniósł głowę do góry i westchnął głośno. Namjoon zaraz pojawił się przy nim przytulając go mocno.

-Hej kochanie.- mruknął mu do ucha. – Jestem tu.

-Dziękuję.- wyszeptał w jego ramię.

$$$

Park był naprawdę zdziwiony, gdy Suga tuż po powrocie do domu zamknął go w swoich objęciach. Soomin siedziała w swoim pokoju bawiąc się głośno misiami, więc Jimin niepewnie oddał uścisk.

-Stało się coś?- spytał zaraz po tym, jak tylko ręce Min'a zniknęły z jego ciała.

-Tata Hoseoka nie żyje.

-Tata.. co?! Jezusie, co się stało?- ledwo powstrzymał się od krzyczenia, zrobił to tylko ze względu na Soomin.

-Chorował. Ostatnio czuł się gorzej ale.. Jung miał nadzieję...

-Zrozumiałe.- pokiwał głową. -Jak się trzyma?

-Nie wiem. Zadzwonił do Namjoona, a ten przyleciał do mnie mówiąc, że koniecznie musi się zwolnić. I tak bym pozwolił mu iść, ale napomknął co nieco..

-Musi teraz wspierać swojego chłopaka. To trudne chwile.

-Powiesz Soomin?

-Nie, i tak nie znała jego taty. Na pogrzeb nie pójdzie. Jest za mała.

-Rozumiem. A ty go znałeś?

-Trochę.- przyznał po chwili. -Swojego czasu spałem w domu Hoseoka. Był specyficzną osobą, ale wyrozumiałą. Zawsze pomagał innym, oczywiście w miarę możliwości..

-Dobrzy ludzie zawsze odchodzą jako pierwsi.- westchnął. -Zrobić ci coś do picia?

-Herbatę jakbyś mógł.

Yoongi w tym czasie podszedł przywitać się z córką. Soomin z radością skończyła mu na szyję śmiejąc się przy tym.

Park zalał kubek herbaty leżący na blacie i zabierając go ze sobą usiadł na kanapie. Poczuł jak coś uwiera go w pośladek i wyciągnął z spod niego małego konika. Jedną z zabawek Soomin. Odłożył go na oparcie kanapy. Zaraz po tym tuż obok niego usiadł Suga. Przejął od niego kubek i wziął łyka.

-Dzięki. Oglądamy coś?

-A Soomin?

-Zaraz tu przyleci. Powiedziała, że musi zabrać ze sobą kredki i coś jeszcze.- patrzył przez chwilę na ciemny płyn w porcelanie. -Jak się czujesz?

-W porządku. Znaczy...- szukał przez chwilę w głowie odpowiednich słów. - Przemyślałem wszystko jeszcze raz i wciąż nie potrafię się na ciebie gniewać, albo coś w tym stylu. Spotkałem się nawet z Kookiem, wiesz ten od Marvela i nawet jego wątpliwości nie zmieniły mojego zdania.

-A jakie jest twoje zdanie?

-To wszystko..- zrobił bliżej nieokreślony ruch ręką. -Jest w porządku. Może trochę się pospieszyliśmy, ale błędy zdarzają się każdemu, bo nie?

Suga przytaknął.

-Ja dalej chcę próbować, jeśli ty także.

-No to jest nas dwóch.- uśmiechnął się delikatnie. -Myślisz, że mogę cię objąć?

-Trzy razy na tak.- odpowiedział mu nie tylko słowem, ale i uśmiechem.

Yoongi nie wahał się już więcej i objął go lewą ręką w pasie, tym samym przyciągając do siebie. Soomin przyszła po jakimś czasie z flamastrami i rozłożyła się na dywanie.

-Obejrzymy bajki?- spytała z nadzieją w głosie.

-Co ty na to?- Jimin spojrzał się na Min'a.

-Jak najbardziej.

Soomin była prze szczęśliwa.

Niania od zaraz [ 10/13 ]

A/N: wybaczcie, że za pierwszym razem gdy to publikowałam słowa były połączone ;-; Teraz mam nadzieję, że już będzie okej. W komentarzach piszcie, czy nie chcielibyście kliku faktów o tym ff. Miłego czytania!

beta: Abisuu

∞ 

Mięso na patelni skwierczało wesoło, gdy Jimin przewracał je na drugą stronę. Soomin dalej szukała odpowiedniej przyprawy, a z telewizji mówił do nich nikt inny jak Iron Man. Tak, w tle leciało Avengers, na którego oglądanie uparła się siedmiolatka. Siedziała na wysokim krześle wpatrując się w telewizor i udawała, że pomaga mężczyźnie cytując przy tym wypowiedzi Kapitana Ameryki.

-Widzę wielka fanka.- powiedział, gdy Soomin wreszcie odnalazł przyprawę. Wziął ją od niej i przyprawił mięso. - Ja tam osobiście wolę Lokiego, ma ciekawszy charakter.

-Ale Kapitan ma fajniejszy tyłek.- powiedziała Soomin z miną znawcy.

-Zgadzam się.. ale czekaj..-obrócił się nagle w jej stronę zszokowany -Ty masz siedem lat!

-No bo to tata tak mówi. - wytłumaczyła sięgając po płatki.-Powtarzam tylko to co powiedział. Oh, i za tydzień będę miała już osiem lat.

-Masz urodziny?- zainteresował się puszczając poprzednią uwagę w niepamięć. -Który to będzie dzień?

-Trzynasty listopada.

-W tym roku to chyba piątek.- zmarszczył brwi. -Będziemy je musieli obchodzić dzień później.

-Nie, dla nas to nie jest pechowy dzień.

-Zrobimy więc tak, jak będziesz chciała.- poczochrał jej włosy i wrócił do gotowania.

Natasha Romanoff była właśnie w trakcie epickiej bójki z robotami Ultrona, gdy drzwi łazienki otworzyły się. Yoongi w krótkich szortach i mokrej bluzce przecierał włosy ręcznikiem idąc w ich stronę. Jimin nie był w stanie się oprzeć i kątem oka obserwował jego blade nogi. Przez łydkę mężczyzny przechodziła już wyblakła blizna, którą nabył jeszcze w dzieciństwie. Tak mówił , a Jimin nawet nie myślał o tym, że może to być kłamstwo.

Wyłączył kuchenkę i przestawił patelnie na drewnianą podkładkę. Następnie położył ją na stole. Wyjął jeszcze karton soku z lodówki i usiadł przy stole.

-Hej- przywitał się nieśmiało z mężczyzną, gdy ten wszedł do kuchni. -Zjesz ryż z kawałkami kurczaka, prawda?

-Jasne.-przytaknął przewieszając ręcznik przez oparcie krzesła i samemu siadając. -Zjem wszystko co zrobisz.

Korzystając z okazji, gdy Soomin jako pierwsza rzuciła się na jedzenie, Yoongi odchylił się w bok i biorąc brodę Parka w dłoń ucałował go lekko w usta. Wrócił z niewinnym uśmiechem na swoje miejsce i zabrał się za jedzenie.

-Ekhem.-odchrząknął Jimin po tym niespodziewanym pocałunku i zaczerwienił się aż po uszy. -Masz jakieś plany na dzisiaj?

-Tak. Niedługo muszę wyjść coś załatwić, ale potem zabieram was na spacer do lasu.

-Yeah!-krzyczenie z pełną buzią jedzenia nie było najlepszym pomysłem Soomin, szczególnie mocno odczuł to Jimin.

-Niedawno się myłem.- udawał nadąsanego zbierając z twarzy ryż.

-Przepraszam.-dziewczynka spuściła głowę.

-Nic się nie stało. Mam przynajmniej więcej ryżu do jedzenia.-wzruszył ramionami patrząc jak Soomin na nowo się uśmiecha.

Yoongi cicho się zaśmiał.

-A ty tak nie chichocz, bo zaraz sam będziesz cały w ryżu.

-Groźby są karalne.- pokazał mu język, ale na wszelki wypadek odsunął się na krześle w bok. Jimin parsknął na to śmiechem.

-Tatooo, lubisz Czarną Wdowę?

-Tak, czemu pytasz?

-Tak sobie.- Soomin wzruszyła ramionami i wróciła do jedzenia oglądając Avengers.

Gdzieś w tle Yoongi i Jimin wymienili między sobą serie pocałunków, delikatnych jak motyle. Soomin udawała, że nic nie widzi.


Parcie do przodu przez życie bywa trudne, szczególnie jeśli wciąż patrzy się wstecz. Robimy to ciągle, nawet nieświadomie, uwięzieni w łańcuchach przeszłości. Podjętych i niepodjętych decyzji, słów, które powiedzieliśmy i tych, których nie byliśmy wstanie wypowiedzieć. Tysiące chwil, które przeżyliśmy z kimś kto znaczył dla nas więcej niż cały świat razem wzięty. Jeśli się uwolni z więzów będzie się motylem, któremu w końcu dane było polatać. Pamiętajmy tylko o tym, że motyle żyją jeden dzień.

Yoongi wiedział to wszystko i fakt, że zdawał sobie z tego wszystkiego sprawę stawiał go wyżej w ludzkiej hierarchi. Przeszłość jednak zawsze komplikowała przyszłość i oszukiwanie siebie nie miało żadnego sensu. Męczenie się z Seokjinem także. Mógł to wszystko odwlekać latami, ale jeśli chciał związać się na stałe z Jiminem, co oczywiście chciał zrobić, czas naglił bardziej niż kiedykolwiek.
Yoongin nie mógł, wręcz nie miał siły, aby dalej ciągnąć tą bezsensowną sprawę. Soomin była jego.

Teczka w jego dłoni zdawała się ściągać go w dół. Przez kilka pięter, aż na parter albo i głębiej. Ale nie było sensu odwlekać tego w nieskończoność. Zapukał energicznie do drzwi i przestąpił z nogi na nogę. Namjoon pożegnał się z nim jeszcze przed blokiem, klepiąc pocieszająco po plecach i zapewniając, że będzie czekał na niego w samochodzie. Uśmiechał się przepraszająco.

-Słucham?- Seokjin miał przekrzywione lekko okulary, ale widząc kto stoi za drzwiami poprawił je natychmiast.

-Mamy kilka spraw do wyjaśnienia.- Yoongi postanowił zacząć prosto z mostu.

-Wątpię.- brunet sarknął zamykając drzwi.

-Nie uciekaj tak jak wtedy.- wcisnął stopę między drzwi, a framugę. - Pokaż wreszcie, że zasługujesz na miłość Anmy.

-Co ty możesz wiedzieć.- prychnął mężczyzna, ale odszedł od drzwi, robiąc tym samym przejście dla Mina.

-Mogę.Wiem wystarczająco, bo czyż Soomin to nie owoc naszej miłości?

-Ona nie jest twoja!- Jin postrzegany był zawsze jako niesamowicie łagodna osoba, która nie potrafiłaby skrzywdzić muchy, a co dopiero unieść głos. Problem polegał na tym, że mężczyzna bardzo dobrze umiał przeklinać, co najmniej w sześciu językach świata, a i często krzyczał, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

-Jest moja.- odparował z mocą w głosie Yoongi. - Wszystko masz tutaj. Czytaj i niech wreszcie dotrze do ciebie prawda.

Jin niemal rozrywa teczkę, próbując ją otworzyć. Wygląda jakby się spieszył, jakby zaraz miał nastąpić koniec świata, ale Min z doświadczenia wie, że ten po prostu ma ochotę rzucić się na niego i ładnie mówiąc - przemeblować mu twarz. Poprawia zsuwające się okulary i przelatuje wzrokiem po tekście czytając z prędkością światła. Prychał przy tym i mielił słowa niewyraźnie pod nosem, aż nie natrafia na najistotniejszy fragment dokumentu. Momentalnie zamilkł, a jego twarz zdawała się być ciosana w kamieniu.

Yoongi stukał niecierpliwie w listwę krzesła. Zastanawiał się jak bardzo zraniony jest teraz Seokjin i czy zaraz nie zacznie na niego krzyczeć.

-Wyjdź stąd.- jego głos był matowy i Mina przeszył nieprzyjemny dreszcz.

-Nie, musimy w końcu porozmawiać Jin.- zaprzeczył.

-Teraz tym bardziej nie mamy o czym.- to miało być warknięcie, jednak nie wyszło, a przynajmniej dla Yoongi brzmiało ono nad wyraz żałośnie.

-Anma zostawiła nas obu. Z mętlikiem w głowie i burzą uczuć. Obciążyła nas obu.

-Ciebie, skoro to naprawdę twoja córka.

-Skłóciła nas.- pokręcił głową. -Może zrobiła to specjalnie, nie wiem. Wiem jednak, że oboje kochaliśmy ją do szaleństwa i jeśli tylko by chciała to okradlibyśmy dla niej bank.

-Była promykiem słońca w tym cholernym świecie.

-Bo była zwariowana.- uśmiecha się lekko na wspomnienie dziewczyny.

-Nietypowa.

-Inna niż wszystkie, naprawdę inna. My się w niej zakochaliśmy, walczyliśmy o względy, a ona niczego nie naprostowała.

-Popełniła samobójstwo.- sarknął Seokjin. -Jakby ta cholerna zabawa się jej znudziła i stwierdziła, że spróbuje czegoś innego.

-Nienawidzę jej i równocześnie kocham. Próbowała wyciągnąć mnie z mroku, ale gdy sama go trochę zasmakowała i stwierdziła, że jej się podoba zaczęła mnie tam wpychać z powrotem. Ciebie owinęła wokół swojego palca.

-Nie...

-Nie zaprzeczaj. Byłeś na każde jej skinienie... my obaj. Daliśmy sobie to zrobić, bo obaj byliśmy zbyt ułomni w uczuciach, żeby żyć jak zwykli ludzie.

-Soomin jest do niej taka podobna.- wzdycha brunet siadając na fotelu.

-Taak.-zgadza się z nim, bo jak się oszukiwać, gdy codziennie doświadcza się takich przemyśleń na widok córki.

-Chyba wiedziałem, że tak naprawdę nas zraniła. Możliwe, że dlatego chciałem żeby Soomin była inna.

-Ubieranie w sukienki, dziewczęce zabawy - wszystko jasne.- dotarło do niego.

-Pomyślałem, że gdy będę ją wychowywał to Anma nie zrani mnie po raz kolejny, ale wtedy Soomin dostałeś ty. Czy jej w ogóle na mnie zależało?-pyta z nadzieją w oczach i to boli, bo Yoongi nie potrafi odpowiedzieć.

-Nie wiem... Nigdy się nie dowiemy jaka była prawda.

Znów zapada cisza. Jin gładzi dłońmi uda i kreśląc palcami jakieś wzory.

-Dostałem propozycję pracy w Wielkiej Brytanii.

-Och, fantastycznie.- gratuluje mu nieco zaskoczony. -Przyjmiesz ją?

-Tak...teraz myślę, że tak.

-Teraz?-zdziwił się marszcząc brwi.

-Nie powinniśmy byli się spotkać... nigdy. Namjoon i Hoseok mieli rację.- mówi zrezygnowany. -Najlepiej będzie jeśli to spotkanie będzie naszym ostatnim.

-Ale..

-Nie, to koniec.- przerywa mu. -Koniec tego rozdziału w naszych życiach, twoim i moim. Czas się pozbierać. Nie możemy pozwolić by Anma dalej nas raniła.

-Więc..-Yoongi szuka w głowie odpowiednich słów. -Co mam powiedzieć Soomin?

-Że ją przepraszam... i.. że jeszcze się spotkamy.

-Okej..w takim razie...- Min wycofał się, bo atmosfera zrobiła się niezręczna.

-Ciebie też przepraszam.

-Ja ciebie też.- krzywy uśmiech to wszystko na co go było stać, gdy opuszczał mieszkanie kolegi.

Ciężar spadł z jego ramion i miał wrażenie, że teraz może nawet wzbić się w powietrze i nareszcie polecieć dalej.

Namjoon, tak jak obiecał, grzecznie czekał na niego w samochodzie grając w jakąś gierkę na telefonie. Uniósł głowę, gdy Yoongi zastukał w szybę.

-Cześć.-przywitał się, gdy Kim odblokował drzwi. W samochodzie było ciepło, ale pomimo tego Min zatopił nos w szaliku.

-Więc...

-Jest okej. Sprawa została wyjaśniona.

-Bardzo źle to zniósł?- Namjoon był istotą, która w głębi duszy zawsze się o wszystkich martwiła, nawet jeśli kogoś za specjalnie nie lubił.

-Wyjeżdża do Anglii. Twierdzi, że to najlepszy pomysł.

-Przykro mi... Chyba...

-Daruj sobie.- wzdycha. -Jedźmy do tej apteki, bo ci się Hoseok zakaszle na śmierć.

-Rozumiem, że mam nie drążyć tematu.- pokiwał głową.

-Dokładnie.


-Cześć kochanie.- Namjoon schylił się, aby pocałować chłopaka, ale Hoseok zakrył twarz kołdrą.

-Jemstm chury.- wymamrotał.

-Wiem.-odpowiedział czochrając jego włosy. - Ja, w przeciwieństwie do ciebie, nie choruje tak szybko, więc nie musisz się już tak zakrywać.

-Co tum mamoczesz?- odkrył oczy patrząc wymownie na mężczyznę.

-Nic, nic. Zahaczyłem z Yoongim o aptekę i zaopatrzyłem naszą apteczkę w kolejne leki.

-Jesteś najlepszy.- stwierdził Hoseok, gdy wydmuchał nos w jedną z wielu chusteczek leżących na łóżku. -A jak tam sprawa między nim, a Jinem?

-Chyba dobrze... Wiesz, Yoongi nie chciał o tym rozmawiać to nie drążyłem.- rozpakowywał siatkę pełną małych opakowań.-Wydawał się być przygnębiony.

-No to na pewno.

-Dodatkowo Min mówił coś o tym, że Seokjin wyjeżdża.- napomknął mimochodem Namjoon skupiając się na ulotce dołączonej do tabletek. -Możesz przyjmować dawkę dla dorosłych, no nie?

-A mam pięć lat?- prychnął. -Jak to wyjeżdża.?

-Normalnie.-wzruszył ramionami. -Upewniam się, co bym cię przypadkowo nie zabił.

-Nie zabijesz.- uśmiechnął się promiennie robiąc miejsce na kanapie dla swojego chłopaka.

-Wielka Brytania. Ponoć dostał tam jakąś propozycję pracy, czy coś. Yoongi naprawdę nie chciał o tym rozmawiać.

-Dobha.-wymamrotał biorąc od niego białe tabletki i popijając je wodą.-Więc to koniec?

-Czyja wiem...- zastanawia się przez chwilę obejmując czarnowłosego i pozwalając mu oprzeć się na swojej klatce piersiowej. -Dla Seokjina może nie, ale dla Mina na pewno.

-Powiedział już Jiminowi?

-Wiesz, Yoongi tak za bardzo mi się nie zwierza. Skąd mam wiedzieć?

-Jesteś jego pomocnikiem, może coś podsłuchałeś w firmie albo...

-Hoseok, czy ty chcesz żebym go podsłuchiwał? Przecież on by mnie zabił!!

-Wcześniej poddałby cię torturą.- zauważył.

-Wielkie dzięki, kochanie.- westchnął włączając telewizor.

-Zawsze do usług!


-Daleko jeszcze?

-Niech zgadnę, jesteś fanem Shreka?- spytał z uśmiechem na ustach blondyn spoglądając na Jimina.

-Lubię wiele filmów.- spąsowiał zapadając się w fotelu. -Patrz na drogę.

-Jest czerwone.- odparowała Soomin, która wytrwale przysłuchiwała się rozmowie starszych.

-I ty Brutusie przeciwko mnie?- sapnął Park. -Pff, nie dostaniesz prezentu na urodziny.

-Nie muszę.

-Za dobrze ją wychowałeś, Min.- brunet w końcu się poddał przyjmując do wiadomości, że nie ma sensu z nimi dyskutować.

-Nieo brażaj się.- Yoongi skupiał całą swoją uwagę na drodze i prowadzeniu samochodu, ale to nie powstrzymywało go od głupiego uśmiechania się do nadąsanego Jimina.

-Nie szczerz się tak.- fuknął brunet. -Dzieci patrzą.

-Mam siedem lat.- przypomniało wspomniane dziecko. -Jestem dorosła.

Yoongi parska śmiechem na to oświadczenie. -Kochanie, do tego to ci jeszcze daleko.

-Obrażam się, appa.

-No i masz!- powiedział z satysfakcją Jimin, gdy Soomin zaczęła kopać fotel Yoongiego.

-Uch..Soo, przestań.- poprosił córkę skręcając. -Bo zaraz w drzewo wjadę.

Dziewczynka nie posłuchała go z zawzięciem kopiąc dalej, jakby była to najciekawsza czynność na świecie. Niczym Czarna Wdowa, ze spokojem na twarzy dręczyła innych.

-Hej,Soo. Tata cię o coś poprosił.- Jimin zmarszczył brwi patrząc na dziewczynkę przez ramie. -Chyba przestaniemy oglądać filmy Marvela.

-Nie!-zaprotestowała żywo, przestając znęcać się nad fotelem.-Przepraszam.

-Dziękuję.-uśmiechnął się kiwając głową.

-Ehh,czemu ona słucha tylko ciebie?

-Szantaż.-stwierdza. -Szantaż jest zawsze odpowiedni.

-Mogłem się domyślić.- Yoongi zgasił silnik i pewnym ruchem wyciągnął kluczyk ze stacyjki. -Jesteśmy.

Przed nimi rozciągał się las pełen kolorowych liści i zielonych igieł. Między drzewami znajdowały się lekko już zarośnięte wydeptane przez ludzi ścieżki. Gdzieś z boku leżał stos śmieci i każde z nich unikało go wzrokiem.

-Łał.-westchnęła z zachwytem Soomin. Przycisnęła twarz do szyby napinając pas bezpieczeństwa. -Czemu zabierasz mnie tu pierwszy raz?- zreflektowała się.

-Bo to specjalne miejsce. Po za tym byłaś już tu kochanie, ale miałaś zaledwie rok.- tłumaczy Min, gdy wypakowywali się z samochodu.

-Jakaś tajemnica?- dopytywał ciekawy Jimin.

-Tak, ale niedługo już nią nie będzie.- uśmiechnął się lekko do niego, ale jakoś niemrawo co przyciągnęło uwagę młodszego.

-Wszystko w porządku?

-Tak.

-Jeśli...może powinienem zostawić was samych? Mogę tu poczekać.- zaproponował mierzwiąc włosy mokre od płatków śniegu.

-Nie, musisz iść. To.. w zasadzie to dla ciebie tu jesteśmy. Żebyś w końcu poznał prawdę.

-Brzmi..Mrocznie.- wzdrygnął się, ale kiwnął głową rozumiejąc przynajmniej częściowo.

W niezręcznej ciszy obwiązali Soomin szalikiem i zapieli jej kurtkę pod szyję. Dziewczynka odchyliła mocno głowę do tyłu, chcąc uniknąć zacięcia pod brodą.

-Tata, czemu zrobiło się smutno?- Soomin zmarszczyła brwi, które ledwo widoczne były pod wełnianą czapką.

-Nie jest smutno.- zaprzeczył od razu Jimin.

-Czasami musi byś trochę smutno, aby potem mogło być lepiej.- wtrącił Yoongi łapiąc dłoń córki. -Tak działa świat.

-To trochę tak jak wtedy, gdy zostałem wyrzucony z pracy przez twojego tatę, a on potem mnie zatrudnił.

-Jesteś teraz szczęśliwy, hyung??

-Tak, myślę że tak.- zaczerwienił się opuszczając głowę.

-To dobrze, bardzo dobrze.- blondyna bolały już policzki od ciągłego uśmiechania się, ale w obecności Jimina nie potrafił inaczej. Był szczęśliwy za każdym razem, gdy go widział.

Takie po prostu było już życie.


Soomin biegała od drzewa, do drzewa zbierając mokre liście i tworząc z nich coś na kształt bukietu. Kiedy była zbyt zmęczona, aby wciąż biegać, wracała do mężczyzn i łapała na zmianę to rękę taty, to rękę Jimina. Wielką radość sprawiało jej też wchodzenie w błoto i skakanie po mchu, który wydawał mokre plaśnięcia.

Yoongi wydawał się iść bez zastanowienia, jakby znał drogę na pamięć. Jimin miał wrażenie, że to on wydeptał tą ścieżkę w trawie i nawet z zamkniętymi oczami mógłby trafić do celu. To co znajdowało się na końcu było na razie tajemnicą i choć korciło, to Jimin nie zapytał już ponownie co to dokładnie jest. Ufał, że Yoongi nie wyprowadzi go w pole, bo wiedział, że rzadko mężczyzna jest aż tak spięty. Jakby zaraz na ich oczach miały rozegrać się walki o istnienie świata.

-Daleko jeszcze?

-Nie. Już.. Jesteśmy.- zatrzymał się przy kamieniu.

-Co to, tato?- Soomin uniosła głowę patrząc na twarz mężczyzny.

Jimin zrobił to samo i dzięki temu mógł zobaczyć jak przez jego twarz przechodzi tysiące emocji i uczuć. Od radości, przez złość i bezgraniczny smutek, aż po obojętność.

-To moi drodzy.- odchrząknął i starł mokre liście z kamienia,odsłaniając napisy na nim. -Jest grób Anmy.... Mamy Soomin.

Niania od zaraz [ 9/13 ]

A/N: Rozdział raczej dużo wyjaśniający; jedno czy dwa przekleństwa i fluff w wykonaniu mojego drugiego ulubionego pairingu. Miłego czytania. Hwiating!

Beta: Kiyo

*~*~*

Jimin sceptycznie patrzył jak Soomin rozwiązuje zadania z matematyki. Prawie nic nie rozumiał, ale grunt to robić dobrą minę do złej gry. Co dziwniejsze zadania brunet sprawdzał w internecie, aby upewnić się, że dziewczynka faktycznie jest geniuszem. Całe przedpołudnie Jimin przewoził kartony ze swoimi rzeczami i ustawiał je w salonie. Oczywiście Jungkook, korzystając z okazji, aby wbić komuś na chatę, pomagał mu albo raczej zrzędził nosząc najlżejsze rzeczy. W końcu Jiminowi udało się go pozbyć obiecując górę smażonego makaronu z tuńczykiem. Ten dzieciak był bardziej niż dziwny. Park miał wewnętrzne opory przed wnoszeniem swoich klamotów do pokoju Mina. Był tam tylko raz i będąc szczery sam ze sobą - koncentrował się raczej na mężczyźnie i jego sprawnych dłoniach. Noo, może kontemplował z rana jeszcze sufit, ale to i tak za mało, aby wszedł tam jak do siebie. Siedział, więc ze swoimi rzeczami w salonie patrząc jak Soomin radzi sobie z lekcjami, samemu w tym czasie przeglądając jakieś stare papiery.

-Hyung?

-Hmm?- zamruczał pytająco spoglądając na nią z nad kartek. -Coś się stało?

-Nie. Chciałam się tylko spytać czy ze mną pośpiewasz hyung.

-Jasne, nie ma sprawy.- uśmiechnął się lekko. -A co konkretnie?

-Podobało mi się jak śpiewałeś let it go.

-Lubię tą piosenkę.- wyznał jej. -Chcesz jej posłuchać jeszcze raz?

*~*~*

Jirin cierpliwie czekała aż jej szef ogarnie się w łazience i będą mogli wrócić do sali konferencyjnej. Przerwa podczas konferencji była najgorszą z możliwych rzeczy - reporterzy przepychali się, aby tylko towarzyszyć najważniejszym szychą w drodze do kibla i z powrotem. Łudzili się, że w ten sposób zdobędą jakieś smakowite i dotąd nieznane newsy. Jirin, jako sekretarka Mina miała za zadanie chodzić za nim krok w krok i nadawać jak katarynka na błahe tematy. Wbrew pozorom to odstraszało dziennikarzy, którzy woleli raczej omijać rozgadane kobiety. Niby mogły powiedzieć parę cennych informacji, ale cena ich zdobycia była zbyt duża.

Kobiecie wyrwało się z ust znudzone westchnięcie a w tym samym momencie zza rogu wyszedł Namjoon.

-Yongi w kiblu?

-Chyba się tam utopił.- sarknęła. -Weź sprawdź co z nim jest i powiedz mu, że czekam jeszcze maksymalnie pięć minut.

-Się robi, kochana.- mrugnął okiem i raźnym krokiem wkroczył do łazienki.

Nie musiał się rozglądać w poszukiwaniu niższego, bo ten opierał się bokiem o umywalkę w pozie największego z myślicieli. Taa, jakby siedział na sedesie i nie mógł się wysrać.

-Jin znów wydzwaniał?- po minie przyjaciela od razu domyślił się przyczyny tej zabawnej pozy. -Nie możesz go zablokować?

-Ktoś.. doradził mi, aby iść z tym do sądu. Muszę nagrywać te jego monologi.

-Cholera, prędzej dostaniesz depresji i nerwicy niż sąd weźmie się za taką sprawę. Seokjin potrafi być upierdliwy.

-Wiem, po prostu.. zakaz zbliżania wydaje się być dobrym pomysłem. Ja nie sądzę, że mam siłę stanąć z nim twarzą w twarz i...

-Seokjin to nasz przyjaciel.- przerwał mu Kim widząc jak trudno jest się wysłowić mężczyźnie. -Albo był. Nieważne. Ja też nie potrafię powiedzieć mu wprost aby się odpierdolił.

-Łączy nas zbyt wiele wspólnie przeżytych chwil.

-A przede wszystkim miłość do matki Soomin.

-Tak.- przytaknął pocierając nos między palcem środkowym i wskazującym. -Nie da się ukryć.

-Szczególnie przed tym twoim chłoptasiem. Jimin, tak?- bardziej stwierdził niż zapytał. -Dziwni jesteście, ale ok, nie wnikam. Jednak o tym będziesz musiał mu powiedzieć, no chyba, że wolisz aby dowiadywał się od osób trzecich.

-To najgorsza opcja.- wzdrygnął się jakby przerażony tą wizją. -Nigdy w życiu. Powiem mu.. Tak sądzę.

-Założyłem się już o to z Hoseokiem, nie pozwól mi przegrać.

-Trzeba się było nie zakładać, i tak zawsze przegrywasz.- odparował.

-Szukałeś mnie czy co, że tu jesteś.

-Jirin kazała mi powiedzieć, że masz pięć minut, i tak, mam te wykresy, o które prosiłeś. No, i poskrom swoją główną krawcową.

-Yoonson?

-Tak, o nią mi chodzi.- wykrzywił usta na bok spoglądając na czarny zegarek kontrastujący z jego skórą. -Muszę lecieć. Teczkę masz w biurze. A ty też się pośpiesz, zaraz kończy się przerwa.

I wyszedł zostawiając mężczyznę sam na sam ze swoimi myślami. Te o Seokjinie były raczej nieprzyjemne ale te o pewnym chłopaku w jego domu... To już zupełnie inna sprawa.

Tak, Yoongi musiał przyznać sam przed sobą, że ta sytuacja, już od samego początku dziwna, zupełnie wyrwała mu się z pod kontroli. Jak taki niepozorny chłopak, jakim był Jimin, zdołał zawrócić mu w głowie... Zresztą nie tylko jemu, Soomin także uległa tym dziwnym czarom. Nie było zresztą co kłamać, bo oboje byli po prostu zakochani w tym chłopaku, co prawda w ciut inny sposób ale jednak. To działało na Mina jak otwarta karta - skoro Soomin zaakceptowała kogoś nowego w swoim życiu z taką łatwością, i to na takim stanowisku, Yoongi bez problemu mógł się związać z Parkiem. Nawet Anma byłaby dumna. Ta kobieta była całym jego światem, ale zmarła i już nikt nie mógł przywrócić jej do życia. Nawet Jin, który tak bardzo się starał.

*~*~*

Wspomnienia

Na horyzoncie widać już było słońce, kiedy Yoonginowi udało wyrwać się z tej śmierdzącej speluny, w której pracował. Miasto było dziwnie puste, co zresztą nie było niczym nowym - czwarta rano była tą magiczną porą, w której nawet najruchliwsze metropolie zamierały na parę minut. Wypuścił z ust powietrze zezując lekko i patrząc na biały obłoczek pary. Wcisnął dłonie do kurtki i zgarbił się, próbując w ten sposób zachować ciepło.

-A mówiłam - ubierz jeszcze tą polarową bluzę, ale nie, ty swoje.

Na krawężniku siedziała dziewczyna w za dużym płaszczu. Jej oczy zasłonięte były różowymi okularami z kwiatami na oprawkach. Usta pomalowane były fioletową szminką. Wyszczerzona od ucha do ucha podała chłopakowi ciepły szalik i dźwignęła się na nogi. Dopiero teraz Min mógł zauważyć, że ma na sobie poprzecierane dżinsy i gruby sweter pod płaszczem.

-Dzięki.- ucałował ją w policzek i szybko obwiązał się mięciutkim materiałem. -Gdzie Jin?

-Zaraz przyjdzie. Poszedł po jedzenie.

-Mam ochotę zalec w łóżku i nic nie robić, a mam jutro sprawdzian..

-Pouczymy się razem.- szturchnęła go lekko łokciem w bok. -Pokażemy światu na co nas stać.

Mrugnęła do niego porozumiewawczo okiem i ruszyła po krawężniku w stronę centrum. Chłopak pokręcił głową rozbawiony i ruszył tuż za nią. Było dobrze.

×××

Sobotnie poranki były zazwyczaj dziwne, pełne dotyku drugiego ciała i jakiegoś speszenia, choć nie robili nigdy nic nieprzyzwoitego. Zazwyczaj budzili się po prostu splątani w kołdrze, kocach i swoich kończynach. Szum miasta wbijał się do ich głów a smak papierosów wciąż drażnił ich języki. Każdy z nich, choć raz obudził się z twarzą w miejscach intymnych tego drugiego i krzywe uśmiechy zdobiły ich młodzieńcze twarze. Zazwyczaj to Anma myła się pierwsza, krótki prysznic i wracała zaraz pod koc. Potem szedł albo Jin albo Yoongi, zależy który pierwszy w końcu wstawał z łóżka. Śniadanie robiło się samo, i samo zjadało - po prostu go nie było. Ich trójka nie potrafiła z rana nic przełknąć. Potem zazwyczaj każdy rozchodził się w swoją stronę - czy to do pracy, czy to do szkoły. Bywało różnie. W tak małym mieszkanku będąc we trójkę zapełniali całą jego przestrzeń. Było dobrze.

Namjoon czasami narzekał, że mają tu tak mało miejsca, że nie da się porządnie urządzić imprezy, ale koniec końców wszystko dało się zrobić. Było dobrze.

×××

Ojciec go nienawidził, ale było dobrze. Dopóki kochał chociaż matkę i nie znęcał się nad nią psychicznie, jak kiedyś na swoim synu, Yoongi był w stanie widywać ją raz na ruski rok. Wiedział, że jest bezpieczna.

-Anma jest piękna.

Wymsknęło się kiedyś Seokjinowi gdy był pijany. Min zapamiętał to jednak, bo sam zamierzał to powiedzieć. Było dobrze.. ale ... nie ważne.

×××

Kto by pomyślał, że można przetańczyć całą noc. Naprawdę, tak jak w amerykańskich filmach bujając się z boku na bok na parkiecie i pijąc kolorowego drinka za drinkiem. Cóż, właśnie to zrobili. Chyba. Bo żadne z nich za bardzo nie pamięta, co robili parę godzin temu.

-W takim razie impreza musiała być naprawdę zajebista.

Nikt nie zaprzeczył.

×××

J-Hope sceptycznie spoglądał na Mina, który niemal zasypiał na stojąco.

-Powinniście trochę wyhamować. Ty, Jin i Anma.- sprostował od razu widzą zamglony wzrok kolegi.

-Ten tydzień był do bani.- pokręcił głową chcąc odpędzić nadpływające obrazy z poprzednich dni. -Musieliśmy odreagować.

-Cokolwiek stary. Pamiętaj jednak, że alkohol to nie wszystko. Jak coś ja i Namjoon zawsze jesteśmy pod telefonem.

-Wiem. Dziękuję.

×××

W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, gdy zazdrość rozsadza go od środka. Min patrzył jak Jin i An wywijają na parkiecie i wściekły zmarszczył brwi. Wypił jeszcze jednego drinka i odbił przyjacielowi tancerkę. To dotąd się nie zdarzało. Chyba... Nie, nie można już powiedzieć, że jest dobrze.

Ale czy kiedykolwiek było?- myślał Yoongi zwijając się na łóżku z bólu. Kac morderca nie ma serca.

*~*~*

Teraz

Namjoon obciągnął bluzkę w dół zakrywające tym samym gołe nerki chłopaka. Gdy upewnił się, że materiał znów się nie podwinie podciągnął kołdrę wyżej otulając ich szczelnie. Hoseok dryfował na linii jawy i snu z przymkniętymi oczami i otwartymi ustami przez, które oddychał. Nos miał zatkany a czoło rozpalone.

-Wiedziałem, że się rozchorujesz.- powiedział mężczyzna przeczesując włosy czarnowłosego palcami.

-Kto mógł wiedzieć, od tak dawna nie byłem już chory.- wymamrotał bardziej w klatkę piersiową Kima niż do niego.

-Jutro kupię ci miód, czosnek i imbir. Jakoś cię podleczymy.

-Dzięki, jesteś najlepszy.- podniósł się ociężale do góry i cmoknął go w policzek. -Nie przeszkadza ci, że będziesz spał z zasmarkanym facetem w jednym łóżku?

-Twoje wątpliwości bywają irytujące, ale i urocze.- uśmiechnął się kładąc sobie głowę chłopaka w zagięciu szyi i opierając głowę o poduszkę. -Ktoś musi podawać ci chusteczki w nocy, no nie?

-Taaa... - odparł sennie układając wygodnie głowę i mocniej przytulając się do blondyna.

-Kocham cię.- cmoknął go w czoło, gdy ten już spał.

Z błogim uśmiechem na ustach sam mógł udać się w ramiona Morfeusza.

Miał wszystko, czego potrzebował do szczęścia. Miał Hoseoka.

*~*~*

Makaron był naprawdę jedyną rzeczą, którą tak ubóstwiał Jungkook. Był gotowy zrobić za/dla niego wszystko. Nic dziwnego, więc, że gdy Jimin poszedł z Soomin do sklepu spotkali tam młodego rysownika przy regale z makaronami. Niebieski koszyk po brzegi miał już wypchany tymże artykułem spożywczym i upychał dalej.

-Nie masz co w domu robić?- przybił z nim piątkę. -Skończyłeś komiks?

-Tak. Siema.- wyszczerzył się do dziewczynki. -I jak ci się spodobał mój prezent?

-Był super, dzięki hyung!

Uczepiła się go ściskając ze wszystkich swoich sił.

-O łał, udało mi się wkupić w twoje łaski.- odpowiedział.

-Wytrzymujesz z TaeTae?

-A czemu bym nie miał? Związałem go i zamknąłem w piwnicy.- wzruszył ramionami dodając do koszyka jeszcze jedno opakowanie.

-Zapasy na zimę robisz?

-Dostałem nowy projekt i wiem, czuje to w kościach, że cały tydzień będę zakwitał przy biurku. A ty, jak się trzymasz?

-Współczuje.- poklepał go po ramieniu. -Jest trochę... niezręcznie? Tak, to chyba to.- pokiwał głową drapiąc się po łokciu. -I tak czy siak musimy przez to przebrnąć.

-Etap konieczny.- przyznał mu rację. -V jakoś się czai ostatnio.

-On cały jest dziwny.- wywrócił oczami.

-Mhhm to na pewno. Jak coś się zmieni to cię poinformuje. Miłego dnia.

Soomin pomachała mu na pożegnanie wrzucając do koszyka czekoladę, gdy Jimin nie patrzył. Nie uświadomiła go o tym aż do kasy, gdzie chcąc czy nie musiał za nią zapłacić.

-Jakoś sobie radzisz w szkole?- spytał gdy zanosili siatki do samochodu.

-Jest okej, tak jak wcześniej ale nie ruszają już mojego plecaka.- odpowiedziała szczerze.

-Chociaż tyle dobrego.- poklepał ją lekko po głowie. -Niedługo chyba zacznie już padać śnieg. Chodźmy.

*~*~*

-Trochę głupio wyszło.

Zamruczał Min wchodząc do mieszkania i omal nie potykając się o buty Soomin, widząc te wszystkie kartony w salonie. Nie przeklną na głos gdy jego stopa zahaczyła małym palcem o ścianę, ten dom miał uszy w postaci wiecznie czuwającej Soomin.

-Jak wszystko w moim życiu.- szepnął Jimin wychodząc z pokoju dziewczynki.

Włosy miał bardziej niż roztrzepane, z jednej strony przylizane. Na policzku widniała odciśnięta dłoń a być może coś innego. Poprawił bluzę spadającą z ramienia i stłumił ziewnięcie.

-Sorka za te kartony. Nie chciałem pod twoją nieobecność wnosić tam swoich klamotów.

-Powinienem dzisiaj był wziąć wolne.- rozmasował kark. -Chyba mam pewien problem i zapewne powinienem ci o nim powiedzieć, ale... Nie chce mi się o tym nawet myśleć.

Zanim Jimin zebrał się na odpowiedź Yoongi podszedł do niego i obejmując go ramionami przytulił się.

-Poczekam tak długo jak będzie trzeba.- odpowiedział wdychając zapach mężczyzny w zagięciu jego szyi.

-Grazie, bambino.- mruknął i ozdobił jego szyję kolejną malinką.

Niania od zaraz [ 8/13 ]

A/N: Cóż ostatni rozdział, tj. 7, różnił się od wszystkich poprzednich. Prawda jest taka, że od początku to ff nie miało żadnego planu akcji (yep, wymyślam na bieżąco) i właśnie z tym rozdziałem zaczęło żyć własnym życie. Dziękuję bardzo za każdy komentarz i wciąż oczekuję konstruktywnej krytyki, bo nikt nie jest idealny i błędy popełnia a to ff ma być idealne. Hwaiting! + Wszyscy razem powitajmy moją nową (pierwszą w życiu xD) Betę -Kiyo!!!

✨✨✨

-Jestem cały fioletowy, wielkie dzięki.- zrzędził Jimin szukając swoich ubrań po domu.

-Nie narzekaj, sam zaproponowałeś sex.

-Skąd ja mogłem wiedzieć, że jesteś jak cholerne zwierzę. Ale okej.. Muszę przyznać - było nieźle.

-Nieźle?- prychnął starszy mierzwiąc włosy. -To ty chyba nie wiesz, co dobre.

-No to chyba będziesz musiał mi pokazać.- wzruszył nonszalancko ramionami i akurat wypiął się w jego stronę podnosząc swoją bluzkę.

-Prowokujesz.

-Chyba o to chodzi, no nie?- założył wygnieciony materiał i przyjrzał mu się krytycznie. -Wygląda jak wyciągnięta psu z gardła.

-Nie. Wyglądasz w niej dobrze.- zaakcentował ostatnie słowo zbliżając się do niego.

Przyparł go do ściany i pocałował w usta. Park wywrócił oczami, ale posłusznie otworzył usta i wpuścił jego język do środka. Złapał starszego za kołnierzyk koszuli i przyciągnął bliżej.

-Co powinienem teraz zrobić? Chyba muszę odebrać Soomin od Junga.- mruknął w jego usta, gdy musieli przerwać całowanie na chwilę oddechu.

-Mhhm ja muszę iść do pracy.- pokiwał głową obserwując jego usta, po chwili przeniósł jednak spojrzenie na jego ciemne oczy. -Soomin bardzo cię lubi. Myślisz, że powinienem iść w jej ślady?

-Cóż...- udał zamyślonego. -Jeśli naprawdę mnie lubi to myślę, że tak.

-Dobra odpowiedź.- cmoknął go szybko w usta i cofnął się w tył z uśmieszkiem na wąskich wargach. -Slytherin zarobił kolejne pięć punktów.

-Och, wal się.- rzucił w niego skarpetkami. -Cholercia, to były moje. Oddawaj mi je!

✨✨✨

-Nie musiałeś przychodzić tak wcześnie, zawieźlibyśmy ją do szkoły.- powiedział Hoseok wpuszczając Jimina do swojego mieszkania.

-To mój obowiązek, za coś muszą mi płacić.- wzruszył ramionami zatrzymując się tuż za zamkniętymi drzwiami.

-No, co tak stoisz w progu? Chodź do kuchni.- złapał go za rękę i zaciągnął do jasnego pomieszczenia.

-Dzień dobry.

-Dobry, dobry.- mruknął Namjoon sącząc swoją kawę. -Ty byłeś Jimin, tak? - Park skinął głową. -Zapamiętałem, bo Soomin w kółko o tobie nawija. Siadaj.

-Jesteś podobno miłośnikiem puzzli.- nachylił się w jego stronę Jung. -To dla ciebie nie za nudne?

-Mój znajomy powiedziałby raczej, że za ambitne.- uśmiechnął się lekko rozpinając płaszcz. -Ja tam je lubię, pozwalają pozbierać myśli.

-Niech będzie... Ile ty masz lat?

-Dwadzieścia jeden, a co?- zmarszczył brwi. -Nie jestem pedofilem czy coś w tym stylu, jeśli o to ci chodzi. To wasz kumpel mnie w to wpakował.

-Chwalił się.- wtrącił się blondyn odkładając kubek. -Podobno przyniosłeś mu paczkę a ten wrobił cię w niańczenie córki.

-To było raczej nierozważne.

-Czy ja wiem. Znałem ludzi bardziej zakręconych niż on.

-Małe dziecko cię nie przeraziło?

-Soomin ma siedem lat, no nie?- zdziwił się nie rozumiejąc pytania. -To chyba oznacza, że nie jest już mała.

-No niby tak, ale to w końcu energiczna dziewczyna.

-Mam już w tym doświadczenie. Choć to pierwsze dziecko, na którego opiece zarabiam.

-To co ty robiłeś?- Jung zrobił marsową minę.

-Nic, zawsze lubiłem opiekować się dziećmi. To rozluźniające.

-A tego to jeszcze nie słyszałem...- uniósł brew Kim jakby w oczekiwaniu na kontynuację.

Jimina uratowała jednak Soomin, która zauważyła swoją nianię po wyjściu z łazienki. Rzuciła się na niego z rozbiegu, ale w ostatnim momencie wyhamowała ślizgając się w skarpetkach po parkiecie. Zawróciła biegiem do jakiegoś pokoju i wróciła po chwili z kartką w ręku.

-Cześć, hyung.- przywitała się radośnie bujając się na palcach w przód i w tył. -Mam coś dla ciebie.

-Znów Olaf?- spytał udając zawiedzionego. -Uwierz mi kocham go, ale mam już całą szafę w jego rysunkach.- westchnął teatralne.

-Olaf to życie! Wiesz, że ma być druga część?!

-Na serio?- tym razem Park zdziwił się autentycznie i całą swoją uwagę skupił na niej.

-Tak. W październiku wchodzi do kin. Pójdziemy, hyung?

-Jasne, że tak! Zadzwonię po Kooka, on skrycie podkochuje się w Annie i pójdziemy razem.- to, że Jimin "napalił" się to za mało, on niemal pękał ze szczęścia. -No, to pokaż co tu masz.

-To Loki, twój ulubiony bohater.

-Cudny. Naprawdę jest niesamowity, dziękuje.- przytulił ją. -Kook będzie mi zazdrościł. Będziesz chyba musiała narysować taki drugi.

-Nee.- pokiwała głową przecząco. -On lubi Iron mena a ja nie. Niech sam sobie narysuje.

-Jestem pełen dumy.- pochwalił ją klepiąc po ramieniu. -Naprawiłem też twój plecak, no i dostałaś prezent od Kooka.

Oczy dziewczynki powiększyły się do rozmiarów piłeczek ping pongowyh. Na ustach zamajaczył uśmiech. Dwóch mężczyzn patrzyło ze zdziwieniem jak Jimin rozmawia z dziewczynką.

-Prezent jest w plecaku a on został w samochodzie, więc musisz szybko się ubrać.

-Jasne, hyung! Już się ubieram!- wykrzyknęła radośnie i zniknęła ponownie w jednym z pokoi.

-O jakim ciastku wy mówiliście?

-To przezwisko mojego przyjaciela. Wiedzieliście, że ona tak ładnie rysuje?- spytał podsuwając im kartkę.

Obrazek nie był wybitny, ale jak na siedmiolatkę całkiem ładny i równy.

-Soomin zazwyczaj nie rysuje... Ale masz racje, to jest całkiem niezłe.

-Masz niezłe podejście do dzieci, prezent jako przynęta.- uśmiechnął się promiennie Hoseok.

-Nie, ja naprawdę mam dla niej prezent. Mój przyjaciel polubił Soomin, więc postanowił, że ofiaruje jej i Minowi trochę gadżetów z firmy marvela.- odpowiedział .

-Soomin nie mówiła nic o zepsutym plecaku.- nagle przypomniał sobie Hoseok.

-Ach, to. Puściły nitki na szwie to zaszyłem to.- odpowiedział wymijająco wstając od stołu. -No i przepraszam za najście.

-Nie ma za co, chłopie. Wydajesz się być spoko, więc luźno. Znajomy Yoongiego to nasz znajomy.- wymienili uściski dłoni. -Chyba powinienem dać coś do zjedzenia Soomin....

-Mam kanapki.- szybko mu przerwał. -Zrobiłem je przed wyjściem zgodnie z zaleceniami Mina, więc są okej. Bez uczulających ją substancji.

-Jimin, hyung, jestem gotowa!- dziewczynka zapinała swoją niebieską kurtkę z wielkim uśmiechem. Czapka nasunęła jej się na jedno oko.

-Widzę, że nieźle ci się śpieszyło.- uśmiechnął się ciepło Jimin kucając przed nią, aby poprawić czapkę. -Teraz powinno być okej. Chcesz najpierw banana?

-Nom. Pa, pa Hobi hyung, pa pa Nam hyung!

Pożegnała się z wujkami i poszła przodem przez otwarte drzwi. Jimin podziękował po raz kolejny i zamknął za sobą ostrożnie drzwi. Zapanowała cisza.

-Co to było?- wymamrotał ciemnowłosy zdezorientowany. -Ty to widziałeś? Był przygotowany na wszystko...

-Jakby znał ją od zawsze a nie od paru miesięcy.- przyznał Namjoon. -Nawet tobie trudno jest ją ogarnąć a on z taką łatwością do niej podchodzi i robi wszystko jakby robił to całe życie.

-Wiesz co to oznacza?

-Nie. A niby co?

-Ja właściwie też nie wiem.- uśmiechnął się przepraszająco widząc skwaszoną minę partnera. -Ale to wydaje się być całkiem dobre i sensowne.

-Zająłbyś się czymś pożytecznym a nie głupoty gadasz.

✨✨✨

-Wiesz hyung- zaczęła nieśmiało dziewczynka. -Chyba narysuje tego Iron mena.

-Rób to, co uważasz za słuszne.- przekręcił kierownicę w lewo na zielonym świetle. -Życie zawsze oczekuje od nas podejmowania trudnych wyborów.

-Skąd hyung wiedział, że chciałam coś takiego?

-Możliwe, że co nieco mi się wymsknęło.- uśmiechnął się konspiracyjnie. -Poza tym Jungkook cię polubił.

-Jesteś super, hyung. Czemu nie możesz z nami zamieszkać?

Park zahamował ostro na środku drogi ignorując trąbiących kierowców. Z miną czystego przerażenia odwrócił się w jej stronę.

-Możesz powtórzyć?- sapnął.

-Czemu. Nie. Możesz. Zamieszkać. Z. Nami. Hyung. Teraz rozumiesz?- powiedziała powoli i dosadnie jakby nabijała się z niego, problem w tym, że jej mina była całkowicie poważna.

Park wgapiał się w nią niczym sroka w gnat czując się jakby dziewczynka się z niego nabijała. Problem był taki, że Jimin znał ją już na tyle, aby wiedzieć, że mówi całkiem poważnie. Pukanie w szybę wyrwało go z myślenia.
Ruszył z piskiem opon.

-Nigdy więcej nie mów czegoś takiego.- pokręcił głową z dziwnym buntem w głosie.

-Dlaczego?

-Po prostu... nie. Przepraszam.

✨✨✨

-Przydałby się urlop.- westchnęła kobieta.

-Jirin czy to jakaś aluzja?

-Może.- wzruszyła ramionami rozsiadając się na fotelu w jego gabinecie. -Fajnie by było pojeździć sobie na nartach, a ty mógłbyś spędzić czas z córką.

-Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Dobrze wiesz, że jako twórca własnej marki zaliczany jestem do tego grona osób, które cztery razy do roku muszą wydać nową kolekcję.

-Ale ty nie chcesz.- zauważyła.

-Stworzyłem już to, co chciałem. Nie widzę siebie, jako wielkiego projektanta mody. Moja marka utrzymuje się w dziesiątce najlepszych metek w Korei. Światowa sława nie jest mi potrzebna.

-Czyżby dopadał cię kryzys wieku średniego? Skoro stworzyłeś to, co chciałeś, zaistniałeś jak chciałeś i masz mnóstwo forsy to możesz robić, co chcesz. Twoja marka sprzedaje się na tyle dobrze, że nikt nie rozwiąże z tobą kontraktu przez najbliższe pięć lat.

-A potem?

-Potem się coś wymyśli.- wywróciła oczami zirytowana. -Kiedyś byłeś taki spontaniczny, przecież tak powstała ta cholerna firma. O czym my, więc gadamy? Zasiedziałeś się na tym fotelu i teraz mentalnie masz siedemdziesiąt lat.

-Dupa mi rośnie.

-To też. Więc jak?

-Muszę to przemyśleć, sorry.

-Faceci to mięczaki - właśnie dlatego postanowiłam zostać lesbijką.

-Feministka się znalazła.- mruknął pod nosem. -Jeśli to cię uszczęśliwi, to mogę ci powiedzieć, że pozbyłem się napięcia seksualnego.

-Z tą niańką Soomin?- zagwizdała zadowolona. -Jestem dumna. I jak, niezły był? Byliście romantyczni czy....

-Chyba zjebałem.- westchnął.

-U ciebie to już prawie norma. Tak samo jak to, że wyolbrzymiasz różne sytuacje. Więc co naprawdę się wydarzyło?

-Parę dni temu zaprosiłem go na kolację a wczoraj.. No po prostu było ostro, okej?- jęknął pokonany uderzając głową w biurko. -To wszystko się we mnie skumulowało, a on też wydawał się czymś zamotany we wnętrzu, więc postanowiliśmy się odstresować.

-No i co w tym złego?- zmarszczyła brwi nie mogąc doszukać się sedna.

-Ein - to niania Soomin, zwei - schrzaniłem, po prostu... Ughrr no nie umiem ci tego wytłumaczyć!

-Spokojnie ogierze. Dalej sądzę, że dramatyzujesz a co za tym idzie robisz z igły widły. Oboje tego chcieliście, no więc luz. Z tego, co mi opowiadałeś wcześniej podejrzewam, że on lubi takie rozmiękłe, romantyczne kluski jak ty.

-W tym problem, zacząłem jak romantyk a tak szybko na jaw wyszedł ze mnie ten drugi.

-To się nazywa przeznaczenie.- po raz kolejny tego dnia wzruszyła ramionami i Yoongin zaczął się zastanawiać czy nie jest przymocowana do sznurków jak manekin.

-Załóżmy, że tak.- zgodził się z nią w końcu. -Wszystko super i świetnie, ale co z Soomin?

-Przecież sam mówiłeś, że mała go uwielbia. Ufa mu jak tobie. Z czystym sercem mogę powiedzieć, że ona już go pokochała. Żebyś się nie zdziwił jak niedługo spyta się, czemu nie mieszkacie razem we trójkę.

-Jin by mnie zabił.

-Pierdolić go.- warknęła zniesmaczona. -Soomin nie jest jego córką i nigdy nie będzie. Szanowałam go jeszcze jakiś czas temu, ale to co teraz wyprawia skreśliło go z mojej listy ludzi ważnych.

-Podobał ci się...

-Wieki temu. Moje zauroczenie zniknęło wraz z wyginięciem dinozaurów. Wszystko klasycznie szlak trafił.

-Piękne porównanie.- parsknął śmiechem rozluźniając napięcie.

-Dzięki czy coś. Więc jak, przestaniesz biadolić i zastanowisz się poważnie nad tym, co ci wcześniej mówiłam?

-Zastanowię się, obiecuję. Ale kupisz mi te czekoladowe pryncypałki?

-Wale taką robotę. Same dzieci w tej firmie.

I obrażona wymaszerowała z biura.

✨✨✨

-Zgadza się?

-Mhhm tak.- potwierdził Jimin. -Dałeś odliczone.

-To dobrze. O tej porze jestem zbyt leniwy.- wymamrotał Min poprawiając dres.

Yoongin wrócił z pracy niemal godzinę temu, ale, że następnego dnia Soomin nie idzie do szkoły Jimin nie musiał kłaść jej spać, więc ta latała po całym domu przeszkadzając tacie. Park obiecał, że zostanie jeszcze chwilę i gdy on starał się okiełznać dziewczynkę krzyżówkami, ten poszedł się myć.

Min uwielbiał długie prysznice, ale od około ośmiu lat nie miał na nie zwyczajnie czasu. Westchnął rozluźniony patrząc jak jego córka przepisuje literki ze specjalnymi znaczkami do rubryczki na hasło. Jimin w tym czasie chował do portfela swoją zapłatę.

-Taatoo, czy Jimin hyung może rozwiązać ze mną jeszcze jedną krzyżówkę?

-Jest już dwudziesta trzecia.- spojrzał na zegarek zakłopotany. -Jeśli hyung się zgodzi to okej.

-Hyung?- Soomin zrobiła jedną z wielu swoich słodkich minek w stronę Jimina. Zamachała rzęsami. -Prooszę.

-Niech będzie.- westchnął pokonany chłopak z lekkim uśmiechem błąkającym mu się po ustach. -Ale to będzie ostatnia.

-Jakbyś z nami mieszkał hyung, to byłoby zupełnie inaczej.

Tak, to chyba ten dramatyczny moment, w którym nawet świerszcze są zbyt przerażone, aby wydawać jakikolwiek odgłos. Jimin zrobił się blady a gardło ścisnęło mu się dziwnie. Drugi raz tego dnia Soomin postanowiła wygłosić te słowa. Park nie miał odwagi spojrzeć na Yoongina. Był niemal pewny, że on też jest tak samo zszokowany.

-Gdybyś hyung mieszkał z nami byłoby fajniej. Moglibyśmy w kółko rozwiązywać krzyżówki, uczyłbyś mnie jeździć na deskorolce w każdej wolnej chwili i mógłbyś tutaj spać.

-Soomin...

-W tedy powiedziałeś mamie te same słowa po włosku i już nigdy więcej się nie pojawiła. Chcesz pozwolić odejść temu hyungowi skoro jest taki dobry?- zmarszczyła gniewnie brwi. -Protestuje.

-Jak... Jak możesz to pamiętać?- wyszeptał Min i Jimin uniósł głowę do góry, bo głos mężczyzny drżał niekontrolowanie. W oczach miał łzy.

-To moje jedyne wspomnienie z mamą. A jeśli kochasz tego hyunga to nie pozwolę, aby odszedł tak jak mama.

-Boże przenajświętszy... ja nie wiedziałem, że ty ją... dziecko.- Yoongin rzucił się do przodu i zamknął ją w swoim uścisku.

Jego głos był stłumiony i roztrzęsiony.

-Myślałem, że ty jej nawet nie pamiętasz. Przepraszam, kochanie, przepraszam.

-Nic się nie stało, tatuś.

-Ale mam małe pytanko, skąd ty wiesz, co powiedziałem?

-Czemu wszyscy myślą, że dzieci zasypiają tak szybko?- westchnęła wymykając się z uścisku taty. -Poza tym zapytałam Jirin noonę.

-Co za kobieta.- wymamrotał pod nosem przecierając oczy. -A ty czego się gapisz?- zmarszczył krzywo brwi widząc niezdecydowanego Jimina.

-Ja...

-Jesteś brudny od tego głupiego długopisu... Soomin, przynieś chusteczkę.- dziewczynka posłusznie wykonała zadanie. -Jesteś jak dzieciak, chociaż nie, nawet one wiedzą, że niczego nie wkłada się do ust.

Mamrotał dalej uwagi pod jego adresem. Zamoczył chusteczkę pod wodą i zaczął delikatnie ścierać tusz z policzka Jimina. Soomin patrzyła z boku.

-To chyba moja wina, że nie zauważyłem, w którym momencie moja córka tak bardzo cię polubiła.

-Daj spokój, prędzej moja. Już drugi raz dzisiaj mówi to samo. Zaskoczyła mnie w samochodzie i zatrzymałem ruch na dobre pięć minut.- uśmiechnął się krzywo. -Ale w żaden sposób nie zareagowałem.

-Soomin musisz zrozumieć, że Jimin też ma swoje życie.- pokręcił głową zrezygnowany. -Wiem, że to trudne, ale on opiekuje się tobą, bo mu płacę...

-Nieprawda.- powiedział Jimin i Soomin w tym samym momencie. -Problem chyba w tym, że już od dłuższego czasu ta opieka nad Soomin stała się dla mnie niemal całym światem. Jakiś czas temu, gdy pomagałem ofierze wypadku zdałem sobie sprawę, że nasze życie jest zbyt krótkie a my nazbyt wybrzydzamy. Jeśli chciałbyś żebym tu zamieszkał zrobiłbym to.

-Chcę.

Niania od zaraz [ 7/13 ]

A/N: Cześć. Trochę przekleństw i sensu bez sensu - czyli właściwie norma. Krótsze niż ostatnie ale jakoś musicie to przeżyć. No i raz jeszcze ogromne podziękowania dla Uszati za okładkę. Hwaiting!

°°°°

Śnieg zaskoczył Hoesoka. Zaskoczył go tak bardzo jak śmierć siostry pięć lat wcześniej. Wszystko mówiło, że co najwyżej powinien padać deszcz - jednak śnieg walił z taką zawziętością, że można to już było uznać za zamieć śnieżną. Czarnowłosy niczym pingwin, w czarnym płaszczu i białym szaliku, parł niestrudzenie na przód w tempie pielgrzymki do ziemi świętej na kolanach. Dłoń skostniała mu od zimna, ale on wciąż dzielnie trzymał w niej znicz. Namjoon szedł gdzieś w tyle ledwie poruszając się w zaspach śniegu ale jego narzekania Hoseok słyszał aż na zbyt wyraźnie. Znosił to cierpliwie zastanawiając się kiedy jego chłopakowi zamarznie twarz.
Hoseok zatrzymał się przy rzędzie kamiennych nagrobków i westchnął ciężko.

-Chyba gwizdnęli nagrobek.- Namjoon zrównał się z nim. Policzki miał czerwone a czapkę zsunięta prawie na oczy.

-Zasypał go śnieg, idioto.- rękoma zaczął odgarniać śnieg. Dłonie szczypały go niemiłosiernie ale wytrwale gładził marmurową powierzchnię palcami aż nie pozbył się grubych fałd śniegu. -Kto by pomyślał, że właśnie dziś zimie przypomni się o nas.

-Jasne.. Ile zamierzasz tu stać i marznąć?

-Jak wreszcie się zamkniesz, to zajmie to tylko chwile.- tapnął go w nos zimnym palcem.

-Już milczę.- westchnął i naciągnął szalik na nos. Strzepnął z ramion osiadły śnieg i wyciągnął z kieszeni zapałki.

-Dzięki.- mruknął Hoseok przyjmując małe pudełeczko. Wyciągnął znicz, postawił go na nagrobku i zapalił świeczkę.

°°°°

Broda Soomin drżał. Perliste łzy toczyły się po policzkach i skapywały na z podbrudza w otchłań przestrzeni. Dorośli w skrojonych garniturach spoglądali na nią z obrzydzeniem ciągnąc swoje własne dzieci za ręce. Niektórzy wpadali na nią nie zauważywszy jej, nikt jednak nie przeprosił. Plecak Soomin został lekcje wcześniej zaatakowany przez jej rówieśników. Jakby ten cokolwiek im zrobił. Dziewczynka pozbierała swoje zeszyty i inne przybory i ułożyła je obok siebie ale plecak był zbyt pokiereszowany aby nadawał się ponownie do użytku. Paru z nich zalała też jej podręcznik od koreańskiego jakimś sokiem, który wydzielał kwaśny zapach. Kartki posklejały się na amen. Ratując resztę tego marnego dobytku nie zdążyła przemyć podręcznika czystą wodą. Podręcznik był do wywalenia.

-Co za dziecko, blokuje przejście.- wysoka kobieta stanęła nad Soomin. -Kto cię wychował? Chyba na podwórku mieszkasz.

-A panią to chyba na targu sprzedali i robiła pani za podnóżek jakiegoś milionera.- sarknął mężczyzna. -Wychowana to pani na pewno nie jest, więc nie wymądrzaj się i znikaj do swojego plastikowego domku Barbi.

Ostry głos Jimina sprawił, że Soomin momentalnie przestała płakać i z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w nianię.

-Kim ty..

-Dla takich jak ty nikim. Ale przy najmniej wiem na czym ten świat stoi i właśnie mogę pozwać panią do sądu o publiczną obrazę imienia i napastowanie dziecka.

Kobieta zacisnęła usta i odeszła szybkim krokiem.

-W porządku?- Park przykucnął przed nią schodek niżej. -Ta kobieta zrobiła ci coś jeszcze?

-Nie.- mruknęła wycierając oczy rękawem.

-Cholerny babsztyl.- mamrotał pod nosem wyszarpując z kieszeni chusteczki. -A co się stało z tym plecakiem? Czy te książki są mokre?!

Lustrował ją swoimi ciemnymi oczami z szokiem na ustach. Soomin spuściła głowę i pociągnęła nosem. Zacisnęła mocno dłonie na spodniach.

-Dzieciaki w klasie chyba mnie nie lubią. Zabrali mi plecak i zrobili to.- wskazała ręką.

-I żaden nauczyciel nie zwrócił na to uwagi? Co za ludzie!- pokręcił głową wplatając palce w włosy i szarpiąc je.

Soomin wycierała powoli swoje policzki i oczy.

-Chodź, pójdziemy do parku.- wyciągnął do niej rękę.

Soomim ujęła ją i pociągając nosem zgarnęła książki do plecaka. Jimin wziął go do drugiej ręki i ruszyli w stronę szkolnej bramy. Z plecaka ciekła bliżej nieokreślona substancja i Jimin miał nadzieję, że nie poplami sobie dresów. Gdy weszli na teren parku Jimin znalazł zaciszne miejsce w głębi zieleni oddalone od głównych miejsc spotkań nastolatków. Usadził dziewczynkę na ławce a sam po raz kolejny ukląkł przed nią.

-Nie powinnaś przez nich płakać.- pokręcił głową zmartwiony. -Wiem jednak, że łzy często lecą same i nie jesteśmy w stanie ich zatrzymać.

-To głupie.

-Wiem. Czasami zaczynamy płakać w najmniej odpowiednim momencie, uczucia często nam przeszkadzają ale jesteśmy ludźmi. Uczucia zawsze będą z nami.

-Ci co płaczą to cioty.

-Skąd ty znasz takie słownictwo?-skrzywił się unosząc brwi i marszcząc czoło. -Muszę powiedzieć o tym twojemu tacie.

-Dobrze.- pokiwała głową ze zrozumieniem. -Gdy nauczyciele wychodzą uczniowie tak mówią.

-Mhhm no już, nie płacz.- wytarł policzki dziewczynki ponownie zalane łzami. -Jasne, czasami warto się wypłakać, to oczyszcza duszę ale lidzie są tacy okropnie wszędzie i zawsze, i jeśli miałabyś rozpaczać za każdym razem gdy coś takiego cię spotka to chyba płakałabyś non stop.

-Al..ale to boli..- wymamrotała odwracając twarz w bok jakby zawstydzona swoimi słowami.

-Tak. Tam głęboko w środku.- zastukał palcem w swoją klatkę piersiową. -W życiu jeszcze nie raz właśnie w tym miejscu będziesz czuła ból. Ale to tylko potwierdza fakt, że jesteś człowiekiem a nie pustą skorupą. Nie raz będziesz czuła złość na takie osoby i sama będziesz miała ochotę zmieszać ich z błotem, to zrozumiałe i osobiście uważam, że wypada od czasu do czasu zarzucić ostrzejszym słowem. Ale z wyczuciem.

-Tatuś mówi tak samo.

-To fajnie. Chyba.- zaśmiał się lekko widząc, że twarz dziewczynki rozjaśnia się. -Musisz być silna.

-To męczące.

-Jakby to ci...- westchnął drapiąc się po karku. -Zauważyłaś chyba, że gdy jacyś chłopcy płaczą to inni krzyczą, że zachowuje się jak "baba".- Soomin pokiwała głową rozumiejąc o co chodzi. -Po prostu w świecie istnieje coś takiego jak stereotypy. Kobiety kojarzą się z czymś słabym, wiotkim, delikatnym. Mężczyzna utożsamiany jest z siłą, odwagą, mądrością, dobrymi decyzjami... Właściwie to ze wszystkim co dobre. Tak było od wieków i faceci dale tłamszą kobiety. W wielu krajach wciąż dziewczynki są źle traktowane, nie pozwala im się grać w piłkę, jeździć na rowerach a później i brać udziału w wyborach. Ale ty masz szczęście.

-Szczęście?

-Tak. Urodziłaś się w kraju, w którym masz możliwości. Możesz się uczyć i nie chodzisz w burce. Są tysiące innych powodów, które umożliwiają ci życie na równi z mężczyznami. Jesteś silną dziewczynką - odważną, inteligentną i zaradną. Nie jesteś typową dziewczynką ale to twój atut. Zawojujesz świat i wcale nie musisz chodzić w sukienkach, gotować mężowi i być cichutka i głupiutka. Pamiętać jednak musisz, że nawet po tych krokach ból nie zniknie na zawsze.

-Mogę być kim chce?

-Tak, ale pamiętaj, że i to ma swoją cenę.

-Jesteś najlepszy, hyung.- westchnęła dziewczynka i rzuciła się na mężczyznę. Przytuliła go ze wszystkich sił. -Dziękuję.

-Proszę. Mam nadzieję, że mój monolog jakoś ci pomoże.

-Co to monolog?- spojrzała na niego zaciekawiona.

-Ojć.

✨✨✨

-Cholera jasna, zamknij się. Mam już ciebie serdecznie dojść.- Min pokręcił głową wkurzony. -Dzwonisz do mnie tylko po to, aby uświadomić mi jakim jestem skurwielem i sukinsynem, że zabrałem ci córkę, która notabene nie jest twoja i, że jej nowa niania to pedofil?! Czy ty w ogóle wiesz co to nie wtykanie nosa w nie swoje sprawy?! Pierdol się!

-Wychowujesz ją na jakiegoś chłopca a to dziewczynka! Ona kocha różowy kolor i sukienki a ty jej na to nie pozwalasz!

-Czy ty słyszysz jakie bzdury pleciesz? Soomin wcale nie lubi sukienek, jej ulubiony kolor to fiolet, a czasami i brąz, nie chce być typową dziewczynką i czuje się niekomfortowo gdy zabierasz ją  do tych wszystkich babskich sklepów. Ostatnio płakała, że zmuszasz ją do tego. Próbujesz jej wmawiać, że jesteś kimś innym.

-To dziewczynka!!!

-Kończę.

Yoongi rozłączył się zgrzytając zębami. Jego cierpliwość osiągnęła punkt krytyczny i jeszcze chwila a rzuciłby telefon w ścianę. Odłożył go na bok i walną nogą w komodę, aby następnie zrucić z niego wszystkie przedmioty. Warknął  czując wszechogarniającą go złość.

-Chuja idzie dostać.

-Chyba dobrze, że zostawiłem Soomin pod opieką Hoesoka.

Min obrócił się momentalnie z rozszerzonymi oczami. Ogarną go wstyd.

-Wściekaj się dalej ja i tak przyszedłem tylko po bluzę.- wskazał dłonią puszysty materiał na kanapie. -Zaraz możesz demolować swój dom dalej.

-Nawet nie waż się mnie wkurwiać mnie dalej.- warknął rozpinając mankiety rękawów koszuli.

-Właściwie to zastanawiałem się kiedy pokażesz tą mroczną stronę mocy.- ciągnął Jimin oparty o framugę. -Jakoś nie wierzyłem, że możesz być taką oazą spokoju jaką próbujesz być.

-Więc nie niszczmy tego idealnego obrazka. Jakoś nie uśmiecha mi się pokazywać tobie swoją drugą twarz.

-Rozumiem, że lepszą alternatywą jest rozwalanie zastawy. To takie wyzwalające.- wywrócił oczami.

-Więc co proponujesz w zamian?- uniósł brew podciągając rękawy, twarz przepełnioną miał złością.

-Czyż na kolacji tydzień temu sam nie przyznałeś, że wyglądam seksownie?

-No nie pierdol.- parsknął rozbawiony tą propozycją. -Tak sam z siebie?

-Ty masz oczywiste problemy z napięciem seksualnym a ja z libido. Rozwiążemy nawzajem swoje problemy.- wzruszył ramionami.

-Więc wychodzi na to, że nie jesteś taki grzeczny.- ruszył w jego stronę niemo zgadzając się na jego propozycję.

-Raz można.

Chwila zapomnienia była im potrzebna. Wszystko było lepkie od potu i gorące od ich ciał. Ubrania lepiły się do nich gdy usilnie starali się ich pozbyć. Szyja Jimina była już pełna fioletowawych znaków i zagłębień po zębach. Palce Parka trzęsąc się rozpinając kolejne guzik koszuli starszego. Westchnął czując jego dłonie w okolicach pośladków. Przyciśnięty mocno do ściany przez ciało Mina miał małe pole do popisu ale mężczyźnie nie specjalnie to przeszkadzało. Yoongi nie patyczkował się, gdy tylko jego koszula została rozpięta do końca ściągnął ją i szybkim ruchem złapał za klamrę paska. Jimin poszedł za jego śladem i korzystając z chwili oddechu zsunął z siebie spodnie z bokserkami. Jego koszulka już od dawna walała się po podłodze.

-Cholera jasna.- warknął Yoongi kiedy ich ciała wreszcie zetknęły się ze sobą bez żadnych materiałów izolujących. Jimin zawtórował mu dodatkowo zaszczycając jego uszy niezdecydowanym jękiem. Głupotą byłoby przerywanie w takim momencie i Min słysząc swój dzwoniący telefon- zignorował go. Jakimś cudem zdążyli dojść do pokoju lokatora za nim całkowicie zatopili się w przyjemności. Tej nocy pozbyli się złości ze wszystkich lat.

Niania od zaraz [ 6/13 ]

A/N: Brak internetu. Notki będą o wiele rzadziej. Przepraszam :( W tym rozdziale robi się trochę ckliwie ale zamiar był taki, że yoonminy będą fluffiaste. Ma ktoś do polecenia jakieś dobre thorki albo frostiron?? Potrzebuję ciepła, a wy? Hwaiting!

°°°°

Nowa kolekcja okazała się hitem. Publiczność była zachwycona kreacjami i Yoongi na samym końcu wyszedł na wybieg cały rozpromieniony. Był dumny ze swojej ekipy i całego staffu. Nie było żadnych wpadek - wszyscy modele chodzili z gracją i dokładnością. W słowniku Sugi równało się to ze słowem perfekcja. Jego przyjaciele nagrodzili go później oklaskami i klepnięciami po plecach. Soomin wyszła gdzieś z Jiminem ale Suga był pewny, że nic jej nie grozi. Oczywiście nie obyło się bez wkurwienia Jina, bezpodstawnych obelg pod jego adresem i cichych gróźb mamrotanych pod nosem. Jednak teraz, idąc przez jeden z wielu korytarzy firmy, przystając co jakiś czas na drobne rozmowy Yoongi mógł stwierdzić, że od dawna nie czuł się tak dobrze. Wreszcie nie był na siebie zły, że zostawił Soomin z kimś kogo ta nie lubi. Jimin okazał się idealną nianią. Jego córka zakolegowała się z chłopakiem i pokochała spędzać z nim czas. Trochę może zabolało Mina, że jego własna córka tak wiele i z uczuciem mówiła o kimś obcym. Jednak Park Jimin był kimś zupełnie innym. Strach o córkę znikał, za to pojawiało się dziwne uczucie ciepła. To o tym myślał gdy Jin nawijał o tym jaki on jest nieodpowiedzialny. Nie słuchanie Seoka weszło mu już w nawyk. Szczęście rozpierało jego ciało, ale Yoongi nie był na tyle głupi, aby na piechtaka obszukiwać cały budynek w poszukiwaniu zgub. Zamiast tego swe kroki skierował do recepcji, gdzie na kamerach mógłby sprawdzić ich obecność. Na jednej z kanap leżała śpiąca Soomin z głową na kolanach Jimina. Otulona była swoim kocykiem. Sam Park miał odchyloną głowę i wgapiał się w biały sufit. Przy uchu trzymał telefon rozmawiając z kimś cicho, druga ręką głaskała Soomin po głowie. Min skinął głową na powitanie siadając z drugiej strony dziewczynki. Poprawił kocyk i zapatrzył się w nią.

-I jak pokaz?- spytał Jimn gdy skończył połączenie. -Czytałem z Soomin komiksy ale w trakcie zasnęła. O, no i koniecznie chciała się pozbyć sukienki.

-Pokaz był idealny. Wyszło świetnie. Te komiksy, które dostała od twojego znajomego karze sobie czytać co wieczór. Znam je chyba już na pamięć.- westchnął i rozciągnął się na kanapie. -Po za tym Soomin nie lubi sukienek, ale od czasu do czasu muszę ją do tego zmusić.

-To chyba nic złego. Niech chodzi w czym chce, jest młoda.

-Taak, też tak uważam ale dużo osób tego nie rozumie. Myślą, że to ja Soomin zakazuje noszenia spódnic. Bo patrząc na jej pokoju wygląda jak ten należący do przeciętnej siedmiolatki.

-Soomin nie jest przeciętna.- zmarszczył nos jakby obrażony.

-Wiem.- kąciki ust Mina uniosły się do góry a oczy wodziły za palcami Jimina głaszczącego jego córkę. -Moja córka jest najwspanialszą istotką na świecie. Czasami gdy tak na nią patrze, to ona wygląda zupełnie jak swoja matka.

-Musiała być naprawdę piękna.

-Była.- mężczyzna pokiwał smutno głową.

-Przepraszam.

-Nie, to okej. Wie o tym praktycznie cała firma. Wiesz, jak Soomin była malutka chodziłem z nią do pracy. Wiele razy zasypiała mi na kolanach w czasie konferencji czy zebrań. Cały staff i większość pracowników miała swój wkład w jej wychowanie.

-W takim razie ma dużą rodzinę. To chyba dla niej ważne, bo jak żadne dziecko z taką radością i dumą opowiada o swoich Hyungach.

-Boje się, że to źle. Wypaczyłem jej wizję prawdziwej rodziny. Nie ma mamy, taty, babci, dziadka. Jest tata i hyungowie, a sporadycznie nunny. Nauczyciele w szkole mówią, że to źle...

-Że to nie jest prawdziwy dom?- podsunął Jimin a jego rozmówca skinął głową. -Pff idioci. Prawdziwy dom jest tam gdzie znajdują się ludzie, którzy się kochają i dbają o siebie. Nie istotne czy mieszkają pod mostem czy w willi, nie ważne czy dzieci są adoptowane albo niepełnosprawne. Dom to ludzie, dzięki którym czujemy się bezpiecznie.

-Pięknie to brzmi, ale czy może być prawdziwe w XXI wieku?

-Jeśli tutaj czujesz, że to twój cały świat.- popukał go w pierś gdzieś na wysokości serca. -To tak. Jesteś zdolny burzyć mury, poruszyć niebo i ziemię. Nic nie stoi ci na drodze.

-Umiesz podnosić na duchu. Dzięki.- złapał jego uciekające palce w swoje i zamknął w uścisku.-Mogę?- głową wskazał ich splecione dłonie.

-Jasne. Jeśli chcesz.- Jimin nie patrzył na niego gdy odpowiadał.
Głowę opartą miał na ramieniu, oczy zamknięte. Jego serce załomotało szaleńczo jakby chciało się wyrwać z piersi. Modlił się o to, aby jego policzki nie zabarwiły się na czerwono.

-Zawsze się boję, że jestem złym ojcem. Mój był skurwysynem.- lunął czy Soomin aby na pewno śpi. -Robię wszystko żeby nie być jak on.

-Wychowałem się w domu dziecka. Ojcem był jakiś grubawy policjant, matką ćpunka gotowa na wszystko aby zdobyć hajs na kokę. Jesteś więc świetnym rodzicem.

-Nie. Nie jest ci przykro. Nie znamy się.

-Nie możesz mówić za mnie.

-Nie kłam.. to potrafi ranić bardziej niż nie jeden cios.

-Yoonsoon mówiłam mi, że jesteś dojść bezpośredni. Ale spokojnie, trochę ją ochrzaniłem. Bywa irytująca.

-Dzięki... czy coś. Dla ciebie jutro też zrobić paluszki rybne?

-Jakbyś mógł. Wracam jutro wcześnie, więc od około czternastej masz wolne.

-Yaay dzień wolnego.- wymruczał. -Może uda mi się nadrobić pinokia.

-Też to oglądasz? JongSuk jest boski

-Wieeeemm.- ziewnął niekontrolowanie. -Nie przeszkadza ci, że ktoś taki jak ja opiekuje się twoją córką?

-No przecież jakby coś mi przeszkadzało to bym cię na zbity pysk wyrzucił.

-Na pewno...

-Trzymam cię za rękę. Czy to o czymś nie świadczy? Umpf zamknij się i idź spać.

°°°°

Pierś Jimina falowała z prędkością światła gdy ten wpadł do domu. Ściągnął słuchawki z uszu i zakluczył drzwi. Schylił się i złapał za kolana próbując złapać oddech. Jimin już dawno nie biegał dla relaksu. Po tym jak przestał być kurierem spędzał z Soomin godziny i jak wracał padał na twarz. Chłopak zaraz po tym jak wrócił do domu przebrał się w dres i korzystając z jesiennego słońca poszedł biegać. Uspokoiwszy oddech wszedł do kuchni. Jungkook mieszał właśnie coś szpatułką na patelni. W kuchni rozchodziło się skwierczenie tłuszczu i zapach mięsa.

-Mmmph co tak pachnie?- zaciągnął się aż w brzuchu mu zaburczało.

-Przecież wiesz, że umiem zrobić tylko zasmażany makaron z dodatkami.

-Gdzie TaeTae?

-Poszedł z Mari na zakupy.

-Oooo.. to dzisiaj nie wrócą.- stwierdził ze współczującą miną starszy.

Jimin pamiętał ich ostatni wspólny wypad na pizzę. Potem okazało się, że w pobliżu jest jakaś nowa galeria i cztery godziny mieli z głowy. Jeszcze gdyby Mari robiła to szybko, ale niee, ona musiała przymierzyć każdą rzecz znajdującą się w sklepie. Do dziś Jimin nie rozumiał jak Kim to wytrzymuje.

-Momentami go za to podziwiam.- powiedział Jungkook dosypując szczyptę soli. -Ale potem uświadamia sobie, że przecież on jest chodzącym alienem.

-Z nim wszystko jest nie tak jak trzeba.- zgodził się. -Idę wziąć prysznic. Zostaw też trochę dla mnie.

Młodszy pokiwał głową niechętnie. Wszyscy wiedzieli, że ten dzieciak nie lubi dzielić się swoim makaronem. Raz urządził strajk - zamknął się w łazience i odmówił wyjścia dopóki nie otrzymał siatki pełniej klusek. Dlatego też, jeśli chodziło o prezenty, jego współlokatorzy nie musieli się wysilać. Paczka makaronu to to co ich ludzki tygrysek kochał najbardziej.

Jimin ze swojego pokoju zgarnął jakieś dżinsy, koszulkę i bieliznę do przebrania. Zostawił tu swój telefon i ruszył pod prysznic.

Letnia woda była tym, o czym od dłuższego czasu marzył. Mógł wyłączyć myślenie i schować się za wodospadem wody. Oparł się dłońmi o ścianę i pozwolił wodzie spływać w dół swoich pleców. Małe kropelki z radością sunęły po tej zjeżdżalni. Ich zabawę przerwał sam Jimin gdy namydlił gąbkę i zaczął się myć.

Park miał dosyć fajne życie jakby nie patrzeć. Jasne, czuł żal, że jego własna matka zaniosła go do sierocińca ale to właśnie tam poznał wielu wspaniałych ludzi. To oni byli przy nim - zarówno przy wzlotach jak i upadkach, to oni zaklejali jego stłuczone kolano plastrem gdy się przewrócił. To oni pomagali mu w lekcjach, to oni go wychowywali. I personel, i każdy dzieciak, którego tam spotkał - to właśnie byli ci oni.

Pech, a może i w jakiś sposób szczęście, sprawiło, że nikt nigdy go nie adoptował i całe dzieciństwo spędził z jednymi i tymi samymi wspaniałymi osobami. Taehyunga i Jungkook poznał gdy tylko jego noga po raz pierwszy przekroczyła próg szkoły, przez lata bał się, że w końcu będą musieli się pożegnać. Ich przyjaźń(i przygody) była epicka. Po prostu połączyła ich jakaś więź i byli jak trzej muszkieterowie - jeden za wszystkich i wszyscy za jednego.

A teraz, jakimś niesamowicie podstępnym i nieoczekiwanym sposobem do jego życia wdarł się Min Yoongi ze swoją inteligentną córeczką Soomin. Może to i głupie, ale Jimin czuł, że to jest to czego potrzebuje do życiowego spełnienia, i każdy moment spędzony z tą dwójką sprawiał, że czuł się pełny, dopasowany, potrzebny i chciany. Niby to coś co czuł już kiedyś, ale teraz miało to trochę inny wydźwięk, inaczej łapało za serce. Wywoływało inne symptomy.

Jego wzrok ugrzązł na prawej dłoni jakby wciąż widział blade palce mężczyzny. Wyglądały jak z porcelany i Jimin bał się, że w dotyku będą zimne ale te okazały się zadziwiająco ciepłe. Jego uchwyt, choć z pozoru delikatny, był silny i pewny, a równocześnie przepełniony tym dziwnym ciepłem. Opuszki palców miał stwardniałe i Jimin był niemal pewien, że o to jest efekt wielogodzinnego trzymania długopisu w ręce i podpisywania dokumentów. W każdym bądź razie, zapamiętał to jako coś przyjemnego. Dziwnie intymnego, ale dobrego.

°°°°

To nie tak, że Soomin nie lubiła Jin Hyunga.. On po prostu był dziwny i zmuszał ją do rzeczy, których nie lubiła. Zaliczało się do tego noszenie sukienek, zabawa lalkami, zakaz chodzenia w ulubionych trampkach i nakaz mówienia "Oppa". Soomin nie robiła tego, on był jej hyungiem i za nic w świecie nie chciała przestać tak mówić. Nawet gdy Seokjin zabierał ją na zakupy i kazał jej przymierzać dziewczęce stroje w lustrze wyglądała jak chłopak i całkowicie jej to odpowiadało. Naprawdę, czuła się z tym świetnie. Więc choć lubiła tego hyunga, unikała go.

Hobi hyung był według niej najlepszym wujkiem na świecie. Bawił się z nią na placu zabaw, oglądali razem kreskówki, udawali kosmonautów lecących w przestworza i zawsze, ale to zawsze powtarzał je, że może być kim tylko zechce. Ale to Namjoon hyung nauczył ją matematyki. Taak.. ten hyung też był fajny. Lubiła z nim rozmawiać; był mądry. Ciocia Yoonson paplała o bzdetach ale potrafiła czynić cuda jeśli tylko chciała. Jirin unni też taka była, tylko ciut bardziej leniwa.

Najlepszym z nich wszystkich i tak był Jimin hyung. Ten pojawił się w jej życiu niedawno ale bił na kolana każdego. No oczywiście oprócz jej Appy.

Przede wszystkim Jimin hyung lubił układać puzzle. Choć wyglądał na osobę rozrywkową, wiecznie w ruchu jak Hobi hyung, to okazał się całkiem niezłym miłośnikiem krzyżówek i innych zabaw z kategorii "nudne". Soomin lubiła go, bo był jak taki kotek - chodzący swoimi ścieżkami ale i leniwy. Soomin lubiła też patrzeć jak ten hyung gotuje, robił to powoli i dokładnie, i nawet najdrobniejsza rzecz go rozpraszała. Nie potrafił układać finezyjnych wzorów z dań na talerzu, jak czynił to Jin hyung ale jego potrawy były lepsze. Smaczniejsze. Soomin wiedziała, że ten hyung tak naprawdę nie jest dobry w gotowaniu ale dla niej starał się ze wszystkich sił. Zupełnie jak Appa.

Soomin nie była naiwna, wiedziała, że ten hyung właśnie tak zarabia - opiekując się nią. Ale jakiś cichy głosik z tyłu głowy mówił jej, że ten ją lubi. W końcu gdyby tak nie było to nie czytałby jej bajek na dobranoc, nie zaprowadził do kolegi od komiksów, nie uczyłby jej jeździć na deskorolce i przede wszystkim - jej Appa nie pocałowałby go na dobranoc. A to coś znaczyło!

-Co robisz?

Dziewczynka uniosła głowę słysząc pytanie od hyunga. Stał przy suszarce na pranie z miską w rękach, podciągniętymi rękawami do łokci i z plamą tuszu w kąciku ust.

-Hyuuung znów ubrudziłeś się długopisem.- westchnęła z dezaprobatą w głosie. -Odrabiam lekcje.

-Och, naprawdę?- przetarł twarz policzek dłonią. -Chyba taki już mój talent. Dużo ci jeszcze zostało?

-Tylko język koreański.

-W takim razie, dziś możemy kontynuować nasze lekcje nauki jazdy na deskorolce.

-Dobrze.- uśmiechnęła się. Taak, ten hyung był najlepszy.

°°°°

-Kask dobrze zapięty? Okej, w takim razie pokaż to czego ostatnio się nauczyliśmy.

Jimin stał przy dziewczynce gdy ta weszła ba deskorolkę i ruszyła. Przy krawężniku ładnie zahamowała i nadepnęła butem na końcówkę deskorolki, tak, że ta podskoczyła do jej wyciągniętej ręki. Złapała ją i z uśmiechem na ustach odwróciła się.

-Brawo!- Jimin klaskał w dłonie. Soomin była świetną uczennicą. -Zostaniesz mistrzem.

-Polemizowałbym.- sarknął ktoś z tyłu.

-A zdzielił cię ktoś kiedyś po deskorolką w ten pusty łep?!- zareagował ostro odwracając się. -Ty.. O, Taehyung.

-We własnej osobie i tak, kiedyś już dostałem od ciebie tym cudownym wynalazkiem w twarz.- skrzywił się na to wspomnienie. -A ty pewnie jesteś Soomin? Myślałem, że jesteś wyższa.

-Jestem wysoka.- zaprotestowała butnie siedmiolatka.

-Soomin to jest mój przyjaciel Taehyung. Możesz mówić na niego jak chcesz.

-Wygląda dziwnie.

-Każdy mu to mówi, skarbie.- położył rękę na jej kasku. -Więc.. Czemu zawdzięczamy te wizytę?

-Też przyszedłem pojeździć.

Dopiero teraz Jimin zauważył deskorolkę, którą Kim trzymał za plecami. Pokiwał głową ze zrozumieniem i ignorując go wrócił do uczenia dziewczynki.

-Czy ty mnie ignorujesz?

-Słyszałaś coś Soomin?- zrobił teatralnie zdziwioną minę.

-Nie.- pokiwała przecząco dziewczynka dołączając do tej dziwnej zabawy. -A ty hyung?

-Nope. W takim razie przećwicz to co ostatnio ci pokazywałem.

-Wychowywana na chłopca?- brew Taehyunga uniosła się w zdziwieniu. -Ciekawe, nie powiem...

-On jej tak nie wychowuje.- syknął jakby sam został urażony, Kim nie przejął się tym. -Ona po prostu taka jest.

-Okej. Nie kwestionuje.

Jimin patrzył jak Taehyung wyciąga lizaka z buzi i oblizuje go językiem. Mruknął coś pod nosem i ostatecznie zostawił przyjaciela samego sobie. Soomin w tym czasie dzielnie ćwiczyła.

-Jesteś zaproszony na kolację u mnie w domu!

-My mieszkamy razem, TaeTae.

-Taa.. Ale ciebie praktycznie nie ma. Z dzwonie się jeszcze z tobą.- odpowiedział i odszedł.

-Ten hyung jest dziwny, i to bardzo. On też mieszka z tobą, hyung?

-Tak, to mój drugi współlokator. Jest dziwny, to prawda ale proszę nie zgłębiajmy się w to.

Gdy dziewczynka zajęła się sobą Jimin miał chwilę aby pomyśleć. Z wczorajszego dnia wycisnął tyle wolnego czasu ile mógł. Ponarzekał nawet z Kookiem na ceny profesjonalnych kredek (choć oczywiście dla Jimina to po prostu kredki i nie rozumie niesprawiedliwości świata tak jak młodszy) i nadrobił zaległe seriale. Jednak nie wyspał się bo Yoongi stwierdził w smsie, że musi zaprosić go na kolację. Miałabyć to forma podziękowania, choć Park nie rozumiał do końca za co. Cały ten czas Jimn zastanawiał się nad odpowiedzią. Dochodził jednak do wniosku, że im bardziej myśli tym bardziej głupieje. Zdecydował się jednak w momencie, w którym zobaczył Yoongina idącego przez skate park do córki. Lekki uśmiech wykwitł na jego ustach.

Jak mógłby się nie zgodzić?